„Czarny Młot. Tajna geneza” Lemire i Ormston [RECENZJA]

Jestem zmęczony superbohaterowszczyzną. Herosów w trykotach mamy obecnie na rynku więcej niż kiedykolwiek, ale znalezienie dobrego komiksu z ich udziałem, jest coraz trudniejsze. Na szczęście są takie serie jak „Czarny Młot”, udowadniające, że pomiędzy schematycznymi i powtarzalnymi opowieściami o nadludziach, wciąż można znaleźć dzieła świeże, oryginalne a przede wszystkim inteligentne.

Opowieść o przygodach „Czarnego Młota” rozpoczyna się tam, gdzie większość historii o superbohaterach się kończy. Grupa zamaskowanych herosów ze Spiral City staje do walki z potężnym Antybogiem. Po wyczerpującym starciu pokonują go, ale zwycięstwo ma swoją cenę. Nieoczekiwanie wojownicy zostają przeniesieni ze swojego świata do równoległej rzeczywistości, gdzie nikt nie słyszał o ich dokonaniach. Uwięzieni w nieswoich ciałach, pozbawieni części mocy, skazani na życie w obrębie swojej farmy i niewielkiego miasteczka, dawno stracili nadzieję na to, że kiedykolwiek wrócą domu.

Pomysł na „Czarnego Młota” narodził się w głowie Jeffa Lemire’a jeszcze w 2008 roku, w czasach kiedy pracował nad głośnymi „Opowieściami hrabstwa Essex”. Nominowana do dwóch nagród Eisnera trylogia poświęcona kanadyjskiej prowincji okazała się dla młodego artystki furtką do wielkiej kariery. Dziś Jeff Lemire jest twórcą mającym na swoim koncie współpracę z DC Comics i Marvelem, gdzie współtworzył przygody takich superbohaterów jak Green Arrow, John Constantine, Moon Knight czy Wolverine (w wersji Old Man Logan).

O „Czarnym Młocie”, którego pierwszy zeszyt zadebiutował na rynku latem ubiegłego roku, artysta mówi, że jest dziełem łączącym jego dwie miłości – do superbohaterów i amerykańskiej prowincji.To mój list miłosny do komiksów superbohaterskich, które kochałem jako dziecko i które uwielbiam jako dorosły człowiek – mówi Lemire. – Większość współczesnych historii, nie tylko poświęconych superbohaterom, dzieje się w dużych miastach jak Nowy Jork. Mnie zawsze interesowało to, jak zamaskowani herosi odnaleźliby się w małym miasteczku, gdzie znacznie trudniej ukryć swoją tożsamość. To scenografia jest bliska mojemu sercu. Wychowałem się w niewielkim miasteczku otoczonym przez pola, bardzo podobny do tego jakie przedstawiamy w „Czarnym Młocie” – dodaje autor.

Fani trykotów odnajdą w komiksie wiele znajomych elementów. Scenariusz Lemire’a kipi od nawiązań do komiksowej klasyki. W kadrach „Czarnego Młota”, a przede wszystkim w biografiach jego bohaterów, znajdziecie oczywiste nawiązania do przygód Kapitana Ameryki, Swamp Thinga, Marsjańskiego Łowcy Ludzi czy Shazama. Jeff Lemire swoją historię oparł na sprawdzonych elementach, ale stworzył z nich nowe, oryginalne dzieło. Superbohaterskie klisze są w nim podstawą dla historii skoncentrowanej na postaciach. Mimo superbohaterskiej otoczki, „Czarny Młot” jest przede wszystkim obyczajowym dramatem. Nastrojową i nieśpiesznie opowiedzianą historią o „ludziach” uwięzionych, zarówno zarówno cieleśnie jak i mentalnie.

Lemire umiejętnie buduje komiksowe uniwersum. Nie mnoży niepotrzebnie wydarzeń i postaci skupiając się na sześciorgu głównych bohaterów. Już w pierwszym tomie poznajemy przeszłość większości z nich, problemy, z którymi muszą się borykać, a przede wszystkim relacje jakie ich łączą. I choć akcja „Czarnego Młota” nie pędzi jak szalona do przodu, to na około 160 stronach komiksu znajdziecie więcej emocji niż w odrodzeniowych wersjach przygód Supermana i Batmana, razem wziętych.

Za stronę graficzną albumu odpowiedzialny jest Dean Ormston, którego prace polscy czytelnicy znają już z serii „Lucyfer”. Jego rysunki, dalekie od czystej kreski i taniego efekciarstwa, z jakimi najczęściej kojarzą się komiksy superbohaterskie, doskonale uzupełniają przemyślany i emocjonalnie złożony scenariusz Lemire’a.

„Czarny Młot” to jedna z najlepszych tegorocznych premier komiksowych. Seria, uhonorowana już dwoma nagrodami Eisnera, uwiedzie was wielowątkowym scenariuszem, fantastycznymi rysunkami, intrygującymi bohaterami a przede wszystkimi emocjami kryjącymi się w komiksowych kadrach. Mam nadzieję, że Egmont zdecyduje się również na publikację rozpoczętej niedawno miniserii „Sherlock Frankenstein and the Legion of Evil”, poświęconej postaci głównego przeciwnika Czarnego Młota. Przy okazji premiery jej pierwszego zeszytu, Jeff Lemire zdradził, że świat „Czarnego Młota” stał się jego ulubionym miejscem. Jestem przekonany, że po lekturze pierwszego tomu serii powiecie to samo.

Seria „Czarny Młot” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont.