„Crosswind” Simone i Stagg [RECENZJA]

Zamiana ciał to temat tak zgrany, że wydawałoby się, iż niczym nas już nie zaskoczy. Komiksowa miniseria „Crosswind” przeczy temu założeniu. Co więcej, cykl, którego ostatni zeszyt ukazał się w styczniu tego roku, wkrótce doczeka się adaptacji w formie serialu telewizyjnego.

„Crosswind” został wydany przez Image Comics w sześciu odcinkach pomiędzy czerwcem 2017 roku a styczniem roku 2018. Jego bohaterami są Cason Ray Bennett, zawodowy zabójca na usługach mafii oraz Juniper Blue, niepewna siebie gospodyni domowa. W tajemniczych okolicznościach zostają zamienieni ciałami. Dla każdego z nich to przeżycie powinno być tragiczne w skutkach, tymczasem okazuje się, że doświadczenie w prowadzeniu domu bywa niezbędne w brutalnym świecie zawodowych morderców, a zimna krew zabójcy przydaje się przy rozwiązywaniu rodzinnych problemów. Ku zaskoczeniu samych siebie Cason i Juniper znakomicie odnajdują się w nowych rolach.

Po „Crosswind” sięgnąłem po tym jak przeczytałem, że stacja Sc-Fi kupiła prawa do realizacji serialu na jego podstawie. Nie miałem z tą serią związanych żadnych oczekiwać i być również dlatego dzieło Gail Simone i Cat Staggs tak bardzo przypadło mi do gustu. Pomysł z zamianą ciał najczęściej wykorzystywany jest w komediach. Takie filmy jak „Duży”, „Vice Versa” czy „Zakręcony piątek” udowodniły, że przeniesienie własnej w świadomości w cudze ciało oznacza tzw. „ubaw po pachy”. Autorki „Crosswind” postanowiły ten temat potraktować nie tylko poważnie, ale również, na tyle na ile to możliwe, realistycznie.

Większość takich historii powstaje wyłącznie, by rozbawić odbiorców i opiera się na żartach w stylu „o rety, rety, mam teraz cycki”, albo gorszych – mówi Gail Simone. – My chciałyśmy pójść zupełnie inną drogą. Bywa, że w takich opowieściach jest sporo okrucieństwa, ale to również nas nie interesowało. Zawsze zaś zamiana ciał przedstawiana jest jako klątwa. Każdy kolejny zeszyt „Crosswind” udowadnia, że tego również nie miałyśmy na myśli – dodaje scenarzystka.

Gail Simone i Cat Staggs w swoim dziele sprawnie połączyły sensacyjną intrygę z czarną komedią. „Crosswind” trzyma w napięciu, a jednocześnie autentycznie bawi, choć nie brakuje w nim maniakalnych morderców, przemocy domowej oraz czystego okrucieństwa. Pod płaszczykiem rozrywkowej opowieść autorki podejmują aktualne tematy społeczne, ale podstawowe przesłanie płynące z „Crosswind” jest w duchu bardzo amerykańskie – uwierz w siebie, nabierz pewności siebie, a poradzisz sobie z każdym wyzwaniem jakie przyniesie ci życie.

Warto po „Crosswind” sięgnąć również ze względu na rysunki Cat Staggs. Realistyczne, ciekawie pokolorowane i dynamicznie kadrowane doskonale komponują się z pełnym niespodzianek scenariuszem Gail Simone. Artystka drobiazgowo podeszła do tematu, co widać kiedy porównamy sobie jak przedstawia sposób poruszania się bohaterów przed i po zamianie. Po samych rysunkach widać już kiedy mamy do czynienia z sytuacją że to kobieta/mężczyzna znajduje się w męskim/kobiecym ciele, a kiedy nie.

Autorki odpowiedzialne za „Crosswind” nie są w branży anonimowe. Gail Simone, scenarzystka „Deadpoola”, „Wonder Woman” i „Red Sonji”, to dziś jedna z najbardziej wpływowych kobiet w komiksowym światku. Scenarzystką została trochę z przypadku, a zanim zdecydowała się na pisanie wykonywała zawód fryzjerki.

