DC Comics dawno nie miało takiego sukcesu na swoim koncie. Imprint „Uniwersum Absolute” nie tylko ma już na swoim koncie 16 Nagród Eisnera, ale rozbiło bank jeśli chodzi o sprzedaż. Sama seria „Absolute Batman” w czerwcu tego roku mogła pochwalić się już 6 milionami sprzedanych komiksów. W tym samym miesiącu DC Studios zapowiedziało też jej ekranizację w formie pełnometrażowego filmu animowanego. I trzeba przyznać, że jest to sukces zasłużony. „Absolute Batman” to najlepszy nowy komiks superbohaterski jaki możecie obecnie kupić za pieniądze.
W ciągu swojej blisko 90-letniej historii uniwersum DC przechodziło wiele zmian, odświeżeń i restartów. Jedne były udane, o innych dziś już nikt nie pamięta. „Absolute Batman” zostanie z nami jednak na długo, bo nowe uniwersum stworzone przez Scotta Snydera potrafi wciągnąć bez reszty.
Świat „Absolute” to nowa rzeczywistość powołana do życia przez Darkseida po jego starciu z Ligą Sprawiedliwości (co zostało przedstawione w jednozeszytówce „DC All-In Special”). Jest to świat bardzo podobny do naszego. Są tam superbohaterowie i arcyzłoczyńcy, ale ci pierwsi mają zawsze pod górkę, a drudzy niekoniecznie. Realną władzę zaś sprawują bogacze i wielkie korporacje, wobec których politycy i policja okazują się bezradni.
„Nowy” Bruce Wayne nie jest synem bogaczy, a zwykłym, choć piekielnie utalentowanym inżynierem. Jego matka – Marta, wciąż żyje, ojciec – nauczyciel, zginął przed laty w strzelaninie do jakiej doszło podczas szkolnej wycieczki do gothamskiego ZOO. Najlepszymi przyjaciółmi Bruce’a są Waylon Jones, Edward Nygma. Harvey Dent, Oswald Cobblepot i Selina Kyle. Wszyscy chodzili do jednej klasy i przeżyli tragedię ZOO, które to wydarzenie zmieniło ich życia na zawsze.
W takim świecie Batman wkracza do ulice Gotham, by za pomocą wykonanych własnoręcznie gadżetów stawić czoła terroryzującemu miasto gangowi, któremu przewodzi tajemnicza Czarna Maska. Śladem Mrocznego Rycerza rusza Alfred Pennyworth, agent MI6 w duchu podziwiający zamaskowanego mściciela.
Ci, którzy od dawna czytają moje teksty, wiedzą, że superbohaterowie są mi od lat mniej lub bardziej obojętni. Owszem, cały czas sięgam po komiksy z trykotami, ale zdecydowana większość z nich mnie rozczarowuje. „Absolute Batman” jest pierwszą od bardzo długiego czasu superbohaterską serią, w którą się autentycznie „wkręciłem”. Czytam na bieżąco każdy kolejny zeszyt i z niecierpliwością czekam na następny. I zdradzę Wam, że to, co dzieje się w pierwszym tomie „Absolute Batmana”, to nic w porównaniu do tego, co przyniesie tom drugi. 🙂
„Absolute Batman” to seria stworzona według żelaznej receptury filmowych sequeli – wszystko tu jest „bardziej” i „mocniej”. Batmobil wygląda jak ciężarówka, przeciwnicy są bezwzględni i zostawiają za sobą góry trupów, a Mroczny Rycerz nigdy nie słyszał o zasadzie, że „Batman nie zabija”. Komiks wypełniony jest po brzegi dynamiczną akcją, efektownymi pościgami i nawalanką. Jednak to, co w nim, moim zdaniem, jest najlepsze to nie „trykociarskie łubudubu”, ale bohaterowie.
Scottowi Snyderowi udało się tchnąć w postaci, które przecież doskonale znamy, nowe życie. Zarówno superbohaterowie jak i ich przeciwnicy otrzymali nowe biografie, a ich wizerunki zostały zmienione (przy zachowaniu tego, co w nich najistotniejsze i z czym są od zawsze kojarzeni). Dodatkowo, dużo się pomiędzy nimi dzieje, a przyjaźń Wayn’e i jego kompanów zostanie wystawiona niejedną próbę. To jednak nie wszystko, bo w tle wojny Batmana z gangiem Czarnej Maski śledzimy kulisy walki o władzę w Gotham, którego burmistrzem jest James Gordon a Martha Wayne pozostaje jego bliską współpracowniczką. No i jest jeszcze Joker, który w pierwszym tomie „Absolute Batmana” pojawia się jedynie przez chwilę, ale robi to w taki sposób, że wiadomo, iż odgrywa w tym świecie kluczową rolę.
Uniwersum Absolute jest więc żywe, intrygujące i w bardzo przemyślany sposób rozbudowywane. Główny wątek fabularny jest cały czas przecinany retrospektywami pozwalającymi spojrzeć inaczej na uczestników wydarzeń oraz relacje między nimi. Dodatkowo ukazują się jeszcze rozbudowujące ten świat jednozeszytówki, a zawarte w trzecim tomie zbiorczego wydania historie „Absolute Batman Annual 2025” #1 Jamesa Harrena i Daniela Warrena Johnsona oraz „Absolute Batman: Ark M” Scotta Snydera, Franka Tieriego i Joshuy Hixona nikogo nie pozostawią obojętnym.
Głównym rysownikiem serii jest Nick Dragotta, którego talent polscy czytelnicy znają już ze znakomitego „Na wschód od zachodu”. „Absolute Batman” jest zdecydowanie najlepszą serią w jego dotychczasowej karierze. Na planszach tego cyklu Dragotta pokazał się jako mistrz dynamicznych, ciekawie zaplanowanych i klimatycznych kadrów. Oczywiście, jego projekty postaci są przesadzone, co nie wszystkim musi się spodobać, ale pamiętajmy, że to całe uniwersum jest „bardziej” i takie po prostu miały być.
„Absolute Batman” to znakomita seria i pierwszy od lat komiks superbohaterski, który mnie po prostu wciągnął. Pierwszy nakład polskiego wydania bardzo szybko się skończył, ale nowa edycja ma być dostępna już na MFKiG w Łodzi. Także jeśli jeszcze tego komiksu nie macie, nic straconego. Jak tylko pojawi się w Waszym zasięgu, a lubicie „trykoty”, sięgnijcie po niego koniecznie.