„James Bond 007: Warg” Ellis i Masters [RECENZJA]

Choć postać Jamesa Bonda kojarzona jest głównie z filmami, to zanim agent 007 zagościł na dużym ekranie, z powodzeniem odnalazł się w komiksie. Przygody najsłynniejszego szpiega publikowali Marvel, DC Comics, Dark Horse, a od kilku lat robi to Dynamite Entertainment. I co ważne, robi to dobrze.

James Bond to postać, której nie trzeba przedstawiać. Tajny agent Jej Królewskiej Mości, szarmancki wobec dam (choć nie zawsze) i zabójczy wobec wrogów, miłośnik szampana Dom Perignon, kawioru Bieługa i do niedawna drinka martini (wstrząśniętego, nie zmieszanego) jest dziś marką wycenianą na 2-5 miliardów dolarów (dla porównania, Disney za Marvela zapłacił 4 miliardy dolarów).

Agent 007 jest bohaterem przebojowych filmów, książek, gier wideo oraz, oczywiście, komiksów. Pierwsze rysunkowe przygody Jamesa Bonda zaczęły ukazywać się jeszcze w 1958 roku w formie komiksowych stripów publikowanych początkowo w dzienniku „Daily Express”. Tworzone nieprzerwanie do roku 1983 doczekały się w sumie 52 dwóch historii, wśród których znalazły się adaptacje twórczości Iana Fleminga (pomysłodawcy postaci Jamesa Bonda) jak i oryginalne historie. Warto w tym miejscu zauważyć, że te stripy znakomicie oparły się próbie czasu i zostały wydane (w sumie już kilkakrotnie) przez Titan Comics.

Do „regularnych” komiksów Bond trafił w 1962 roku. Wtedy właśnie ukazała się obrazkowa adaptacja pierwszego pełnoprawnego filmu o jego przygodach zatytułowanego „Dr No”. W ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat komiksowy światek przypominał sobie o agencie 007 głównie przy okazji premier kolejnych części filmowego cyklu, choć od czasu do czasu ukazywały się albumy tworzone na podstawie oryginalnych scenariuszy.

Obrazkowy Bond zniknął z rynku w drugiej połowie lat 90., a powrócił nań dopiero w 2015 roku, kiedy prawa do postaci kupiło wydawnictwo Dynamite Entertainment specjalizujące się w reaktywacjach „dojrzałych” bohaterów jak Cień czy Zielony Szreszeń. Na prośbę Fleming Estate, instytucji zarządzającej prawami do twórczości Iana Fleminga, napisanie scenariusza nowych komiksowych przygód agenta 007 powierzono Warrenowi Ellisowi, twórcy m.in. serii „Transmetropolitan”. Te miały być realistyczne, brutalne i rozgrywające się we współczesnych realiach. A Ellis tym wyzwaniom sprostał z nawiązką.

Po tragicznej śmierci agenta 008, James Bond podejmuje się dokończenia jednej ze spraw prowadzonych przez swojego kolegę po fachu. Na angielskich ulicach pojawił się nowy rodzaj narkotyku o nieznanym składzie, który zabija zażywających go ludzi. Informacje o jego pochodzeniu może mieć działający w Berlinie serbski wynalazca Slaven Kurjak specjalizujący się w tworzeniu zaawansowanych protez. Bond ma się z nim spotkać i korzystając z dostarczonych przez niego informacji, „przekonać” producentów narkotyków do porzucenia swojego zajęcia. Jak to jednak w szpiegowskim fachu często bywa, proste z pozoru zadanie okazuje się nie tylko skomplikowane, ale również śmiertelnie niebezpieczne.

« 1 z 3 »

Siłą przygód Jamesa Bonda jest ich powtarzalność. W każdej odsłonie swoich przygód agent 007 staje do walki z potężnym przeciwnikiem, którego pokonuje za pomocą własnego sprytu, umiejętności i nieprawdopodobnych gadżetów, po drodze udowadniając, że jest nie tylko wyjątkowym szpiegiem, ale również niezrównanym kochankiem. W jego perypetiach nie brakuje humoru, a sam Bond specjalizuje się w rzucaniu cynicznych oraz ironicznych „one-linerów”, które poza Martini wstrząśniętym, nie zmieszanym (do niedawna) stały się jednym z jego znaków rozpoznawczych.

I prawie (dlaczego prawie, wyjaśniam niżej) to wszystko znajdziecie w napisanym przez Warrena Ellisa a narysowanym Jasona Mastersa komiksie „James Bond 007: Warg”. Agent Jej Królewskiej Mości ponownie staje do walki z potężnym przeciwnikiem o wielkich ambicjach. Aby go pokonać, będzie musiał poradzić sobie z wyjątkowo nieprzyjemnymi zabójcami, a jego życie wielokrotnie znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Pomiędzy kolejnymi potyczkami i pościgami, Bond emabluje Moneypenny, popija Bourbona oraz rzuca ironiczne komentarze.

Komiks pomyślany jest jako kontynuacja książkowych przygód Jamesa Bonda, a nie filmowych. Stąd też nie znajdziemy w nim ani drinka Martini, ani zaskakujących gadżetów (choć kilka jest). Inaczej również przedstawiono postać Bonda, który jest znacznie bardziej szorstki i zdecydowanie bardziej brutalny, co Masters dosłownie pokazuje w swoich kadrach. Z tego też powodu osoby spodziewające się po albumie kolejnej przesadzonej historii w jakich specjalizuje się studio Eon Productions, mogą się poczuć nim nieco rozczarowane, bowiem tom nie do końca spełni ich oczekiwania. Ci, którzy perypetie agenta 007 znają również z twórczości Iana Fleminga, z całą pewnością będą usatysfakcjonowani.

„Warg” to blisko 150 stron trzymającej w napięciu akcji. Może niespecjalnie zaskakującej i schematycznej, ale bardzo sprawnie opowiedzianej i znakomicie narysowanej. Jak da mnie, dzieło Ellisa i Masters jest znacznie lepsze niż większość ostatnich filmów z Danielem Craigiem.

Album „James Bond 007: Warg” ukazał się nakładem wydawnictwa Non Stop Comics.