W amerykańskim „komiksowie” zaistniała pod koniec lat 90. dzięki stronie internetowej „Women in Refrigerators” założonej przez niewielką grupę komiksowych fanów, w tym Gail Simone. Impulsem do jej powstania był 54 zeszyt serii „Green Lantern”, w którym została zamordowana Alexandra DeWitt, dziewczyna tytułowego bohatera, a jej zwłoki upchnięte w lodówce. Na stronie „Women in Refrigerators” zbierano oraz omawiano komiksowe wątki przedstawiające kobiety jako ofiary, a ich cierpienie bądź śmierć scenarzyści wykorzystywali jako motyw napędzający działania męskich bohaterów.

Niszowa, zdawałaby się, witryna spotkała się w branży komiksowej z żywym odzewem i stała początkiem poważnej dyskusji na temat seksizmu w popkulturze i historiach obrazkowych, w której wzięło udział również wielu scenarzystów. Do dziś zaś niektóre z amerykańskich uniwersytetów polecają „Women in Refrigerators” jako jedno z miejsc dostarczających informacji na temat krytycznej analizy popkultury.

« 1 z 3 »

Popularność witryny sprawiła, że Gail Simone została felietonistką serwisu Comic Book Resources, a w roku 2000 dołączyła do zespołu wydawnictwa Bong Comics, gdzie przez kilka lat tworzyła przygody rodziny Simpsonów. Później trafiła do Marvela gdzie pisała „Deadpoola”, a w 2003 roku nawiązała współpracę z DC Comics jako autorka odpowiedzialna m.in. z serie „Birds of Prey”, „Action Comics”, „Atom” (na podstawie pomysłów Granta Morrisona) oraz „Wonder Woman”.

W 2012 roku Gail Simone wspólnie z rysownikiem Jimem Calafiore zainicjowała akcję na Kickstarterze, której celem było sfinansowanie wydanie komiksu „Leaving Megalopolis”. Projekt wsparło blisko 4200 osób, które przekazały na ten cel ponad 117 tysięcy dolarów.

Cat Staggs nie jest w komiksowym światku taką gwiazdą jak Gail Simone, ale nie jest w nim postacią anonimową. Przez kilkanaście lat pracowała w studiu Lucasfilm, gdzie była odpowiedzialna za projekty graficzne związane ze światem „Gwiezdnych Wojen”, dla DC Comics rysowała komiksy z serii „Smalville” oraz „Adventures of Supergirl”, a dla IDW „Star Trek” i „Orphan Black”. Cat Staggs nie ma na swoim koncie jeszcze żadnych prestiżowych nagród, ale jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu, żeby się na nim pojawiły.

Prawa do ekranizacji „Crosswind” zostały zakupione w ubiegłym roku przez studio Piazza Entertainment, którego właścicielką jest Vanessa Piazza, producentka odpowiedzialna za realizację popularnych seriali „Dark Matter”, „Zagubiona tożsamość” oraz „XIII” (na podstawie komiksowej serii Jeana Van-Hamme’a i Williama Vance’a). Na temat produkcji nic na razie nie wiadomo. Tymczasem Gail Simone i Cat Staggs zdradziły, że w tym roku zadebiutuje druga część „Crosswinds”. O tym komiksie również nic nie wiadomo, a enigmatyczny rysunek udostępniony przez scenarzystkę na twitterze sugeruje, że w nowym cyklu pojawią się nowi bohaterowie i nie zabraknie w nim krwi.

W przyszłym miesiącu ukaże się zbiorcze wydanie „Crosswind”. Tak tylko wspominam, jak by ktoś chciał kupić. Ja nie muszę już dodawać, że warto.

W cyklu „Z mojej półki” przedstawiam komiksy ze swojej kolekcji, które jeszcze nie doczekały się wydania na naszym rynku, a moim zdaniem zasługują na to, by je znać.