„Błędne koło” Mattsona Tomlina i Lee Bermejo czytałem w oryginale w miarę jak ukazywały się kolejne zeszyty tej miniserii. Z racji długich przerw pomiędzy premierami kolejnych części nie było to satysfakcjonujące doświadczenie, dlatego też z ciekawością pochyliłem się nad zbiorczą, polską edycją komiksu od Nagle Comics! Przeczytane za jednym podejściem „Błędne koło” robi zdecydowanie lepsze wrażenie, choć do arcydzieła mu daleko.
Shawn Thacker pochodzi z przyszłości i jest wyszkolonym zabójcą. Wiele lat temu jedna z jego misji skończyła się bardzo źle. On sam i jego przeciwnik Ferris znaleźli się poza czasem. Ale ich konflikt trwa, a każde odebrane życie przenosi ich w czasie, od dinozaurów po odległą przyszłość. Stawką w niekończącej się walce pomiędzy Shawnem i Ferrisem są losy świata, ale także przyszłość ich najbliższych. Czy przeciwnikom uda się wyrwać z tego błędnego koła?
Pomysł, na którym opiera się fabuła komiksu nie jest zły. Może nie jest przesadnie oryginalny, ale ma potencjał. Problem w tym, że scenarzysta Mattson Tomlin nie wiedział jak go wykorzystać. Obiecująca z początku opowieść szybko zmienia się z komiksowe łubudubu. Efektowne, nie powiem, ale w sumie płytkie. Bo choć stawka o jaką toczy się walka pomiędzy przeciwnikami jest wysoka, to tak naprawdę nigdy tej wagi nie czujemy.
„Błędne koło” to komiks akcji. Scenarzysta umieścił w nim co prawda wątki obyczajowe, dodał też motyw zemsty, ale jednocześnie nie rozwinął ich na tyle mocno, by miały jakieś większe znaczenie. Podobnie potraktował konsekwencje podróży w czasie, w których Shawn i Ferris miedzy innymi zabijają Hitlera. Potencjalnie przełomowe w dziejach świata wydarzenie zostaje podsumowanie dwoma zdaniami w jednym dymku i tyle. Najważniejsze w tym komiksie są walka, pościgi i rysunki.
Bo choć scenariuszowo „Błędne koło” nie dowozi, to wizualnie zrywa czapki z głów. To, że Lee Bermejo „umie w komiksy” wiadomo od dawna, ale to, co wyczynia na planszach „Błędnego koła” przechodzi ludzkie pojęcie. Wraz z podróżami w czasie zmienia się kreska. Każdy taki epizod, nawet jeśli zajmuje tylko jeden kadr, narysowany jest inaczej. Bermejo pokazuje, że jego możliwości jako rysownika są praktycznie nieograniczone. Amerykański artysta równie swobodnie jak zmienia sposób rysowania bawi się kolorystyką i kadrowaniem. Już dawno nie miałem w rękach tak różnorodnego wizualnie albumu jak ten. I już z tego powodu warto poświęcić mu uwagę.
„Błędne koło” to komiksowy odpowiednik letniego filmowego blockbustera. Historia wychodząca od obiecującego pomysłu, który bardzo szybko zmienia się w pretekst do pokazania serii fantastycznych wizualnie scen akcji. Jeśli macie ochotę na taką nieskomplikowaną rozrywkę, nie będziecie tym tytułem rozczarowani. Jeśli jednak liczycie na coś więcej poza komiksowym łubudubu (cholernie efektownym, ale jednak tylko łubudubu), możecie sobie odpuścić.
Na koniec warto wspomnieć, że na podstawie komiksu powstanie film. Prawa do „Błędnego koła” kupiła wytwórnia Universal, a produkcji adaptacji podejmie się Ryan Coogler, reżyser obu części „Czarnej Pantery”. Data premiery nie jest jeszcze znana.