„Head Lopper: Karmazynowa wieża” MacLean [RECENZJA]

Pierwszy tom serii „Head Lopper” położył mnie na łopatki. Pozornie nieskomplikowany pomysł opowieści o wojowniku specjalizującym się w dekapitacji i podróżującym w towarzystwie odciętej głowy czarownicy, okazał się wyjściem do złożonej, wielowątkowej historii z zaskakującym scenariuszem, pokaźną dawką humoru oraz niezliczoną ilością obciętych głów. A to wszystko narysowane przez Andrew MacLeana, którego pomysłowość w komponowaniu kadrów i przełamywaniu tradycyjnej komiksowej stylistyki, zdawały się nie mieć granic.

Drugi tom przygód Norgala zatytułowany „Karmazynowa wieża” nie robi już takiego wrażenia. Wizualnie to wciąż rzecz znakomita, ale fabularnie przypomina „dungeon crawlera”, grę RPG, której bohaterowie przemierzają lochy unikając zabójczych pułapek, by co kilka kroków natknąć się na bossa.

Tytułowa Karmazynowa Wieża to tajemnicze miejsce, do którego ściągają głodni chwały wojownicy pragnący odkryć sekrety jakie skrywa budowla. Karmazynowa Wieża budzi się do życia co jakiś czas, a wtedy śmiałkowie mają okazję, by udowodnić swoją wartość. Tym razem wśród nich są Norgal oraz Agata Błękitna Wiedźma (a dokładnie jej głowa).

Drugi tom „Head Loppera” to 200 stron czystej akcji. W przeciwieństwie do rozbudowanej fabuły „Wyspy albo Plagi Bestii”, „Karmazynowa wieża” ma dosyć schematyczny scenariusz, którego zadaniem jest mnożenie przeszkód i wrogów na drodze Norgala, tak by ten mógł się z nimi efektownie rozprawić. W tle rozgrywają się co prawda wielkie dramaty, ale nowy tom przygód dekaptitatora stoi akcją, akcją i jeszcze raz akcją. Co ma swoje konsekwencje.

Przede wszystkim, fabuła „Karmazynowej wieży” nie jest już tak wciągająca jak części pierwszej. Po drugie, Agata Błękitna Wiedźma schodzi w nim na daleki plan, na tyle odległy, że czytając komiks miałem wrażenie, że MacLean nie do końca miał pomysł na rolę, jaką odcięta głowa ma odegrać w komiksie. Jednym z atutów „Wyspy albo Plagi Bestii” były cięte dialogi pomiędzy Norgalem i Agatą, których w „Karmazynowej wieży” jest jak na lekarstwo. Owszem, czyta się to znakomicie, a rysunki MacLeana nikogo nie pozostawią obojętnym, ale o ile „Wyspa…” była objawieniem, o tyle „Karmazynowa wieża” jest solidną powtórką z rozrywki.

Pierwszy tom „Head Loppera” ustawił poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie. Drugiemu nie udało się jej przeskoczyć, ale był bardzo blisko. „Karmazynowa wieża” to wciąż skok medalowy, ale już nie na pierwsze miejsce na podium.