Rok 2021 w polskim komiksowie, to czas kiedy czytelnicy na nowo poznali Paco Rocę. I mam nadzieję, że hiszpański artysta zostanie z nami na długo, bo to dziś jeden z najlepszych komiksowych twórców na świecie.

Urodzony w 1969 roku Paco Roca swoją karierę rozpoczynał w połowie lat 90. ubiegłego wieku od tworzenia erotycznych komiksów, których bohaterami byli m.in. Piotruś Pan i Alladyn. Szybko jednak zajął się ambitniejszymi projektami i kilka lat później publikował już nie tylko w Hiszpanii, ale również we Francji. To właśnie nad Sekwaną opublikował w 2004 roku swój komiks „Latarnia”, który w 2010 roku doczekał się polskiego wydania dzięki Timof Comics.

Przełomem w jego karierze okazał się komiks zatytułowany „Zmarszczki”, który nie tylko spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków (w Hiszpanii osiągnął status komiksowego bestsellera), ale w 2011 roku został zekranizowany, a film na jego podstawie otrzymał nominacje m.in. do Europejskiej Nagrody Filmowej oraz do nazywanej „animowanym Oscarem” nagrody Annie. Od tego czasu popularność Paco Roki jedynie rosła. Przyznana mu w 2020 roku Nagroda Eisnera za komiks „Dom” jedynie potwierdziła jego pozycję jednego z najlepszych i najciekawszych współczesnych twórców komiksowych.

Do tego roku polscy czytelnicy nie mieli zbyt wielu okazji, by obcować z twórczością Paco Roki. Poza wspomnianym wcześniej komiksem „Latarnia” do naszego kraju dotarł również film „Zmarszczki”, który dziś bez problemu znajdziecie w serwisach vod. I to wszystko. Sytuacja zmieniło się w ostatnich kilku miesiącach, kiedy na naszym rynku ukazały się dwie znakomite powieści graficzne hiszpańskiego autora – uhonorowany Nagrodą Eisnera „Dom” oraz wojenne „Koleje losu”. I obie zasługują na uwagę.

Pierwsza z wymienionych to nostalgiczna opowieść o rodzeństwie, które po śmierci ojca przyjeżdża do jego domu, by przygotować go do sprzedaży. Wizyta sprawia, że wracają do nich wspomnienia z dzieciństwa. Mieszając ze sobą przeszłość i teraźniejszość, Roca opowiada historię rodziny, która w pędząc przez życie zgubiła z widoku, to co w nim najważniejsze.

„Dom” to komiks przepiękny. Wypełniony emocjami. Umiejętnie grający sentymentalną nutą, ale nie unikający trudnych tematów. Szczery i wzruszający, a jednocześnie precyzyjny technicznie. Pozbawiony zbędnych kadrów, przemyślany i wymagający intelektualnego zaangażowania czytelnika. Nie jest to, broń boże, komiks trudny. Wręcz przeciwnie. Historia w nim opowiedziana jest prosta i uniwersalna. Jej siła kryje w szczegółach. „Dom” pełen jest detali i drobnych zdarzeń. Z pozoru bez znaczenia, ale w miarę jak wgłębiamy się w tę opowieść, odkrywamy, że to właśnie w nich ukryte jest to, co w tym komiksie najważniejsze i najlepsze.

„Koleje losu” to dzieło radykalnie inne niż „Dom”. To stworzona na podstawie wspomnień weteranów opowieść o były uczestnikach wojny domowej w Hiszpanii, którzy po przegranej z siłami generała Franco trafili na front II Wojny Światowej, by tam kontynuować swoją walkę z faszystami.

W tym przypadku Roca również łączy dwie rzeczywistości czasowe – współczesną, w której pojawia się on sam i przeprowadza szereg rozmów z Miguelem Ruizem, głównym bohaterem komiksu oraz retrospekcję, poświęconą wojennym losom Miguela. Fabularnie komiks skonstruowany jest zgodnie z żelaznymi regułami wojennego gatunku, znanymi choćby z takich filmów jak „Full Metal Jacket” Stanleya Kubricka czy „Wzgórze złamanych serc” Clinta Eastwooda. Na początku poznajemy bohaterów historii, później towarzyszymy im podczas szkolenia, by potem wraz z nimi wyruszyć w podróż przez fronty II Wojny Światowej zakończoną zdobyciem Berlina.

Paco Roca opowiada historię, którą znamy, ale przedstawia ją z zupełnie innej perspektywy. Bohaterami „Kolei losu” czyni ideowców, nienawidzących dyktatur komunistów, którzy walcząc z Niemcami i ich sprzymierzeńcami, walczą o lepsze jutro nie tylko dla siebie, ale i dla świata. Przypomina, że choć Hiszpania utrzymywała przyjazne relacje z hitlerowcami, to nie wszyscy jej mieszkańcy zgadzali się z polityką Franco, a wielu z nich straciło życie z dala od domu walcząc z nazistami na obcej ziemi.

Ich droga nie była prosta. Zanim dotarli do Berlina, hiszpańscy republikanie byli uchodźcami i więźniami obozów pracy. Przez długi czas dla wielu krajów, a dokładnie ich przywódców, weterani hiszpańskiej wojny domowej byli jedynie kłopotem. Politycznym problemem, z którym nie wiadomo było jak sobie poradzić. Rozwiązała go dopiero eskalacja wojennych działań.

„Koleje losu” to pięknie opowiedziana historia o wojnie. Zwieńczona fantastycznym, wzruszającym finałem i zapadająca w pamięć. To komiks inny niż „Dom”, ale równie dobry, choć nazywanie go hiszpańskim „Mausem” jest, moim zdaniem, na wyrost.

Paco Roca jest dziś komiksowym gwiazdorem, ale przede wszystkim jest artystą. Wrażliwym, piekielnie utalentowanym i jak nikt potrafiącym w swoich kadrach przedstawić prawdziwe emocje. Gwarantuję, że ani „Dom” ani „Koleje losu” Was nie rozczarują. A jeśli po ich lekturze będziecie mieli ochotę na więcej, możecie sięgnąć po antologię „Batman. Świat”, gdzie Hiszpanię reprezentuje właśnie Paco Roca.

Zostaw odpowiedź