Browse By

„Bractwo magów” Millar i Coipel [RECENZJA]

„Bractwo magów” to kolejna miniseria Marka Millara, którą szkocki autor udowadnia, że przy wymyślaniu swoich scenariusza logika i konsekwencja nie są dla niego najważniejsze, bo przecież „komiksowy lud i tak kupi”.

Bohaterami komiksu są czarodzieje i czarodziejki, członkowie tytułowego Bractwa Magów, które od tysięcy lat broni ludzkości przed niebezpieczeństwami. Pewnego dnia oni sami stają celem ataków ze strony tajemniczego przeciwnika. Zamaskowany Wenecjanin w makabryczny sposób zabija kolejno potężnych magów. Morderca wydaje się niepokonany, a jeśli nikt go nie powstrzyma, w ręce niewłaściwych osób wpadnie księga, której tajemnice mogą zniszczyć świat.

Przyznaję Markowi Millarowi, że jest sprawnym narratorem. „Bractwo magów” ma dynamiczną akcję, sporo fabularnych niespodzianek i, niestety, za grosz sensu. To kolejny po „Empress. Cesarzowej”, „Nemezis” czy „Reborn. Odrodzonej” komiks autora „Wojny domowej” sprawiający wrażenie, że jego autor zwyczajnie nie szanuje czytelników wciskając im intrygę pozbawioną logiki oraz związków przyczynowo skutkowych.

„Bractwo magów” to, najkrócej mówiąc, seria efektownych pojedynków pomiędzy magami okraszona jeszcze bardziej efektownymi zgonami. Myślę, że akurat tym elementom fabuły Millar poświęcił najwięcej czasu, bo cała reszta jest bez ładu i składu. Bohaterowie biegają w te i z powrotem, walczą na zaklęcia, by w finale, jak to Millar ma zwyczaju, powiedzieć głośne „a kuku!” i zakończyć miniserię efektowną fabularną przewrotką. I akurat z tym ostatnim mam największy problem.

W jednym z odcinków „Teorii wielkiego podrywu” Amy zaskakuje Coopera stwierdzeniem, że w „Poszukiwaczach zaginionej arki” (jego ulubionym filmie) Indiana Jones jest zwyczajnie niepotrzebny, bo, gdyby naziści weszli w posiadanie arki bez jego udziału, też skończyliby marnie próbując ją otworzyć. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w „Bractwie magów”. Jak już dojedziecie do końca odkryjecie, że ta cała rzeź była w sumie niepotrzebna i można było do analogicznego finału dojść „każąc” porozmawiać ze sobą dwójce bohaterów. Ba, zastanawiające jest czemu jedna z tych postaci sama takiej rozmowy nie zainicjowała kilka lat wcześniej? No, ale skoro Mark Millar tak napisał, to tak musi być. Dodatkowo, pod sam koniec odkrywamy, że magowie dysponują jeszcze jedną potężną bronią, której w sumie też można było użyć wcześniej (dość szybko się dowiadujemy kto i o co walczy, choć motywy czarnego charakteru zabijającego ludzi tylko po to, żeby „coś udowodnić” są, delikatnie mówiąc, naiwne), ale jej nie użyto, bo wtedy komiks musiałby się bardzo szybko zakończyć.

« 1 z 2 »

Niestety, „Bractwo magów” to dziełko scenariuszowo niechlujne, w którym szybka i wypakowana zwrotami fabularnymi akcja, przykrywa ziejące w nim logiczne dziury i niedoróbki. Dodatkowo, bohaterowie są schematyczni, dialogi bez ikry i tylko pomysły na zgony oraz efektowne czarodziejskie pułapki budzą jakieś emocje.

„Bractwo magów” ma jeden atut, a są nim rysunki Oliviera Coipela. Ten francuski grafik, którego umiejętności mogliśmy już podziwiać w marvelowskich „Rodzie M” czy „Oblężeniu”, po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najlepszych współczesnych artystów komiksowych. Jego realistyczna kreska w połączeniu z efektownym, filmowym kadrowaniem to prawdziwa przyjemność dla oka. I najważniejszy powód, dla którego „Bractwo magów”, mimo scenariuszowej bylejakości, konsumuje się w miarę bezboleśnie.

Najnowsze (w Polsce) dziełko Marka Millara przejdzie do historii tylko z jednego powodu. To pierwszy komiks szkockiego autora wydany przez Netflix, który latem 2017 roku przejął Millarworld – firmę Marka Millara oraz należące do niej serie komiksowe. „Bractwo magów” zostanie, oczywiście, zekranizowane, a projekt na podstawie komiksu wyprodukować ma James Wan, twórca „Piły” oraz przebojowego „Aquamana”. Niespecjalnie na ten serial czekam. Boję się tylko, że czeka nas kolejny sezon komiksowego „Bractwa magów”, a to tytuł, który zdecydowanie nie zasługuje na kontynuację.