„Klaus” Morrison i Mora [RECENZJA]

Święta Bożego Narodzenia w polskiej telewizji upływają od lat pod znakiem „Kevina samego w domu”, „Grincha” (w różnych wersjach), „Listów do M.” oraz „W krzywym zwierciadle: Witaj Święty Mikołaju!”. Bez tych tytułów w programie wielu nie wyobraża sobie świątecznego leniuchowania. Teraz to zacne grono ma szansę powiększyć się o komiks, który o Świętym Mikołaju opowiada w absolutnie wyjątkowy sposób. W „Klausie” Granta Morrisona i Dana Mory świąteczna legenda łączy się z heroic-fantasy, a bożonarodzeniowy czas staje się tłem dla krwawej walki z… demonem.

Grimsvig było kiedyś szczęśliwym miasteczkiem, w którym radośnie obchodzono święto Jul (po przyjęckiu chrześcijaństwa przemianowane na Boże Narodzenie). Niestety, śmierć starego barona zmieniła wszystko. Władzę w mieście przejął ambitny i okrutny Magnus, który zmienił Grimsvig w miejsce smutku i katorżniczej pracy. A co gorsza zakazał obchodzenia świąt Bożego Narodzenia. Pojawienie się w mieście tajemniczego mężczyzny stanie się początkiem nierównej walki o sprawiedliwość oraz narodzin legendy, która odmieni świat.

Grant Morrison to jedna z największych komiksowych gwiazd. Swoją karierę zaczynał współpracując z wydawnictwem 2000AD oraz magazynem „Warrior”, w którym Alan Moore i David Lloyd rozpoczęli swoje słynne „V jak Vendetta”. W połowie lat 80. w ramach tzw. „brytyjskiej inwazji” trafił do USA, gdzie współtworzył i współtworzy przygody najsłynniejszych superbohaterów oraz własne serie. Morrison ma na swoim koncie komiksy, które przeszły do historii, choć w jego portfolio nie brakuje niewypałów. W wywiadach, a także podczas spotkań z czytelnikami, autor „Azylu Arkham” wspomina, że w swojej pracy niekiedy wspiera się nielegalnymi substancjami, co nie pozostaje bez wpływu na ostateczny kształt dzieła. Być może również z tego powodu, niektóre z morrisonowych scenariuszy są zdrowo odjechane, a co za tym idzie trudne w odbiorze (każdy, kto próbował zmierzyć się z jego „The Filth”, wie o czym piszę).

« 2 z 2 »

„Klaus” jest dziełem bardzo tradycyjnym zarówno w treści, jak i w formie. Morrison połączył w nim świąteczną legendę z klasyczną opowieścią spod znaku heoric-fantasy tworząc rozrywkowe danie w sam raz do rodzinnej konsumpcji. W komiksowych planszach „Klausa” spotykają się miłość i zemsta, choinka i prezenty, ale nie brakuje w nich również złowrogiego Krampusa do dziś straszącego dzieci w Niemczech i Austrii czy odniesień do syberyjskich praktyk szamanistycznych oraz przedchrześcijańskich tradycji europejskich. Tych tropów i odwołań jest całkiem sporo, ale nigdy nie wybijają się na pierwszy plan tworząc intrygujące tło dla uniwersalnej historii.

Za stronę graficzną „Klausa” odpowiedzialny jest Dan Mora, człowiek, który w swojej karierze rysował już gwiazdy wrestlingu w serii „WWE” oraz drużynę Power Rangers. „Klaus” jest pierwszym jego komiksem jaki ukazał się po polsku, ale mam nadzieję, że nie ostatnim. Kreska Mory łączy w sobie cartoonowy sznyt z satyrycznym zacięciem, co w połączeniu z dynamiczną kompozycją i klasycznym kadrowaniem daje porywający efekt.

Pisząc o „Klausie” nie sposób nie wspomnieć o jakości polskiego wydania. Komiks ukazał się w twardej oprawie, ze złoconymi literami na okładce oraz złoconymi brzegami stron prezentują się co najmniej imponująco. Jeśli wśród prezentów pod choinką znaleźliście tzw. „kopertę” warto przeznaczyć jej zawartość na tom opublikowany przez wydawnictwo KBOOM.