„Batman. Biały Rycerz” Murphy [RECENZJA]

Na tegoroczny Festiwal Komiksu w Łodzi Egmont przygotował ponad 20 premier. Będą wśród nich pierwsze tomy cyklu „Sandman Uniwersum”, będzie nominowany do Eisnera „Mockingbird” z rysunkami Katarzyny Niemczyk będzie wreszcie tworzona przez kilkanaście lat kontynuacja „300” Franka Millera zatytułowana „Xserxes: Upadek rodu Dariusza, świt ery Aleksandra”. Jednak najważniejszą, moim zdaniem, premierą wydawnictwa jest „Batman. Biały Rycerz”. I bez tego komiksu Łodzi nie powinniście opuszczać.

„Biały Rycerz” to opowieść o Batmanie rozgrywająca się poza oficjalnym kanonem. Mroczny Rycerz wciąż broni Gotham, ale mieszkańcy miasta w pewnym momencie zaczynają mieć go dość. Po kolejnej spektakularnej akcji Batmana na jaw wychodzą olbrzymie koszty, jakie Gotham ponosi z winy swojego obrońcy. Mniej więcej w tym samym czasie Jokerowi udaje się pokonać dręczącą go od lat chorobę psychiczną. Jako Jack Napier postanawia zadośćuczynić złu, którego doświadczyli od niego mieszkańcy Gotham i pozbyć się największego, jego zdaniem, wroga miasta – Batmana. Wkrótce okazuje się, że jego krucjata ma wielu zwolenników. Przyszłość Mrocznego Rycerza staje pod znakiem zapytania.

„Batman. Biały Rycerz” to autorski komiks Seana Gordona Murphy’ego, utalentowanego scenarzysty i wybitnego rysownika, którego kreskę polscy czytelnicy znają już z albumów „Przebudzenie” czy „Chrononauci”. Fabuła historii zasadza się na przewrotnym pomyśle zamiany Batmana i Jokera miejscami, gdzie to pierwszy z wymienionych zajmuje miejsce arcyzłoczyńcy, a drugi jego „dobrego” przeciwnika. I Murphy bardzo fajnie ten koncept rozwija. Zamianę ról traktuje jako punkt wyjścia do przedstawienia czytelnikom zupełnie nowego Gotham – miejsca z jednej strony znajomego, z drugiej odmiennego od tego, do czego przyzwyczaiły nas komiksy kanoniczne. Murphy bawi się konwencją i postaciami (bardzo podoba mi się to, co zrobił z Harley Quinn) przez większość czasu skutecznie zaskakując czytelnika. Co prawda pod koniec napięcie trochę słabnie, a pojedynek pomiędzy Batmanem i Jokerem ustępuje miejsca klasycznej rozwałce, ale i tak po zakończeniu lektury ma się poczucie obcowania z jedną z najlepszych superbohaterskich ostatniego czasu.

Choć scenariuszowo nie udało się Murphy’emu uniknąć kilku potknięć, od strony graficznej „Batman. Biały Rycerz” to prawdziwe tour de force amerykańskiego artysty. Charakterystyczna, ostra kreska Murphy’ego znakomicie sprawdza się zarówno w naszkicowanych z rozmachem scenach akcji jak i kameralnych sekwencjach obyczajowych. Jeszcze lepiej Murphy wypada jako projektant postaci. A dla fanów ukrył w swoich kadrach sporo smaczków, w tym nawiązania do filmów o przygodach Batmana, zarówno tych Christophera Nolana jak i Tima Burtona.

Wydany pierwotnie w formie 8-odcinkowej miniserii „Batman. Biały Rycerz” odniósł za oceanem olbrzymi sukces, a pierwszy jego zeszyt doczekał się aż czterech wznowień. Wizja Gotham stworzona przez Murphy’ego na tyle spodobała się czytelnikom, że dała początek odrębnej komiksowej rzeczywistości. Amerykańscy czytelnicy już teraz śledzą kolejne odcinki kontynuacji „Białego Rycerza” zatytułowanej „Batman: Curse of the White Knight”, zaś listopadzie do sprzedaży trafi jednozeszytowy spin-off cyklu „Batman: White Knight Presents Von Freeze” opowiadający historię z przeszłości rodzin Wayne’ów i Von Friesów (z której pochodzi Mr. Freeze). W wywiadach Sean Gordon Murphy zapewnia, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

„Batman. Biały Rycerz” to pierwszy wydany w Polsce komiks z imprintu DC Black Label – nowej linii wydawniczej DC Comics, w której publikowane są albumy z udziałem najpopularniejszych mieszkańców uniwersum, ale niepowiązane z oficjalnym kontinuum. Dzięki temu twórcy już na starcie mają zagwarantowaną sporą swobodę. Choć bez przesady, czego dowodem jest afera z bat-penisem jaki znalazł się w kadrze „Batmana. Przeklętego” i w drugim wydaniu musiał zostać usunięty. Z resztą i sam Sean Gordon Murphy musiał w pewnym momencie cenzurować „Białego Rycerza”, ponieważ wydawca nie zgodził się na pokazanie postaci Harley Queen topless.

„Batman. Biały Rycerz” to, jak na razie, najlepszy tytuł jaki ukazał się pod szyldem DC Black Label. Plany wydawnictwa wobec imprintu są ambitne, imponująca jest też lista nazwisk twórców, którzy zdecydowali się pod tym szyldem tworzyć, choć na razie spektakularnych sukcesów artystycznych brak. Sam pomysł na imprint bardzo mi się jednak podoba i wierzę, że w ramach DC Black Label ukażą się komiksy, które staną się klasyką. „Batman. Biały Rycerz” jest pierwszym z nich.