„Ciemności Smalandii” to zdecydowanie jedna z największych komiksowych premier tego roku. Nie tylko z racji wielkości, ale przede wszystkim ze względu na zawartość. Monumentalna powieść graficzna Henrika Bromandera to historia o życiu, dojrzewaniu, przyjaźni, miłości, homoseksualizmie, faszyzmie i komiksach. Zaintrygowani?

„Ciemności Smalandii” to formalnie „kolejna komiksowa biografia”. Ale nie do końca. Głównym bohaterem komiksu jest Eryk – zafascynowany faszyzmem gej i autor komiksowych zinów, którego poznajemy jako nastolatka w 1987 roku. Na kolejnych ponad sześciuset stronach Henrik Bromander opowiada rozgrywającą się na przestrzeni 24 lat (akcja komiksu kończy się w 2001 roku) historię jego życia. Dorastania w patologicznej rodzinie, akceptacji własnej orientacji seksualnej, pierwszych związków, przyjaźni, pobytu w więzieniu, aż wreszcie odnalezienia swojego miejsca na ziemi. Jednak „Ciemności Smalandii” to nie tylko biografia Eryka. To także intrygujący portret zmian jakie zaszły w Szwecji na przełomie wieków, kraju, gdzie ruchy neofaszystowskie i skrajnie prawicowe trafiły na szczególnie podany grunt.

Powieść graficzna „Ciemności Smalandii” narodziła się z chęci zrozumienia problemu odradzającego się faszyzmu. Jej stworzenie zajęło Henrikowi Bromanderowi trzy lata, z których aż rok poświęcił na przygotowania, w tym na studiowanie faszystowskich publikacji oraz prac poświęconych ruchom skrajnie prawicowym. W rezultacie udało mu się zbudować niezwykle wiarygodny portret bohatera nie tylko przekonanego do swoich racji, ale również potrafiącego rzeczowo uzasadnić swoje poglądy. Okrutny epilog do tej historii napisało życie. W lipcu 2011 roku, kiedy Bromander kończył już prace nad „Ciemnościami Smalandii”, doszło w Szwecji do ataków terrorystycznych zorganizowanych przez Andersa Breivika, którego światopogląd jest bardzo podobny do Eryka. Autor w wywiadach wspominał, że kiedy zdał sobie z tego sprawę, przeraził się tym jak bardzo podczas swojej pracy „zbliżył” się do faszystowskiej filozofii i w ostatniej chwili wprowadził do komiksu kadr, w którym jego bohater zdecydowanie odcina się od Breivika.

Jednak „Ciemności Smalandii” to nie tylko rozprawa o faszyzmie. To przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu. Dorastaniu do rozumienia pewnych spraw. Samodzielności. Akceptacji odmienności. Szukaniu swojego miejsca na ziemi.

Henrik Bromander nie bierze jeńców. Już na drugiej stronie komiksu przedstawia rodzinę Eryka w sytuacji kiedy jego ojciec tak się upił, że zrobił kupę w majtki, co nieudolnie próbował ukryć przed żoną. Kilkanaście stron dalej widzimy jak Eryk z kolegami dręczą kolegę z powodu jego otyłości, a krótko po tym jesteśmy świadkami jego pierwszego homoseksualnego doświadczenia z klasowym przyjacielem. A to dopiero początek.

W fabułę albumu umiejętnie wpleciono także komiksy, a dokładnie ziny tworzone i wydawane przez Eryka, w których opowiada o ważnych wydarzeniach ze swojego życie, ale również przybliża czytelnikom sylwetki twórców, których uważa za ważnych. W rezultacie „Ciemności Smalandii” nieustannie zaskakują odbiorców, a mimo poważnych tematów, czytają się znakomicie. Są w tym komiksie fantastyczna energia, brutalna szczerość, ale też sporo ekshibicjonizmu. Od czasu do czasu narracja traci swój rytm, a tempo akcji spada, ale nigdy na tyle, żeby chcieć przerwać lekturę.

Ja przeczytałem „Ciemności Smalandii” w ciągu jednego dnia i jedyna rzecz, która mnie w tym albumie rozczarowała, to finał. Jest logiczny, to prawda, ale jest też boleśnie oczywisty. Po emocjonalnym rollercoasterze, którego byłem świadkiem na wcześniejszych planszach, spodziewałem się więcej.

W Szwecji premiera „Ciemności Smalandii” była wydarzeniem, a sam komiks doczekał się adaptacji w formie sztuki teatralnej. Wierzę, że docenią go również polscy czytelnicy, bo to tytuł, który nikogo nie pozostawi obojętnym.

Zostaw odpowiedź