„Donżon” Trondheim i Sfar [RECENZJA]

Komiksowy cykl „Donżon” stworzony przez Lewisa Trondheima i Joanna Sfara przez długi czas był jednym z wielkim nieobecnych na naszym rynku komiksowym. To się, na szczęście, zmieniło. Dzięki Timof Comics jedna z najciekawszych europejskich serii ostatnich lat doczekała się polskiego wydania, a sądząc po zainteresowaniu z jakim jej premiera spotkała się na tegorocznym festiwalu w Łodzi, czekało na nią naprawdę wielu czytelników.

„Donżon” narodził się w 1998 roku z inicjatywy Lewisa Trondheima i Joanna Sfara, scenarzystów i rysowników wcześniej związanych już z wpływowym wydawnictwem L’Association. Ich ambicją było stworzenie cyklu fantasy, który z jednej strony byłby wierny tradycji gatunku, z drugiej dawał twórcom nieograniczone możliwości i pozwalał na przelanie w komiksowe kadry nawet najbardziej niecodziennych pomysłów.

Tytułowy Donżon to wyjątkowe miejsce, plątanina zaludnionych potworami i wypełnionych pułapkami lochów ze skarbami, które odwiedzają liczni śmiałkowie żadni sławy i szybkiego zarobku. Niestety, jedyna szybka rzecz, jaka im się tam przytrafia, to śmierć. Ich dobytek zaś trafia do donżonowego skarbca, którym zarządza kawaler Hiacynt – właściciel i twórca tej szczególnej „atrakcji”. Administracja Donżonem to rzecz niełatwa, dlatego też „menadżera” wspierają smok Marvin – odważny i niebezpieczny wojownik oraz kaczor Herbert – skrywający traumatyczną przeszłość niezdarny łowca przygód marzący o wielkiej sławie.

Powyższy opis nie zdradza być może rewolucji, ale trzeba wiedzieć, że to zaledwie niewielka część świata „Donżon”. Cykl dzieli się bowiem na trzy serie noszące podtytuły „Zenit” (rozgrywający się w czasie rozkwitu Donżonu), „Świt” (opowiadający o powstaniu Donżonu) oraz „Zmierzch” (przybliżający kulisy upadku tytułowej budowli). Serie te tworzone były i wydawane równolegle, zatem czytelnicy premierowo poznawali historię przybytku Hiacynta jednocześnie z trzech różnych perspektyw czasowych. Kilka lat po premierze pierwszego tomu cykl doczekał się również spin-offów zatytułowanych „Donżon. Monstra” – poświęconego przygodom postaci drugoplanowych oraz „Donżon. Parady” – traktującego o perypetiach Marvina i Herberta mających miejsce pomiędzy pierwszym i drugim tomem „Zenitu”.

Kolejne tomy powstawały w zawrotnym tempie. W 1998 roku ukazały się dwie pierwsze części cyklu „Zenit”. Rok później do sprzedaży trafiły pierwsze tomy „Świtu” i „Zmierzchu”. W roku 2000 ukazał się trzeci tom „Zenitu” i pierwszy „Parad”, rok później na księgarnianych półkach pojawiło się aż pięć albumów sygnowanych logiem „Donżon”. Twórcy początkowo obiecywali stworzenie nawet 500 tomów sagi, ale ostatecznie prace nad cyklem wstrzymano w 2014 roku po wydaniu 36 tomu. Przez kilka kolejnych lat o „Donżonie” było cicho, by niedawno ogłosić, że seria powróci w przyszłym roku z nowym cyklem o podtytule „Antypody”.

„Donżon” często określany jest mianem parodii fantasy. To nie do końca prawda. Owszem, komiks jest zabawny i w ironiczny sposób bawi elementami charakterystycznymi dla gatunku, ale to zaledwie część atrakcji jakie skrywa. Celem Trondheima i Sfara było stworzenie tętniącego życiem świata, w którym wszystko byłoby możliwe. Stąd też znajdziemy w „Donżonie” historie humorystyczne, ale nie brakuje w nim również opowieści rozdzierających serce (premiera tych dopiero przed nami). A czytając je ani przez chwilę nie ma się poczucia, że któraś z nich jest nie na miejscu albo nie pasuje do innych.

Przyznam, że Lewis Trondheim i Joann Sfar są twórcami, z którymi mam lekki problem. Z jednej strony bardzo ich lubię, z drugiej nie jestem w stanie przeczytać „ciurkiem” żadnej z ich serii, gdyż dość szybko zaczynają mnie męczyć. Zasiadając do lektury „Donżona” oczekiwałem podobnych odczuć i mile się rozczarowałem. Perypetie Herberta, Marvina i spółki skutecznie przykuły mnie do komiksowych kadrów, a liczący 316 stron tom pochłonąłem w ciągu jednego dnia. Jeśli macie ochotę na solidną opowieść przygodową z dużą dawką humoru, fantastycznymi bohaterami i wieloma oryginalnymi pomysłami fabularnymi, a przy okazji jesteście fanami fantasy, „Donżon” zapewni Wam fantastyczną zabawę.