Bloodshot, X-O Manowar i inni, czyli Valiant Comics po polsku [RECENZJA]

Wydawnictwo Valiant jakiś czas temu przemknęło przez polski rynek albumem „Quantum i Woody” opublikowanym przez niesławną oficynę, której nazwy się nie wymawia. Teraz powraca dzięki wydawnictwu KBOOM, które zostało jego oficjalnym partnerem w Polsce. I już opublikowało trzy komiksy pozwalające na zapoznanie się z trzecim co do wielkości superbohaterskim uniwersum na świecie.

.

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

Wydawnictwo Valiant Comics było w latach 90. jednym z najważniejszych graczy na amerykańskim rynku komiksowym. Powołane do życia przez Jima Shootera, byłego redaktora naczelnego Marvela dało światu takich bohaterów jak drużyna Harbinger, Bloodshot, X-O Manowar czy Shadowman. W 1992 roku do Valiant Comics należało 5% amerykańskiego rynku komiksowego, a zeszyty sygnowane logiem wydawnictwa sprzedawały się w milionach egzemplarzy.

Dwa lata później wydawnictwo zostało kupione przez działającą w branży gier wideo firmę Acclaim, która wykorzystała postaci z uniwersum Valiant Comics w niektórych ze swoich produkcji. W 2004 roku Acclaim zbankrutowało. Rok później wydawnictwo Valiant Comics zostało reaktywowane przez grupę inwestorów pod wodzą Dinesha Shadasaniego i Jasona Kathariego. Od kilku lat ponownie święci sukcesy czego dowodem jest fakt, że w latach 2015 i 2016 ich komiksy zdobyły najwięcej nominacji do nagród Harveya.

Dziś oficyna dysponuje prawami do ponad 2000 postaci komiksowych, z których częścią zainteresowali się już filmowcy. Studio Sony Pictures realizuje już „Bloodshota” z Vinem Dieselem w roli tytułowej, a w planach ma jeszcze produkcję na podstawie serii „Harbinger”. Bracia Russo, twórcy superprodukcji „Avengers: Wojna bez granic” przygotowują serial na podstawie cyklu „Quantum and Woody” a CBS Studio we współpracy z telewizją CW Network przemierza się do przeniesienia na mały ekran serii „Dr. Mirage”.

« 2 z 3 »

A to na pewno nie koniec. Wydawnictwo zostało na początku tego roku kupione przez studio filmowe DMG Entertainment, odpowiedzialne za realizację takich produkcji jak „Looper: Pętla czasu” oraz „Point Break. Na fali”. Właściciel studia Dan Mintz był już posiadaczem 57% udziałów w wydawnictwie, ale zdecydował się na jego całkowite przejęcie po to, by wykorzystać bohaterów oraz uniwersum Valiant Comics przy realizacji filmów, seriali oraz innych projektów medialnych. Studio DMG Entertainment jest mocno obecne na rynku chińskim i przy okazji transakcji nieoficjalnie mówiło się, że pieniędzy potrzebnych na kupno oficyny dostarczyli właśnie chińscy inwestorzy.

O superbohaterach z uniwersum Valiant Comics będzie zatem w najbliższych latach głośno. Najwyższy czas ich poznać.

 

VALIANT PO POLSKU

Jako pierwszy ukazał się album „Waleczni” napisany przez Jeffa Lemire’a i Matta Kindta oraz zilustrowany przez Paolo i Joego Riverów. To czteroodcinkowa seria opowiadająca o starciu valiantowskich superbohaterów ze starożytnym złem będąca wprowadzeniem do uniwersum.

Zapoczątkowaną w niej historię kontynuuje „Bloodshot: Odrodzenie”, miniseria, której główną postacią jest Bloodshot – jeden z najbardziej rozpoznawalnych mieszkańców uniwersum Valiant. Bloodshot, powołany do życia w 1992 roku przez Kevina VanHooka i Yvel Guichet, dzięki umieszczonym w krwiobiegu mikroskopijnym maszynom obdarzony jest zdolnościami szybkiego leczenia, zmiennokształtności oraz błyskawicznego pokonywania nawet najbardziej wyrafinowanych zabezpieczeń komputerowych. Jest więc idealną maszyną do zabijania. Jednak takie życie ma swoją cenę. Pozbawiony swoich mocy Bloodshot udaje się na dobrowolne wygnanie, by spróbować pogodzić się ze swoją trudną przeszłością. Kiedy jednak w kraju dochodzi do serii brutalnych zabójstw, których sprawcy wyglądają jak… Bloodshot, były superbohater musi wrócić do akcji.

