Od kilku lat rzadko sięgam po komiksowy mainstream większość uwagi poświęcając wydawnictwom adresowanym do czytelników szukających w obrazkowych historiach czegoś więcej niż czystej rozrywki. „Niechętnie” nie oznacza jednak, że wcale tego nie robię. Mam serie i autorów, których bardzo lubię i których nowości nie przegapiam. Jednym z nich jest Daniel Warren Johnson. Amerykański rysownik i scenarzysta jeszcze nigdy mnie nie rozczarował, a każdy jego album, czy solowy czy też tworzony we współpracy z innymi artystami, bardzo mi się podobał. Nie inaczej jest z „Księżyc za nami podąża”, który Johnson zrealizował wspólnie z Rileyem Rossmo.

Komiks opowiada historię pary rodziców walczących o ocalenie córki, sześcioletniej Penny, uwięzionej w krainie snów. Małżeństwo staje do nierównej walki z pożerającą wyśniony świat mroczną Kaskadą. I kiedy wydaje się, że są blisko zwycięstwa, nagle wszystko się komplikuje.

„Księżyc za nami podąża” to ponad 200 stron wypełnionych akcją. Już pierwsze kadry wrzucają czytelnika w sam środek konfliktu, a potem – jak u Alfreda Hitchcocka – napięcie tylko rośnie. Start jest dynamiczny i nieco chaotyczny, ale intryga szybko się klaruje, a historia pędzi na załamanie karku. Akcja, akcja, akcja, zwrot akcji, potem jeszcze więcej akcji i chwila wzruszenia. Powtórzyć. Tak można w skrócie podsumować konstrukcję fabularną tego komiksu. Zapewniam, że ten schemat działa. I to znakomicie.

Album trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa i nieustannie zaskakuje czytelnika. Co najważniejsze, nie dzieje się to kosztem postaci. Kluczowi bohaterowie dostają bowiem solidne, własne historie i ważne role do odegrania, a każdy – co jest już specjalnością Warrena Johnsona – przedstawiony został z empatią i zrozumieniem. Dzięki czemu, nawet jeśli popełniają błędy albo robią rzeczy podłe, czytelnik ich rozumie i wie, że po prostu nie mają innego wyjścia, albo grają o znacznie wyższą stawkę.

To, co podoba mi się najbardziej, to to, że Johnson i Rossmo do maksimum wykorzystują pomysł osadzenia akcji w krainie snów. W stworzonym przez nich świecie wszystko jest możliwe, a nawet najbardziej absurdalne rozwiązania wydają się na miejscu. Bo gdzie indziej możecie podziwiać spektakularne bitwy, w których ścierają się współczesna broń, demony, jednorożce i zabawki, a pogrom sieje samochodowy fotelik dla dzieci?

W parze ze spektakularną akcją idą równie spektakularne rysunki. Już pięć lat temu serwis IGN nominował Daniela Warrena Johnsona do swojej nagrody za sceny akcji jakie przedstawił w miniserii „Wonder Woman. Martwa ziemia”. W „Księżyc za nami podąża” amerykański artysta wspierany przez Rileya Rossmo idzie jeszcze dalej. Brawurowo skomponowane plansze, filmowe kadrowanie i dynamiczna kreska cieszą oko, ale przede wszystkim doskonale współgrają ze scenariuszem, w którym wydarzenia, postaci i scenografia zmieniają się jak w kalejdoskopie.

„Księżyc za nami podąża” to zdecydowanie jeden z najlepszych rozrywkowych komiksów tego roku. Daniel Warren Jonson i Riley Rossmo we współpracy z kolorystą Mikem Spencerem zapewnili w 10 zeszytach swojej miniserii więcej emocji i wydarzeń niż oferuje niejedna opowieść o superbohaterach. Jeśli, tak jak ja, jesteście fanami Daniela Warrena Johnsona, i tym razem nie będzie rozczarowani. Jeśli jeszcze tego artysty nie znacie, „Księżyc za nami podąża” to znakomity tytuł, by rozpocząć z nim komiksową przygodę.

Zostaw odpowiedź