„Axis: Avengers i X-Men” [RECENZJA]

Zabierając się za „Axis: Avengers i X-Men” liczyłem na superbohaterską rozrywkę na poziomie, co miało zagwarantować nazwisko Ricka Remendera na okładce. Niestety, liczący 250 stron komiks to przykład trykotowej sztampy, która spodobać się może tylko najbardziej oddanym fanom gatunku.

Red Skull jest potężniejszy niż kiedykolwiek. Próba zabicia go przez Magneto zakończyła się fiaskiem, to spowodowała, że odwieczny wróg Kapitana Ameryki zmienił się w okrutnego Red Onslaughta zdolnego telepatycznie zmieniać rzeczywistości. Kiedy świat po raz kolejny staje na skraju zagłady, do walki z przeciwnikiem ruszają połączone siły drużyn Avengers oraz X-Men. Kiedy i one okazują się nie wystarczające, dołączają do nich ich dawni przeciwnicy. W wyniku starcia Onslaught zostaje pozornie pokonany, ale wyzwolona przez niego moc sprawia, że superzłoczyńcy i superbohaterowie zamieniają się charakterami. Dobrzy stają się źli, a źli stają się dobrzy. Pomiędzy niedawnymi sojusznikami wybucha wojna, w której stawką jest – a jakże – przyszłość świata.

Pomysł na jakim opiera się intryga nie jest zły. Wiadomo, to nic nowego, a historii, w których superbohaterowie zmieniali front powstało bardzo wiele. Jednak jest to koncept znakomicie sprawdzający się w tym gatunku. Daje możliwość wykreowania nowych konfliktów oraz, o ile trafi na dobrego scenarzystę, spojrzenia na świat zamaskowanych herosów z innej perspektywy. W przypadku opisywanego komiksu teoretycznie na dobrego scenarzystę trafiło, ale efekt jego pracy dowodzi, że Rick Remender albo nie chciał, albo nie potrafił wykorzystać potencjału drzemiącego w pomyśle.

Z superbohaterów broni się jedynie „odwrócony” Iron Man, bo jego zachowanie oraz motywy nim kierujące są zgodne z charakterem tej postaci. Tony Stark jest narcyzem przekonanym o swojej wyższości nad innymi, co czyni z niego wiarygodnego złoczyńcę. Na pozostałych superbohaterów nie udało się już znaleźć scenarzyście równie trafionych pomysł. Zaskakująco dobrze wypadają natomiast złoczyńcy w roli „tych dobrych”, a Rick Remender dodatkowo wykorzystał ich przemianę, by wpleść do swojej historii kilka niezłych żartów.

Niestety, tych kilka smaczków nie ratuje całości. „Axis: Avengers i X-Men” to kolejny komiks, w którym fabuła jest jedynie pretekstem do mnożenia pojedynków i walk kosztem logiki oraz fabularnej konsekwencji. Superbohaterskich starć jest w „Axis” aż za dużo. Album otwiera rozrysowana na kilkadziesiąt stron walka z Red Onslaughtem, która nadaje ton całej opowieści. Jeśli nadmiar supermocy nie przyprawi was o zawrót głowy, to do końca komiksu powinniście dobrnąć bez większych problemów. Jeśli jednak połączenie dużej dawki trzaskających się po pyskach trykotów z „dośmieszanymi” na siłę dialogami to dla Was za dużo, „Axis” rzucie w kąt po pierwszych kilkudziesięciu stronach.

Album nie zachwyca także od strony graficznej. Choć podpisały się pod nim takie sławy jak Adam Kubert, Jim Cheung i Terry Dodson, rysunkowo „Axis: Avengers i X-Men” niczym Was nie zaskoczy, a dodatkowo przez większą część lektury będziecie mieli wrażenie obcowania z komiksem tworzonym w pośpiechu, a niekiedy wręcz na kolanie.

„Axis: Avengers i X-Men” to komiks nieudany. Mimo zaangażowanych w jego powstanie wielkich nazwisk, powstało dzieło sztampowe, schematyczne, fabularnie chaotyczne, a przede wszystkim męczące. Tylko dla zatwardziałych fanów superbohaterowszczyzny.

Komiks „Axis: Avengers i X-Men” ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont.