„Wieczny Batman” Snyder, Tynion IV i inni [RECENZJA]

W 2014 roku Batman skończył 75 lat. Z tej okazji kilkudziesięciu autorów pod wodzą Scotta Snydera i Jamesa Tyniona IV stworzyło liczącą blisko 1200 stron opowieść „Wieczny Batman”. Czy w wyniku ich pracy powstało dzieło na miarę „Długiego Halloween”? Odpowiedź znajdziecie w recenzji.

Kiedy komisarz Gordon trafia do więzienia, ulice Gotham ponownie stają się polem bitwy. Do miasta powraca Carmine „Rzymianin” Falcone, były szef lokalnej mafii. Pięć lat po tym jako został pokonany przez Batmana, ma nadzieję odbudować swoje imperium. Mrocznemu Rycerzowi udaje się pokonać Rzymianina, ale odkrywa, że ten był jedynie „płotką” działającą na zlecenie prawdziwego inicjatora tragicznych wydarzeń. W zakrojonym na szeroką skalę śledztwie Batmana wspierają: służący Alfred i jego córka Julia, Batgirl, Red Hood, Red Robin oraz Batwing. Aby dotrzeć do prawdy będą musieli odwiedzić Amerykę Południową, Japonię, a nawet Pakistan i pokonać kilkudziesięciu arcyłotrów, tych najbardziej znanych jak i tych z „dolnej półki”.

Pomysłodawcami serii „Wieczny Batman” są Scott Snyder i James Tynion IV. Ich celem było stworzenie spektakularnej superbohaterskiej opowieści łączącej w sobie różne gatunki i style opowiadania. „Wieczny Batman” zbudowany jest z kilkunastu rozbudowanych wątków fabularnych, w których przewija się kilkudziesięciu bohaterów. Całość zajmuje trzy opasłe tomy wypełnione akcją, wybuchami i pościgami. Rozmach z jaką stworzono miniserię faktycznie robi wrażenie, ale czy czyni z „Wiecznego Batmana” komiks przełomowy? Niestety, nie.

Monumentalne dzieło kilkudziesięciu autorów jest kolejną superbohaterską nawalanką i niczym więcej. Akcja faktycznie mknie do przodu jak oszalała, ale pełna jest logicznych dziur, naiwności i niedokończonych wątków. Bohaterów jest mnóstwo, jednak większość nie odgrywa znaczącej roli w fabule. Czytając „Wiecznego Batmana” miałem wrażenie, że twórcy postawili sobie za cel wykorzystanie jak największej ilości postaci, ale, niestety, nie poradzili sobie z przekonującym uzasadnieniem ich obecności w miniserii. Cykl zbudowany jest na powtarzającym się schemacie. Batman z pomocą swojej „rodziny” pokonuje kolejnych przeciwników, za każdym razem mając nadzieję dopaść tego, który jest mózgiem planu. Po dramatycznej walce okazuje się jednak, że trop prowadzi dalej. Batman rusza więc do kolejnego opryszka i sytuacja się powtarza. Ta schematyczność z czasem robi się nużąca, a przeczytanie pojedynczego tomu „Wiecznego Batmana” za jednym posiedzeniem staje się wyzwaniem.

Seria ma wszystkie atuty klasycznej opowieści superbohaterskiej. Nie brakuje w niej pojedynków, pościgów, eksplozji i wybuchów, imponującej galerii bohaterów oraz efekciarskich rysunków. Jednak ci, którzy po „Wiecznym Batmanie” oczekiwać będą historii dorównującej „Trybunałowi sów” czy  „Długiemu Halloween”, poczują się rozczarowani.

Seria „Wieczny Batman” ukazała się nakładem wydawnictwa Egmont.

.