Po kilku dekadach czytania komiksów trudno mnie zaskoczyć, a superbohaterowszczyzna raczej mnie już nudzi. Jednak od czasu do czasu sięgam po trykoty. Tym razem stanęło na Batmanie. Specjalnie dla Was przeczytałem „Grób Batmana”, „Batman. Stan przyszłości” oraz trzeci tom „Injustice. Bogowie pośród nas”.
„Grób Batmana” to dzieło Warrena Ellisa i Bryana Hitcha, duetu odpowiedzialnego za udaną serię „Authority”. I, co ciekawe, jest to ich pierwsza wspólna tak długa opowieść o Mrocznym Rycerzu. Szczerze? Za długa.
W „Grobie Batmana” obrońca Gotham staje do walki z nowym, niebezpiecznym przeciwnikiem. Tajemniczy Scorn zbiera potężną armię, na czele której zamierza zniszczyć gothamską policję i wprowadzić własne porządki. Jedynym, który może go powstrzymać, jest, oczywiście, Batman.
W liczącej 12 zeszytów miniserii Warren Ellis starał się pokazać Mrocznego Rycerza jako najlepszego na świecie detektywa. Batman sporo czasu poświęca więc na zbieranie śladów, analizowanie dowodów i mozolnemu docieraniu do prawdy. Problem w tym, że intryga, na której zbudowano „Grób Batmana” jest wątła i praktycznie pozbawiona fabularnych niespodzianek.
Liczący blisko 300 stron komiks to kolejna, wtórna opowieść o superbohaterze walczącym z potężnym przeciwnikiem i wypełniona typową dla gatunku nawalanką. Niczym Was nie zaskoczy, niczym też nie zapadanie w pamięć. No, może poza kwestiami Alfreda, bo akurat scenki z udziałem Bruce’a i jego lokaja się Ellisowi udały. Poza tym, „Grób Batmana” to naprawdę nużąca i rozwleczona ponad miarę przygoda, którą spokojnie można byłoby zamknąć nie w 12, ale 3-4 zeszytach. Na obronę dodam, że rysunki Hitcha są, jak zawsze, znakomite. Zatem komiks czyta się słabo, ale ogląda już z przyjemnością. Niemniej, nie polecam.
Nieco lepiej prezentuje się „Batman. Stan przyszłości”, pierwszy z trzech tomów zbierający miniserie składające się na zeszłoroczny event DC Comics będący konsekwencją wydarzeń przedstawionych w „Batman. Death Metal”. „Stan przyszłości” przenosi czytelników do futurystycznego Gotham. miasta, gdzie superbohaterowie są wyjęci spod prawa, Batman nie żyje, inwigilacja jest powszechna, a autorytarną władzę sprawuje finansowany z prywatnych środków Magistrat. Oczywiście, ten stan rzeczy nie wszystkim się podoba, a do walki z opresyjnym systemem stają zarówno zamaskowani obrońcy sprawiedliwości jak i ich dawni przeciwnicy.
„Batman. Stan przyszłości” zbiera 5 miniserii: „Future State: Superman/Batman”, „Future State: The Next Batman”, „Future State: Dark Detective”, „Future State: Catwoman” oraz „Future State: Harley Quinn”, których twórcami są m.in. Paul Jenkins, Mariko Tamaki, Ram V., Ben Oliver, Dan Mora czy Laura Braga.
Wersja Gotham jaką przedstawia „Stan przyszłości” nie jest może specjalnie oryginalna, ale ma potencjał. To świat, w którym „1984” Orwella miesza się z „Łowcą androidów”. Rzeczywistość aż prosząca się o to, by poruszyć w niej tematy aktualne dla dzisiejszego świata. I to się czasami udaje, a czasami niekoniecznie.
Dwie pierwsze historie zawarte tomie są skrajnie niezapamiętywalne, ale później robi się lepiej. „Future State: Dark Detective” Mariko Tamaki i Dana Mory, której głównym bohaterem jest Bruce Wayne, to sprawnie opowiedziana i znakomicie narysowana opowieść udanie wykorzystująca potencjał świata, w którym została osadzona. W „Rycerzach Arkham” Paula Jenkinsa i Jacka Herberta kibicujemy byłym pacjentom Arkham, którzy pod wodzą charyzmatycznej Astrid Arkham stają do walki z Magistratem. „Future State: Catwoman” opowiada o brawurowej akcji napadu na pociąg przewożący więźniów, ale i cenny ładunek. Album zamyka historia poświęcona Harley Quinn, w której bohaterka daje się poznać jako utalentowana profilerka.
Na pewno „Batman. Stan przyszłości” nie jest albumem, który stanie się żelazną klasyką, ale czyta się go zupełnie nieźle. Przeraża natomiast jego cena. 130 złotych (bez grosza) za 384 strony w miękkiej oprawie to lekka przesada.
Najwięcej frajdy, jak zawsze, dostarczyło mi jednak „Injustice”. To już trzeci tom serii będącej rozwinięciem fabuły wydanej w 2013 roku gry wideo firmy NetherRealm Studios – bijatyki osadzonej w alternatywnym uniwersum DC Comics, w którym Superman, oszukany przez Jokera, zabił Lois Lane i zrównał z ziemią Metropolis. Pogrążony w rozpaczy wypowiedział bezwzględną wojnę całemu złu, w efekcie której został tyranem bezwzględnie rządzącym światem. Opór stawia mu inna grupa herosów dowodzona przez Batmana.
Drugi tom zakończył się kolejnym zwycięstwem Supermana, który na dodatek stał się posiadaczem pierścienia Korpusu Sinestro. Jego przeciwnicy postanawiają więc sięgnąć po nową broń – magię. John Constantine, który z własnych powodów pragnie zemścić się na Kryptonijczyku, staje po stronie Batmana i zwraca się o pomoc do największych magów. Człowiek ze Stali nie powinien mieć szans w starciu z całą armią potężnych istot władających magią. Okazuje się jednak, że jakaś tajemnicza siła chroni jego oraz członków Ligi Sprawiedliwości. Siła, która chce bronić porządku, w którym Superman sprawuje władzę absolutną. I na tyle niebezpieczna, że jest w stanie zabić najpotężniejsze istoty w świecie DC.
Scenarzysta Tom Taylor, tym razem wspierany przez Briana Buccellato i Ray Fawkesa, znowu to zrobił. Trzeci tom „Injustice. Bogowie pośród nas” to solidna dawka superbohaterskiej nawalanki, w której ofiary są prawdziwe, stawka najwyższa a tempo wydarzeń nie zwalnia nawet na chwilę. Co prawda tym razem dają się w komiksie odczuć fabularne „zapchajdziury” w postaci przeciągających się walk pomiędzy uczestnikami konfliktu, ale finalnie komiks w 100% spełnia obietnicę jaką ze sobą niesie.