„Black Kiss 2” Chaykin [RECENZJA]

W 1988 roku „Black Kiss” było jedną z najostrzejszych, najmocniej krytykowanych, ale i najlepiej sprzedających się serii komiksowych za oceanem. 25 lat po jej premierze scenarzysta i rysownik Howard Chaykin powrócił do swojego skandalicznego dzieła, by opowiedzieć o wcześniejszych i dalszych losach stworzonych przez siebie bohaterów.

12-zeszytowe „Black Kiss” jest rozgrywającym się w Los Angeles lat 80. kryminałem ociekającym przemocą, pornografią i czarnym humorem. Seria, pierwotnie sprzedawana w zamkniętych foliowych torebkach, żeby uniemożliwić nieletnim jego przeglądanie, powstał w odpowiedzi na propozycję wydawnictwa DC Comics stworzenia stworzenia systemu kategoryzowania komiksów oraz ostrzegania czytelników przed zawartymi w nich kontrowersyjnymi treściami. Niektórzy z ówczesnych twórców, wśród nich właśnie Howard Chaykin, ale i Frank Miller czy Alan Moore, głośno przeciwko tej idei protestowali, a nawet zdecydowali się bojkot wydawnictwa. Chaykin, poszedł o krok dalej, tworząc – jak sam wspominał – „komiks przerażając i szokujący, ale i dowcipny”, którego premiera miała być jednym z głosów w dyskusji, jaka wtedy toczyła się w środowisku.

Dziś „Black Kiss” jest przede wszystkim świadectwem pewnych czasów, ale też i solidną komiksową opowieścią, która chaotyczny i miejscami mętny scenariusz wynagradza czytelnikom pomysłowym finałem i perwersyjnym humorem, którym wypełnione są komiksowe plansze.

„Black Kiss 2” nie jest już taki dobry. Miejscami sprawia wręcz wrażenie zwykłego „skoku na kasę” i próbę odcinania kuponów od popularności serii sprzed 30 lat. Druga część „czarnego pocałunku” to połączenie prequela i sequela, którego akcja rozpoczyna się na początku ubiegłego wieku i obejmuje ponad 100 lat. Z komiksu poznamy mroczną przeszłość głównej bohaterki serii, ale też dowiemy się jak potoczyło się życie Cassa Pollacka, jazzowego muzyka, wokół którego perypetii osnuta była intryga pierwszej części.

Sam pomysł na fabułę nie jest zły. Gorzej z jego wykonaniem. Czytając „Black Kiss 2” ma się wrażenie, że kolejne, coraz bardziej odjechane sceny seksu są dla Chaykina ważniejsze niż bohaterowie komiksu oraz ich perypetie. Wątły scenariusz nie trzyma w napięciu, a wydarzenia następują po sobie w ekspresowym tempie i często bez logicznej konsekwencji. „Black Kiss 2” w kupie trzyma pornografia, a nie intryga. Gdyby komiks pozbawić wszystkich pornograficznych plansz, to okazałoby się, że w sumie niewiele z niego pozostało. Niestety, wbrew temu co Howard Chaykin mówi o swoim dziele w wywiadach, „Black Kiss 2” nie jest niczym więcej niż „pornolem z fabułą” (czym oryginalny „Black Kiss” zdecydowanie nie był).

Na plus należy komiksowi zaliczyć wykonanie. Co prawda zdarza się Chaykinowi delikatnie oszukiwać i na przykład wykorzystywać w kilku miejscach te same albo bardzo podobne rysunki, ale ogólnie od strony wizualnej „Black Kiss 2” prezentuje się nieźle. Na pochwałę zasługuje dbałość z jaką rysownik oddał w swoich planszach realia różnych dekad, w których dzieje się akcja komiksu. Kreska Chaykina niekoniecznie musi się wszystkim spodobać, ale fani jego charakterystycznego stylu nie będą rozczarowani.

W albumie znajdziemy także jednozeszytową historię „Black Kiss: Christmas Special” z 2014 roku, która fabularnie jest, moim zdaniem, znacznie lepsza od „Black Kiss 2”. Chaykin ponownie wraca w niej do przeszłości tym razem skupiające się na traumatycznym wydarzeniu z młodości głównej bohaterki, ale łączy to z trzymającą w napięciu, a przede wszystkim niezwykle dowcipną opowieścią o krwawej zemście. Oczywiście, seksu również nie brakuje.

Od strony edytorskiej nie ma się do czego przyczepić. Na brawa zasługuje przede wszystkim Maria Lengren, która brawurowo przetłumaczyła komiks. Przyznam, że w polskiej wersji językowej mętny scenariusz Chaykina wydał mi się lepszy niż zapamiętałem go z oryginalnej edycji. „Black Kiss 2”, podobnie jak część pierwsza, wydany został w twardej oprawie i na grubym, matowym papierze, na którym czarno-białe plansze amerykańskiego rysownika prezentują się najlepiej.

W przeciwieństwie do części pierwszej, „Black Kiss 2” nie przejdzie do historii komiksu. Kontynuacji brakuje oryginalności i pomysłowości oryginału za to w nadmiarze dostarcza czytelnikom ekstremalnych wrażeń spod znaku XXX. Fani części pierwszej nie powinni mieć z tym problemu. Debiutantom polecam w pierwszej kolejności sięgnąć po część pierwszą.

„Black Kiss 2” ukazał się nakładem wydawnictwa Planeta Komiksów.