„Eileen Gray. Dom pod słońcem” Malterre-Barthes i Dzierżawska [RECENZJA]

„Eileen Gray. Dom pod słońcem” to kolejny komiks od wydawnictwa Marginesy i kolejna komiksowa opowieść o kobiecie opublikowana przez tę oficynę.

Bohaterką albumu jest irlandzka architekt-samouk, która do historii przeszła jako autorka E-1027, wyjątkowej willi na Lazurowym Wybrzeżu dziś uznawanej za jeden z najważniejszych modernistycznych budynków w historii. Gray zaprojektowała ją wspólnie ze swoim ówczesnym partnerem Jeanem Badovicim, ale jej praca nie ograniczyła się jedynie do wymyślenia budynku. Artystka go również urządziła oraz w dużej części wypełniła meblami własnego pomysłu.

Mimo sporego dorobku Eileen Gray znana jest dziś głównie pasjonatom architektury. O ten stan rzeczy obwiniają oni legendarnego projektanta Le Corbusiera, który był przyjacielem Badoviciego i częstym gościem jego willi. Le Corbusier był E-1027 zafascynowany, ale i zazdrosny do tego stopnia, że w końcu postanowił go… zniszczyć. Pod nieobecność Gray pokrył dom muralami, które projektantka uznała za wandalizm i nigdy więcej do swojej willi nie wróciła. Sam Corbusier przez długi czas próbował dom kupić, później wejść w posiadanie znajdujących się w nim mebli, aż w końcu nabył działkę w niedalekim sąsiedztwie E-1027 i tam wybudował własny dom. Przez długie lata okoliczni mieszkańcy byli przekonani, że willa Gray i Badoviciego jest jego dziełem, a on sam temu nie zaprzeczał. I robił wszystko, żeby nazwisko projektantki jak najrzadziej pojawiało się w przestrzeni publicznej.

Komiks polskiej rysowniczki Zosi Dzierżawskiej i francuskiej architektki Charlotte Malterre-Barthes przypomina życie i twórczość irlandzkiej artystki. Robi to w popularnej dziś konwencji „scenek z życia”. Klamrą opowieści jest kilka miesięcy w 1933 roku, które Eileen Gray i Jean Badovici wspólnie spędzają w E-1027. Ta historia przerywana retrospekcjami przybliżającymi przeszłość projektantki jak również nielicznymi antycypacjami opowiadającymi o wydarzeniach jakie rozegrały się po roku 1933. Te zabawy z chronologią czynią z „Eileen Gray. Domu pod słońcdem” komiks przyjemny w odbiorze, aczkolwiek po skończeniu lektury ma się poczucie dużego niedosytu.

Biografię Eileen Gray scenarzystka Charlotte Malterre-Barthes potraktowała bardzo pobieżnie i nie zawsze czytelnie. Od strony poznawczej jej album ma wartość średniej długości artykułu w „Wysokich Obcasach”, a mam wrażenie, że tytułowa bohaterka zasługuje na więcej. O najważniejszym wydarzeniu w biografii projektantki, czyli jej konflikcie z Le Corbusierem z komiksu dowiemy się niewiele. Owszem, autorki opowiadają o dokonanym przez niego akcie wandalizmu, ale prawie zupełnie pomijają jego przyczyny. Dodatkowo, sporo bohaterów pojawia się w kadrach tylko przez chwilę, a zrozumienie ich znaczenia w życiu Gray wymaga lektury zamieszczonych na końcu komiksu przypisów i notek biograficznych.

Graficznie „Eileen Gray. Dom pod słońcem” prezentuje się znacznie lepiej niż scenariuszowo. Zosia Dzierżawska, którą posiadający potmostwo czytelnicy mogą kojarzyć z ilustracji do książki „Sto nóg stonogi Fruzi” Agnieszko Horubały, przedstawiła biografię projektantki w czytelnych, ale niepozbawionych uroku oraz emocji kadrach. Dzięki jej talentowi lektura komiksu jest doświadczeniem niezwykle pogodnym, a zastosowanie przez Dzierżawską zróżnicowanej palety barw sprawia, że czytelnik nigdy nie gubi się w gąszczu licznych retrospekcji.

„Eileen Gray” to komiks, który zdecydowanie warto przeczytać, ale który niekoniecznie trzeba kupić. Dla większości odbiorców spotkanie z nim będzie doświadczeniem ciekawym, ale jednak jednorazowym. Jak dla mnie, to idealna pozycja do wypożyczenia z biblioteki.