„Katanga” Nury i Vallee [RECENZJA]

Jeśli zaczytywaliście się w „Psach wojny” Fredericka Forsythe’a i z wypiekami na twarzach oglądaliście „Dzikie gęsi” oraz „Parszywą dwunastkę”, seria „Katanga” jest właśnie dla was. W tej awanturniczej opowieści rozgrywającej się w burzliwych czasach kryzysu kongijskiego znajdziecie wszystkie atuty, jakie powinien mieć skazany na sukces komiks sensacyjny.

Tytułowa Katanga to nazwa bogatej w surowce afrykańskiej prowincji, która przez blisko 100 lat pozostawała pod kontrolą Belgii jako część założonego przez kolonistów Wolnego Państwa Konga. Po wycofaniu się Belgów z Konga, prowincja ogłosiła secesję i ustanowiła własne państwo pod przewodnictwem prezydenta Moise’a Czombe. Niepodległość Katangi uznała tylko Belgia, której rząd liczył, że dzięki temu zapewni sobie korzystne kontrakty handlowe, a belgijskie firmy górnicze aktywnie wspierały ruch separatystycznych.

Secesja prowincji nie trwała jednak długo. Odłączenie się Katangi od Kongo stało się początkiem konfliktu zbrojnego, w który zaangażowały się również Związek Radziecki i USA. W 1961 roku do Konga wysłano wojska ONZ, które 15 stycznia 1963 zajęły stolicę prowincji Elisabethville, a Katanga jako państwo przestała istnieć.

Komiksowa seria „Katanga” napisana przez Fabiena Nury’ego i narysowana przez Sylvaina Vallee (duet odpowiedzialny za udane „Pewnego razu we Francji”) przenosi czytelników w sam środek tamtych wydarzeń. Jej bohaterami są najemnicy zatrudnieni przez belgijskie konsorcjum mający zabezpieczyć interesy firmy zagrożone przez trwającą wojnę domową. Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się walizka z diamentami wartymi 30 milionów dolarów, sytuacja, a co za tym idzie zadania postawione przed żołnierzami, znacznie się komplikują.

Od dawna chciałem opowiedzieć zdegenerowanej formie wojny, w której kluczową rolę odgrywają najemnicy. W miarę jak zgłębiałem temat, poznałem historię Katangi oraz wydarzeń będących konsekwencją jej krótkotrwałej secesji. Wspólnie z Sylvainem Vallee uznaliśmy, że to idealny czas i miejsce do osadzenia naszej historii – mówi o swoim dziele scenarzysta Fabien Nury.

We wstępie do komiksu autorzy zastrzegają, że „Katanga” jest czystą fikcją. Jednak, podobnie jak w seriach „Jam jest legion” oraz „Silas Corey”, jest to fikcja mocno osadzona w historycznej rzeczywistości, w której fakty i prawdziwe postaci przeplatają się z wymyślonymi, a wszystko razem składa się na tętniące życiem uniwersum. Fabien Nury niczego w tym komiksie nie wymyśla na nowo. Fabularnie „Katanga” stworzona jest zgodnie ze schematem jakie oczekiwalibyśmy po tego rodzaju opowieści. Drużyna najemników składa się z barwnych i różnorodnych postaci, z których wszyscy są draniami. Stawką w toczonej przez bohaterów grze jest walizka diamentów, a kluczową rolę w intrydze odgrywa piękna kobieta wykorzystująca swoje wdzięki do realizacji własnych celów. Fabien Nury w wywiadach przyznaje, że pisząc „Katangę” inspirował się klasycznymi filmami takimi jak „Dobry, zły, brzydki” Sergio Leone, „Parszywa dwunastka” Roberta Aldricha, „Złoto dla zuchwałych” Briana G. Huttona oraz powieściami Kena Folletta, Jamesa Ellroya i Philipa Kerra.

Scenariusz „Katangi” jest bardzo brutalny. W komiksowych kadrach trup ściele się gęsto i nie brakuje w nich scen masakr, zgonów, dekapitacji oraz okaleczeń. Tę makabryczną rzeczywistość łagodzi stylistyka w jakiej album został narysowany. Przejaskrawione, niekiedy ocierające się o satyrę rysunki Sylvaina Vallee nadają dystans całej historii, a jednocześnie wprowadzają do niej sporą dawkę humoru. Kreska Vallee jest bardzo czytelna. Patrząc na jego bohaterów od razu wiemy, kto jest dobry a kto zły. Jednocześnie w jego kadrach nie brakuje emocji, a w ich kompozycji filmowej dynamiki.

Ubiegłoroczna premiera „Katangi” przeszła u nas, mam wrażenie, bez większego echa. To błąd. Zaplanowana na trzy tomy historia jest przykładem solidnego, dobrze napisanego i narysowanego komiksu sensacyjnego, z intrygującymi bohaterami i trzymającym w napięciu scenariuszem. Nury’emu i Vallee udało się nie tylko zainteresować czytelników, ale również wiarygodnie, choć w przejaskrawiony sposób, pokazać brutalną rzeczywistość czasów kryzysu kongijskiego. Miłośnicy awanturniczych powieści spod znaku Alistaira MacLeana nie będą „Katangą” rozczarowani.

Seria „Katanga” ukazuje się nakładem wydawnictwa Taurus Media.