Już wkrótce premiera nowego „Batmana”, z którym fani Mrocznego Rycerza wiążą duże nadzieje. W oczekiwaniu na film mogą sięgnąć po komiks „Batman. Imposter”, do którego scenariusz napisał Mattson Tomlin, współautor fabuły obrazu Matta Reevesa.

Gotham. W mieście od trzech lat działa zamaskowany mściciel na własną rękę walczący z przestępczością. Jego kontrowersyjne metody przynoszą efekty, ale nie brakuje też ich przeciwników. Kiedy z policji odchodzi Jim Gordon, Batman traci najwierniejszego sojusznika. Kiedy więc Mroczny Rycerz zaczyna, niespodziewanie, z zimną krwią zabijać kryminalistów, policja postanawia zrobić wszystko, by postawić go przed obliczem sprawiedliwości. Ale czy mordercą na pewno jest Bruce Wayne?

„Batman. Imposter” to tytuł opublikowany w imprincie DC Black Label. Jest więc historią rozgrywającą się poza kanonem, z czego Mattson Tomlin skwapliwie korzysta. Jego opowieść, choć osadzona w pierwszych latach superbohaterskiej kariery Mrocznego Rycerza, nie jest kolejną wariacją na temat klasycznego „Roku pierwszego”. To historia oparta na emocjach i bliska rzeczywistości. Opowieść, w której Batman jest jeszcze niedoświadczony i popełnia błędy, a także ma swoje słabości, które jego wrogowie bez skrupułów starają się wykorzystać.

Sam Tomlin mówi o „Imposterze”, że to przedłużenie filmu „Batman”. To historia utrzymana w podobnym tonie i opowiedziana w podobny sposób. Mroczna, oparta mniej na akcji a bardziej na bohaterach, a jednocześnie bardzo realistyczna. Batman przedstawiony jest tutaj jako „człowiek w kostiumie”. Dysponujący gadżetami i olbrzymimi funduszami, ale jednocześnie świadomy swoich ograniczeń. Każda walka jest wysiłkiem. Każde starcie oznacza ból. A nawet najbogatszy człowiek w Gotham ma swój słaby punkt

Obiektywnie rzecz biorąc „Batman. Imposter” nie daje czytelnikowi nic nowego. Realistyczne historie o Batmanie powstają od lat. Trzeba jednak przyznać Tomlinowi, że to co robi, robi dobrze. Komiks czyta się z zaangażowaniem, a losy jego bohaterów autentycznie nas obchodzą. Co prawda rozwiązanie zagadki tytułowego oszusta jest oczywiste, ale kiedy dotrzemy do końca lektury zdajemy sobie sprawę, że była ona jedynie pretekstem to opowiedzenia znacznie poważniejszej historii niż kolejne „łubudubu ze złolami na ulicach Gotham”.

Drugim atutem komiksu są rysunki Andrei Sorrentino, artysty, który dzięki trwającej od sześciu lat współpracy z Jeffem Lemirem trafił do komiksowej pierwszej ligi. Fani jego twórczości będą „Imposterem” autentycznie zachwyceni, bowiem rysownik połączył w nim swoją charakterystyczną, ciężką od tuszu stylistykę z mrocznymi kolorami Jordie Bellaire i filmowym kadrowaniem. Efekt jest znakomity.

„Batman. Imposter” nie jest najlepszym komiksem o Batmanie w historii, ale jest zdecydowanie jednym z lepszych jakie do tej pory ukazały się w imprincie DC Black Label. Warto poświęcić mu czas i pieniądze.

Zostaw odpowiedź