„Księżycówka” Azzarello i Risso [RECENZJA]

Brian Azzarello i Eduardo Risso tworzą jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów komiksowych. Na swoim koncie mają uhonorowaną sześcioma Nagrodami Eisnera serię „100 naboi”, ale również przygody Batmana oraz miniserię „Spaceman”. „Księżycówka” to ich najnowsze wspólne dzieło, w którym horror miesza się z klasyczną opowieścią gangsterską z czasów amerykańskiej prohibicji.

Akcja komiksu przenosi czytelników do końca lat 20. ubiegłego wieku. Lou Pirlo jest drobnym nowojorskim gangsterem, utalentowanym podrywaczem i alkoholikiem, który otrzymuje od swojego szefa wymarzone, „poważne” zadanie. Ma udać się do zabitej deskami wioski w Appalachach i namówić jednego z jej mieszkańców, wybornego bimbrownika, do współpracy z mafią. Misja nie wydaje się trudna, ale po przybyciu na miejscu Lou na własnej skórze przekonuje się, że mężczyzna nie jest zainteresowany robieniem interesów z jego szefem. Do tego stopnia, że nie zawaha się stawić czoła zbirom przysłanym przez nowojorskiego bossa. Ci ostatni nie wiedzą, że w Appalachach schronienie znajdują nie tylko producenci bimbru, ale również bestie słynące ze słabości do pełni księżyca.

„Księżycówka” oparta jest na z pozoru intrygującym koncepcie. Brian Azzarello połączył w tej historii tradycyjną historię gangsterską czasów prohibicji (ze wszystkimi charakterystyczny dla niej rekwizytami) z wilkołakami. Brzmi fajnie, ale tak naprawdę niewiele z tego nieoczekiwanego mariażu wynika. Choć oba światy się w komiksie przenikają, to nadnaturalny wątek do fabuły wnosi stosunkowo niewiele i jest głównie wykorzystywany jako pretekst do inicjowania kolejnych brutalnych scen akcji. Gdyby go zabrakło, „Księżycówka” pozostałby w sumie taką sama historią, czyli bezpretensjonalną choć schematyczną opowieścią o starciu pomiędzy gangsterami i redneckami. Sprawnie napisaną, ale pozostawiającą czytelnika z poczuciem fabularnego niedosytu.

« 1 z 2 »

Scenariuszowe braki rekompensuje oprawa graficzna. Eduardo Risso, zdobywca czterech Nagród Eisnera, w „Księżycówce” stworzył, moim zdaniem, najlepsze plansze w swojej karierze. Co więcej, po raz pierwszy w swojej karierze zdecydował się je samodzielnie pokolorować, co dało zachwycający efekt. Kadry „Księżycówki” są precyzyjnie zakomponowane, a Risso niejednokrotnie udowadnia, jak wiele można osiągnąć umiejętnie operując w kadrach cieniem i czernią. Jeśli lubicie jego kreskę, spotkania z tym albumem długo nie zapomnicie.

„Księżycówka” nie jest komiksowym objawieniem. To solidnie napisana i jeszcze lepiej narysowana opowieść, którą jednak nie do końca spełnia pokładanej w niej nadzieje i oczekiwanie. Trzeba jednak pamiętać, że tom pierwszy to zaledwie wprowadzenie do większej historii zaplanowanej przez Briana Azzarello na co najmniej 30 zeszytów. Na razie nie jestem fanem, ale po drugi tom sięgnę na pewno, bo czuję, że jest w tej historii potencjał, tylko autorom jeszcze nie udało się go w pełni wykorzystać.