Horror, jako gatunek, nigdy nie był przez polskich twórców przesadnie celebrowany. Rodzimych, dobrych produkcji spod znaku kina grozy jest jak na lekarstwo. Z powieściami podobnie. Na szczęście z opowiadaniami jest lepiej, co zawdzięczamy przede wszystkim Stefanowi Grabińskiemu. Dziś ten zapomniany pisarz, przez niektórych nazywany polskim Edgarem Allanem Poe albo polskim Lovecraftem, czytany jest przede wszystkim przez studentów polonistyki, ale, kto wie, może wydana właśnie antologia „Błonia tajemnicy”, z komiksowymi adaptacjami jego utworów, przywróci autorowi dawną popularność?
Żyjący w latach 1887-1936 Stefan Grabiński nigdy nie był literacką gwiazdą, ale, przede wszystkim dzięki sukcesowi zbioru opowiadań zatytułowanego „Demon ruchu”, był w czasach 20-lecia międzywojennego pisarzem popularnym. Ta rozpoznawalność okazała się krótkotrwała i nie uchroniła autora przed śmiercią w nędzy, ale, co ważne w tej historii, twórczość Grabińskiego, przynajmniej w części, oparła się próbie czasu. O ile jego powieści czy sztuki teatralne dziś są już raczej niestrawne (a i za życia autora nie odniosły sukcesów), to opowiadania wciąż dają radę.
Twórczością Grabińskiego szybko zainteresowali się filmowcy. Jeszcze za życia autora, w 1927 roku powstała ekranizacja jego opowiadania „Kochanka Szamoty” w reżyserii Leona Trystana z Igo Symem w roli głównej. Ta nowela była filmowana później jeszcze trzykrotnie, min. w Niemczech i USA, a ostatniej adaptacji dokonał Adam Uryniak w roku 2017. Poza tym, już po II Wojnie Światowej, Ryszard Ber na podstawie prozy Grabińskiego zrealizował „Ślepy tor’ (1967) i „Pożarowisko” (1969), a Zygmunt Lech nakręcił „Dom Sary” (1985) i „Problemat profesora Czelawy” (1985).
Miłośnikiem twórczości „polskiego Poego” był Stanisław Lem, który napisał posłowie do edycji opowiadań pisarza opublikowanych w 1975 roku w serii „Stanisław Lem Poleca” Wydawnictwa Literackiego. Fanem Grabińskiego jest również Paweł Dunin-Wąsowicz, krytyk i wydawca, „odkrywca” Doroty Masłowskiej, który opublikował pierwsze powojenne, kompletne wydanie zbioru „Demon ruchu”. Wreszcie, do inspiracji twórczością polskiego pisarza przyznaje się Thomas Ligotti, amerykański pisarz i jeden z najciekawszych obecnie przedstawicieli nurtu literatury niesamowitej czy też „weird fiction”.
Także, choć pamięć o Grabińskim nieuchronnie się zaciera, to jego twórczość cały czas żyje, o czym świadczą powstające cały czas kolejne tłumaczenia jego prac czy komiksowa antologia „Błonia tajemnicy”, której ten tekst jest poświęcony.
W albumie znalazło się pięć opowiadań zilustrowanych przez Michała Araszewicza („Szalona zagroda”), Piotra Marca („Czad”), Antoniego Serkowskiego („Smoluch”), Judytę Sosnę („Dziedzina”) oraz Magdę Zwierzchowską (Spojrzenie”). Wszystkie powstały na podstawie historii opublikowanych pierwotnie w latach 1908-1922 i, co najważniejsze, są reprezentatywne dla tematyki, jaką interesował się i w swoich utworach poruszał Grabiński. Są tu więc tajemnicze przestrzenie popychające ludzi do strasznych czynów, przerażająca rzeczywistość ukryta przed naszymi oczami, uwodzące nieświadomych gości sukuby czy kolejowe demony.
Stefan Grabiński był mistrzem niedopowiedzeń. Jego opowiadania to nie banalne horrory, w których przerażające bestie albo uzbrojeni w siekierę szaleńcy ganiają w amoku za nastolatkami. Grabiński konstruuje swoje historie wokół tajemnic i wieloznaczności pozostawiając sporo miejsca wyobraźni czytelnika. Fascynuje go paranormalność i przeraża seksualność. Potrafi stworzyć sceny rodem z najlepszych ekspresjonistycznych filmów Friedricha Murnaua czy Roberta Wiene’a, a jednocześnie nie unika pomysłów rodem z romantycznej literatury, w której „czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”.
Zaproszeni do współpracy przy komiksowej antologii rysownicy w swoich kadrach doskonale oddali atuty prozy Grabińskiego. Każde opowiadanie graficznie prezentuje się inaczej, ale w każdym przypadku kreska znakomicie uzupełnia fabułę. W każdym też jest niezwykle ekspresyjna.
Siłą twórczości Grabińskiego są emocje. I tych w planszach „Błoni tajemnic” nie brakuje. Podobnie jak autor opowiadań, rysownicy stawiają na klimat i niedopowiedzenia. Atmosfera w kadrach jest gęsta, a wiele pytań pozostaje bez oczywistych odpowiedzi pozwalając działać wyobraźni odbiorcy. Od strony wizualnej najbardziej do gustu przypadło mi zamykające tom opowiadanie „Spojrzenie” z rysunkami Magdy Zwierzchowskiej, w których efektowna kreska łączy się filmowym kadrowaniem. Świetnie prezentują się również „Smoluch” narysowany przez Antoniego Serkowskiego oraz „Szalona zagroda” z kadrami Michała Araszewicza. Delikatny problem mam z „Czadem”, gdzie rysunki Piotra Marca są tak wyraziste i ekspresyjne, że aż utrudniają zrozumienie nieoczywistej fabuły opowiadania.
Zastanawiam się też czy nie należało języka, jakim posługiwał się Grabiński, nieco uwspółcześnić. Jego frazy, choć klimatyczne, brzmią dziś archaicznie tworząc niepotrzebną barierę. Jeśli ambicją twórców antologii było zainteresowanie opowiadaniami autora nowych pokoleń czytelników, to może warto byłoby je od strony językowej uwspółcześnić. Od strony konstrukcji i pomysłów historie Grabińskiego wciąż się bronią, a pozbycie się archaizmów uczyniłoby je przystępniejszymi dla czytelników.
„Błonia tajemnic” to tytuł, na który warto zwrócić uwagę. Raz, że poświęcony jest twórczości polskiego mistrza literatury niesamowitej, dwa, że zawarte w zbiorze komiksowe adaptacje są naprawdę udane. Antologię uzupełniono o szereg materiałów dodatkowych pozwalających lepiej poznać biografię i twórczość Grabińskiego, a także jej konteksty. Nie wiem, czy „Błonia tajemnicy” osiągną status bestsellera, ale trzymam kciuki, żeby tak się stało. Ewentualny sukces sprawiłby, że antologia mogłaby być kontynuowana, a „Kochanka Szamoty” w formie komiksu mogłaby prezentować się obłędnie.