„Angola Janga” D’Salete [RECENZJA]

„Angola Janga. Opowieść z Palamedes” to komiks, z którym ma problem. Zdecydowanie interesujący i opowiadający ważną historię, ale niepozbawiony błędów znacznie utrudniających czerpanie przyjemności z jego lektury.

Komiks Marcelo D’Salete przenosi czytelników do XVII-wiecznej Brazylii. Czasów kiedy kraj był portugalską kolonią, gdzie przy pozyskiwaniu drewna i trzciny cukrowej w koszmarnych warunkach pracowały setki tysięcy czarnoskórych niewolników. Ci, którym udało się uciec, osiedlali się w głębi dżungli zakładają własne osady zwane mocambo. Największą z nich była Angola Jagna. Kiedy jej przywódca Ganga Zumba zdecydował się podpisać porozumienie pokojowe z kolonistami, dał początek bratobójczemu konfliktowi, w którym musiał stawić czoła swojemu siostrzeńcowi Zumbiemu.

Historia Angoli Jangi jest wciąż żywa w Brazylii, gdzie 20 listopada – w rocznicę śmierci Zumbiego – obchodzony jest dzień czarnej świadomości (Dia da Consciência Negra) zwany potocznie dniem Zumbiego. Sama postać siostrzeńca Ganga Zumby postrzegana jest jako narodowy bohater walki o wolność, któremu poświęcane są filmy, sztuki teatralne, piosenki i pomniki.

Z tego też powodu, w Brazylii, gdzie legenda walki o Angolę Jangę jest doskonale, komiks D’Salate’a jest inaczej odbierany, niż w Polsce, gdzie o tej historii mało kto słyszał. A Marcelo D’Salate opowiedział o niej, niestety, w taki sposób, że łatwo się w jego komiksie pogubić.

« 2 z 2 »

Fabuła „Angoli Jangi” przedstawiana jest z zaburzeniem chronologii. Akcja przeskakuje pomiędzy wydarzeniami z przeszłości i przyszłości pokazując historię konfliktu z różnych perspektyw. Ten ambitny pomysł, psuje jednak wykonanie. Komiks dość szybko pogrąża się w fabularnym chaosie spotęgowanym niedoskonałymi rysunkami (niektórzy bohaterowie są na nich zbyt podobnie do siebie i często ciężko ich od siebie odróżnić). Ja w tym gąszczu porozrzucanych w czasie wydarzeń oraz podobnych imion i twarzy zagubiłem się dość szybko. W efekcie przez „Angolę Jangę” nie „płynąłem” jak przez dobrą powieść, ale czytając komiks cały czas cofałem się do wcześniejszych stron, by w tym fabularnym galimatiasie w ogóle się móc odnaleźć. A i tak udało mi się to dopiero na koniec, kiedy odłożyłem komiks na półkę, a o historii Ganga Zumby i Zumbiego poczytałem w Wikipedii.

Bardzo na tym ubolewam, bo „Angola Janga” to w założeniu typ komiksu jaki lubię. Oparty na faktach i przedstawiający nieznaną mi wcześniej historię, ale też przemyślany od strony graficznej. Niestety, zarówno scenariuszowo jak i rysunkowo jest to dzieło niedoskonałe. Marcelo D’Salete nie do końca poradził sobie z historią Angoli Jangi ani jako scenarzysta ani jako rysownik tworząc dzieło irytujące w odbiorze. Do końca nie odradzam, ale polecam przed lekturą zapoznać się z oryginalną historią w encyklopedii i tak przygotowanym zasiąść do komiksu D’Salate’a. Będzie łatwiej, czytelniej i klarowniej.