Komiksy na podstawie książek Agathy Christie [RECENZJA]

Sto lat temu ukazała się książka „Tajemnicza historia w Styles”, pierwsza kryminalna powieść Agathy Christie, autorki popularnych kryminałów, która dała światu takich bohaterów jak Herkules Poirot i Panna Marple oraz trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa jako najbardziej bestsellerowa pisarka wszech czasów. Z tej okazji nakładem Egmontu ukazały się komiksowe adaptacje trzech książek królowej kryminału. Jedna dobra, jedna średnia i jedna zwyczajnie słaba.

Pierwszą z wymienionych jest „Morderstwo w Orient Expressie”, najlepsza i najpopularniejsza, obok „I nie było już nikogo”, powieść w dorobku Agathy Christie, która wcześniej doczekała się już kilku ekranizacji (ostatniej w 2017 roku w reżyserii Kennetha Branagha), sztuki teatralnej a nawet gry wideo. Jej akcja rozgrywa się w 1937 roku na pokładzie luksusowego pociągu Orient Express, gdzie dochodzi do zagadkowego morderstwa. Na pierwszy rzut oka wszyscy pasażerowie mają na czas zbrodni alibi, ale Herkules Poirot ma pewność, że wśród nich jest morderca.

Za komiksową wersję powieści odpowiedzialni są scenarzysta Benjamin von Eckartsberg oraz pochodzący z Chin rysownik Chaiko Tsai tworzący jako Chaiko. Ich wspólne dzieło to rzetelna adaptacja i wierne przeniesienie w kadry znakomitej intrygi wymyślonej przez Christie. Kto „Morderstwa w Orient Expressie” jeszcze nie czytał, będzie się bawił znakomicie. Kto czytał, czyli pewnie każdy, z przyjemnością przypomni sobie najsłynniejszą przygodę Herkulesa Poirota. Formalnie komiks niczym nie zaskakuje. To standardowa, zarówno scenariuszowo jak i graficznie, produkcja, którą dobrze się czyta i ogląda.

Średnią półkę reprezentuje „Noc w bibliotece”, adaptacja drugiej w dorobku Agathy Christie książki, której bohaterką jest Panna Marple – urocza starsza pani i detektyw-amator. W tej przygodzie Panna Marple rozwiązuje zagadkę śmierci młodej kobiety, której ciało nie wiadomo w jaki sposób pojawiło się w bibliotece domu należącego do szanowanego pułkownika Bantry’ego i jego żony Dorothy. Oficjalne śledztwo w tej sprawie prowadzi policja, ale szybko okazuje się, że bez podpowiedzi ze strony żwawej emerytki, inspektorów czeka sromotna porażka.

„Noc w bibliotece” oferuje czytelnikom skomplikowaną zagadkę kryminalną przedstawioną w sielskich realiach brytyjskiej prowincji. W przeciwieństwie do „Morderstwa w Orient Expressie”, ten komiks potrafi wystawić cierpliwość czytelników na próbę. Książki Agathy Christie mają to do siebie, że ich akcja najczęściej opiera się na dialogach. Główni bohaterowie – detektywi, rozmawiają z kolejnymi świadkami i uczestnikami tragicznych wydarzeń, by w finale na podstawie tych rozmów bezbłędnie wskazać kto jest mordercą. W książce ma to swój urok. W komiksie niekoniecznie. Obrazkowa wersja „Nocy w bibliotece” dość szybko zaczyna męczyć nadmierną ilością tekstu. Choć to komiks, to dialogi są w nim najważniejsze. Rysunki są jedynie dodatkiem, a na palcach jednej ręki można policzyć w albumie sceny, gdzie te dwa światy – rysunku i tekstu, udało się autorom sprawnie połączyć.

Powyższy błąd do przesady powiela album „Beresfordowie. Tajemniczy przeciwnik”, adaptacja wydanej jeszcze w 1922 roku awanturniczej powieści z cyklu „Tommy i Tuppence”. Akcja komiksu rozpoczyna się w 1915 roku zatopieniem okrętu „Lusitania”, a kończy kilka lat późnej, już po I Wojnie Światowej. Tytułowi Beresferdowie to para przyjaciół z dzieciństwa, których zamiłowanie do przygód oraz chęć zarobku prowadzą w sam środek intrygi mogącej zagrozić przyszłości Imperium Brytyjskiego. A wszystko ma swój początek w z pozoru nieskomplikowanym zleceniu odnalezienia młodej dziewczyny…

Album Emilio Van der Zuidena to już druga komiksowa adaptacja „Tajemniczego przeciwnika”. Pierwsza, autorstwa scenarzysty François Rivière’a i rysownika Franka Leclercq’a ukazała się jeszcze w 2003 roku nakładem francuskiego wydawnictwa Emmanuel Proust éditions. Nie wiem czy nowa wersja jest lepsza, ale szczerze wątpię, bo lektura dzieła Ven der Zuidena to trudne doświadczenie. Graficznie „Tajemniczy przeciwnik” się broni. Utrzymana w stylistyce retro kreska belgijskiego artysty pasuje do fabuły, a czytelnikom pozwala wniknąć w świat sprzed 100 lat. Niestety, z powodu scenariuszowych niedociągnięć, odbiorcy co chwila są z tej rzeczywistości wybijani. Książka, która w wykonaniu Agathy Christie była udanym połączeniem kryminału, sensacji i obyczaju, w wydaniu Van der Zuidena zmienia się w męczący maraton przydługich dialogów i mętnie przedstawionych wątków. Przyznam, że już w połowie liczącego 64 strony komiksu chciałem, żeby się skończył, a do finału dotrwałem tylko dzięki poczuciu recenzenckiego obowiązku.

Jeśli czytacie te słowa, wiecie już, że żaden z wydanych do tej pory przez Egmont komiksów na podstawie twórczości Agathy Christie, nie zapisze się złotymi głosami w historii medium. Z czystym sumieniem mogę polecić jedynie „Morderstwo w Orient Expressie”, ale ci, którzy czytali oryginał nie znajdą w tym albumie nic nowego. I to chyba największa bolączka tych adaptacji. Bo choć mają rysunki i kadry, bliżej im do bogato ilustrowanych edycji oryginalnych powieści niż rasowych komiksów. Żaden z twórców, niestety, nie zadał sobie trudu, żeby historie wymyślone przez Christie przenieść w kadry w sposób kreatywny i faktycznie wykorzystujący możliwości komiksowego medium. W rezultacie powstały albumy zwyczajnie niepotrzebne.