„Bloodshot: Odrodzenie”, tom 2 [RECENZJA]

Jeśli szukacie komisu superbohaterskiego, który nie tylko dostarczy Wam rozrywki, ale jeszcze nie urazi Waszej inteligencji, sięgnijcie po „Bloodshot: Odrodzenie”. Drugi tom jednego ze sztandarowych tytułów z katalogu Valiant Comics właśnie się ukazał nakładem wydawnictwa KBOOM.

Bloodshot, powołany do życia w 1992 roku przez Kevina VanHooka i Yvela Guicheta, to najpopularniejszy z ponad 2000 mieszkańców uniwersum Valiant Comics. Dzięki umieszczonym w krwiobiegu mikroskopijnym maszynom (nanitom) obdarzony jest zdolnościami szybkiego leczenia, zmiennokształtności oraz błyskawicznego pokonywania nawet najbardziej wyrafinowanych zabezpieczeń komputerowych. Jest więc idealną maszyną do zabijania i taką też rolę pełni, czy tego chce czy nie.

W finale „Walecznych”, pierwszego komiksu opublikowanego przez KBOOM, Bloodshot został pozbawiony swoich supermocy. Po raz pierwszy od lat mógł zacząć normalne, spokojne życie. Tak się jednak nie stało. Dręczące go wyrzuty sumienia i wspomnienia zbrodni jaki się dopuścił, sprawiły, że zapomnienia szukał w coraz większych ilościach alkoholu. I być może skończyłyby jako pijak na prowincji, gdyby nie niespodziewana tragedia.

Wypędzone z organizmu Bloodshota nanity znalazły nowych nosicieli. Ci jednak nie są w stanie ich kontrolować. Pozostający pod wpływem mikroskopijnych maszyn ludzie zaczynają dopuszczać się bestialskich morderstw. Powstrzymać ich jest w stanie tylko Bloodshot, ale ceną za to może być utrata odzyskanego niedawno człowieczeństwa.

Drugi tom kontynuuje tę opowieść. I choć komiks oferuje czytelnikom znacznie więcej scen akcji niż część pierwsza, to „Bloodshot: Odrodzenie” wciąż pozostaje historią skupioną przede wszystkim na bohaterach. Trudno, żeby było inaczej, kiedy za scenariusz odpowiedzialny jest Jeff Lemire. Ten kanadyjski rysownik i scenarzysta znakomicie odnalazł się na amerykańskim rynku udowadniając z powodzeniem, że o superbohaterach można tworzyć komiksy rozrywkowe, ale i inteligentne.

Lemire zręcznie łączy oryginalne pomysły z typowymi dla gatunku schematami. W jego scenariuszu znajdziecie wszystko to, czego oczekujecie po komiksie superbohaterskim, ale opowiedziane w znacznie lepszy sposób niż w większości konkurencyjnych tasiemców. Przyznam, że drugi tom „Bloodshot: Odrodzenia” czytało mi się tak dobrze, że z niecierpliwością czekam na kolejny.

Na stanowisku rysownika serii Mico Suayana i Raula Allena, autorów oprawy graficznej tomu pierwszego, zastąpił w nowym albumie Butch Guice, polskim czytelnikom znany już z „Ery Ultrona” czy „Thora Gromowładnego”. Jego kreska jest nieco bardziej surowa niż poprzedników, ale wciąż znakomicie pasująca do mrocznego klimatu historii.

Komiksy superbohaterskie dziś już bardzo rzadko mnie „ruszają”. „Bloodshot: Odrodzenie” jest jednym z nielicznych, któremu udało się to osiągnąć. Solidny scenariusz, niezła kreska i kilka fabularnych niespodzianek w scenariuszu skutecznie przykuły moją uwagę i podbiły serce. Czekam na więcej.