Naziści, zamaskowani mściciele, kobiety fatalne, zbrodnie sprzed lat i mroczne uliczki, w których wydarzyć się może wszystko. Jeśli uwielbiacie takie klimaty i tęsknicie za dobrą, staroszkolną komiksową pulpą, „Black Beetle” jest albumem, nad którym zdecydowanie powinniście się pochylić.

Rok 1941. W Europie szaleje wojna i wszystko wskazuje na to, że niebawem dołączy do niej Ameryka. Nie przeszkadza to jednak miejscowym gangsterom, dla których ten gorący czas, to wyjątkowa okazja do zarobienia dodatkowych dolarów. Kiedy szefowie dwóch największych mafijnych rodzin postanawiają zawrzeć rozejm, dochodzi do tragedii. Wybuch podłożonej na miejscu spotkania bomby zabija większość gangsterów Colt City. Zagadkę tej zbrodni próbuje wyjaśnić Black Beetle – tajemniczy obrońca sprawiedliwości skrywający twarz za charakterystyczną maską. Tymczasem na ulicach miasta pojawiają się hitlerowscy szpiedzy, poszukujący w Colt City tajemniczego artefaktu mogącego zapewnić im zwycięstwo w trwającej wojnie.

„Black Beetle” to autorskie dzieło Francesco Francavilli. Włoskiego rysownika i sporadycznie scenarzysty, mistrza okładek oraz zdobywcy Nagrody Eisnera. Miniseria jest wyrazem miłości autora do szeroko pojętej retro-pulpy, której jest miłośnikiem i której inspiracje od zawsze widać w jego pracach.

„Black Beetle” narodził się na blogu Francavilli w 2006 w formie niezobowiązujących szkiców. Trzy lata później autor rozpoczął tworzenie komiksowych przygód Czarnego Żuka w formie webkomiksu, który spotkał się z tak dużym zainteresowaniem czytelników, że w 2013 roku trafił pod skrzydła wydawnictwa Dark Horse Comics.

Autorski komiks Francesco Francavilli to hołd złożony opowieściom, których bohaterami byli i są Green Hornet czy Spirit. To podróż do retro świata eleganckich garniturów, kapeluszy fedora, nazistowskich agentów i potężnych artefaktów, które wzbudziłyby zainteresowanie samego Indiany Jonesa. W tę intrygującą i otwarcie grającą na sentymentach scenografię, Francavilla wplótł solidną, choć niespecjalnie oryginalną intrygę, która skutecznie przykuwa uwagę czytelników.

Przyznam, że po przeczytaniu „Black Beetle” mam ochotę na więcej. Bardzo brakuje mi takich komiksów na naszym rynku, a dzieło Francavilli idealnie wpasowuje się w lukę powstało po tym jak Egmont zakończył publikację „Sin City” a Planeta Komiksów niedocenionego, niestety, przez polskich czytelników „Zielonego Szerszenia”. Bardzo wierzę, że „Black Beetle” nie podzieli losu ostatniego z wymienionych tytułów. Również dlatego, że jest od niego lepszy. To tytuł, do którego będę powracał. I Wam również go polecam.

Zostaw odpowiedź