Jako ostatni do sprzedaży trafił „X-Manowar: Żołnierz”, pierwszy tom serii traktującej o Aricu z Dacji, wojowniku urodzonym jeszcze w czasach Imperium Rzymskiego i właścicielu wyjątkowej zbroi obdarzającej swojego posiadacza ogromną mocą. Aric, podobnie jak Bloodshot, postanowił zerwać ze swoją wojowniczą przeszłością i na dalekiej planecie wiedzie spokojne życie farmera. Ta sielanka nie trwa jednak długo. Siłą wcielony do armii musi ponownie stanąć do walki.

Na początek zaznaczę, że wszystkie trzy tytuły zasługują na uwagę. Oczywiście, każdy z tych komiksów to tzw. „superbohaterowszczyzna”, ale odmienna od tego, do czego przyzwyczaili nas Marvel i DC Comics.

 

KUPIĆ CZY NIE KUPIĆ?

Przede wszystkim, Valiant nie wydaje tak dużo serii jak DC Comics i Marvel. Po drugie, unika tasiemcowych seriali skupiając się na kilku bądź kilkunastoodcinkowych historiach – zwartych fabularnie, dynamicznych i z reguły opatrzonych przemyślanym finałem. W efekcie, tomy sygnowane logiem Valiant Comics przede wszystkim znakomicie się czyta. I chce się do nich wracać.

Najsłabszym z wymienionych tomów są „Waleczni”. Aczkolwiek w przypadku tego tomu problemem jest fakt, że pojawia się w nim wielu bohaterów uniwersum, którego jeszcze nie znamy, a większość z nich odgrywa w scenariuszu role epizodyczne. Osoby znające świat Valianta na pewno odbiorą go inaczej, dla mnie jednak spotkanie z „Walecznymi” nie było wyjątkowym przeżyciem. Ot kolejna, choć sprawnie napisana i narysowana opowieść o superbohaterach.

Znacznie lepiej prezentuje się „Bloodshot: Odrodzenie”. Fabularnie seria kontynuuje wydarzenia przedstawione w „Walecznych”, ale koncentruje się na postaci Bloodshota. Choć główną postacią jest superbohater, niewiele jest w tym komiksie tzw. „nawalanki”. To mroczna, dojrzała opowieść o poczuciu winy i odpowiedzialności. Przedstawiona w rozrywkowej formie, ale pozostająca w czytelniku na dłużej.

« 1 z 2 »

Najprzyjemniej czytało mi się „X-O Manowar: Żołnierza”. Komiks napisany przez Matta Kindta i narysowany przez Tomasa Giorello absolutnie niczym Was nie zaskoczy. Ba, historia w nim opowiedziana podobna jest do wielu wcześniejszych przypominając dokonania spod znaku „kosmicznego Marvela”. Ale w przeciwieństwie do zeszytów sygnowanych logiem Domu Pomysłów, seria Valianta nie jest rozwleczona do opasłej sagi pokroju „Anihilacji”. W trzech zeszytach „X-O Manowar” (a tyle zawiera pierwszy tom wydania zbiorczego) dzieje więcej niż w większości podobnych produkcji. „Żołnierz” stoi akcją, akcją i jeszcze raz akcją. Dodam, że obłędnie narysowaną i wspaniale pokolorowaną. Być może „X-O Manowar” nie wszystkich ujmie swoim nieskomplikowanym scenariuszem, ale stroną graficzną powinien wzbudzić entuzjazm każdego.

Jak wiecie, nie poświęcam już superbohaterom tak wiele uwagi jak kiedyś, bo jestem nimi już zwyczajnie zmęczony. Jednak valiantowe tomy przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Są sprawnie napisane, dobrze zilustrowane, a przy tym fabularnie skondensowane, dzięki czemu czyta się je szybko i zaangażowaniem. Zdecydowanie polecam. I czekam na kolejne.