Dobry pomysł to podstawa. Niestety, sama idea nie gwarantuje tego, że jej realizacja musi zakończyć się spektakularnym sukcesem. Dobrym tego dowodem jest antologia „Batman. Świat”, która miała potencjał na komiks wyjątkowy, a stała się „jedynie” solidną produkcją.
„Batman. Świat” to zbiór czternastu krótkich historii stworzonych przez twórców z czternastu różnych krajów. Tylko jedna rozgrywa się w Gotham. Pozostałe opowiadają o przygodach Mrocznego Rycerza w innych krajach: Francji, Hiszpanii, Włoszech, Niemczech, Czechach, Rosji, Turcji, Meksyku, Brazylii, Korei Południowej, Chinach, Japonii oraz, oczywiście, w Polsce.
Każda z historii została napisana i narysowana przez twórców pochodzących z wymienionych państw, a znalazły się wśród prawdziwe gwiazdy: Brian Azzarello, Lee Bermejo, Paco Roca (autor znakomitego „Domu”), Nicola Mari (współtwórca przygód Dylana Doga), Kirył Kutuzow i Natalia Zajdowa (para twórców zaangażowanych w tworzenie komiksów rozgrywających się w uniwersum rosyjskiego „Majora Groma”), Tomasz Kołodziejczak i Piotr Kowalski (żadnego nie trzeba przedstawiać) czy japońska autorka mang Okadaya Yuichi.
Efekt ich prac jest różny. Jak to w antologiach bywa, jedne historie są lepsze, inne gorsze. Wszystkie jednak trzymają poziom. Nie ma tu rzeczy złych. Jest jednak sporo takich, które zwyczajnie nie wykorzystują potencjały drzemiącego w pomyśle wyjściowym.
Najlepszą opowieścią jest rosyjski „Mój Bat-Man”, historia zza Żelaznej Kurtyny pokazująca jak Mrocznego Rycerza wyobrażali sobie ludzie, którzy na co dzień nie mogli kupić komiksów o jego przygodach. I jaką rolę w ich życiu odegrał superbohater. Nowelka napisana przez Kiryła Kutuzowa i zilustrowana przez Jegora Prutowa to nostalgiczna podróż w przeszłość. Chwytająca ze serce i z przesłaniem, z którego wynika, że niezależnie od miejsca i czasu superbohaterowie mają znaczenie.
Kutuzow i Prutow w oryginalny sposób podeszli do tematu. Nie stworzyli historii o kolejnym śledztwie Batmana, w którym Rosja jest jedynie scenografią. „Mój Bat-Man” to opowieść opowiedziana z rosyjską wrażliwością. Mocno osadzona w historycznym kontekście, ale jednocześnie uniwersalna i zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną.
Takich nowel jest w tej antologii jeszcze kilka, ale zdecydowana większość to po prostu przygody Batmana w innych krajach. Taką też historią jest „Obrońca miasta” Tomasza Kołodziejczaka i Piotra Kowalskiego. Oto Bruce Wayne przyjeżdża do Warszawy w interesach, a na miejscu – co za niespodzianka – zostaje zmuszony do przywdziania maski superbohatera. Polska jest w tym opowiadaniu jedynie tłem dla przygody, która mogłaby się rozgrać wszędzie. Owszem, Piotr Kowalski znakomicie oddał w swoich kadrach Warszawę, wkomponował Batmana w Most Poniatowskiego i Zamek Królewski, a głównej bohaterce kazał jeździć samochodem Syrena. Na polskich czytelnikach to na pewno zrobi wrażenie (tym bardziej, że to jedna z najlepiej narysowanych historii w albumie), ale fabularnie „Obrońca miasta” jest opowiadaniem co najwyżej dobrym. Poza rysunkami, w których polskie akcenty przejawiają się najbardziej, nie ma w nim nic unikalnego.
Trzeba dodać, że „Obrońca miasta” nie jest na tle innych historii z „Batmana. Świata” wyjątkiem. Większość z nich to mniej lub bardziej sensacyjne przygody, których siła w dużej mierze tkwi właśnie w scenografii. Takim opowiadaniem jest choćby „Przerwa wakacyjna” autorstwa Paco Roki. Autor „Domu” przedstawił Bruce’a Wayne’a na wakacjach w Hiszpanii, które kończą się dokładnie tak, jak spodziewamy się tego już od pierwszego kadru. I nie jest to zła nowelka czy źle narysowana. Jest po prostu oczywista, a co za tym idzie nie zostaje z nami na dłużej.
Osobną chwilę warto poświęcić „Globalnemu miastu” Briana Azzarello i Lee Bermejo, opowiadaiu otwierającemu antologię „Batman. Świat”. Scenariuszowo szału nie ma, ale to co na planszach wyprawia Bermejo zapiera dech w piersiach. Tak dobrze narysowanego komiksu o superbohaterze z Gotham dawno już nie oglądałem.
Zabierając się za „Batmana. Świat” liczyłem na więcej opowiadań w stylu „Mojego Bat-Mana”. Historii, które możliwość pokazania Mrocznego Rycerza poza Gotham wykorzystają w bardziej kreatywny sposób niż tylko ograniczając się do zmiany scenografii. Takie nowele w tym zbiorze są, ale da się je policzyć na palcach jednej ręki. Pozostałe to mniej lub bardziej udane sensacyjne historyjki jakich w biografii Mrocznego Rycerza są już tysiące. Niemniej zachęcam do sięgnięcia po „Batmana. Świat”. Choć album nie spełnił do końca moich oczekiwań, to czytając go bawiłem się nieźle. I na pewno do niego wrócę. A plansze Piotra Kowalskiego, mam nadzieję, pojawią się kiedyś w sprzedaży, bo chciałbym choć jedną z nich zobaczyć na swojej ścianie.