„Velvet” Brubaker i Epting [RECENZJA]

Ed Brubaker i Steve Epting przed laty stworzyli „Zimowego żołnierza”, opowieść o przygodach Kapitana Ameryki dziś zaliczaną do klasyki przygód Steve’a Rogersa. Od kilku lat obaj autorzy pracują nad serią „Velvet”, która ma szansę, by stać się najlepszą komiksową opowieścią szpiegowską. Jej drugi tom jest jeszcze lepszy niż pierwszy.

Akcja serii przenosi nas do roku 1973, w sam środek Zimnej Wojny. W Paryżu w tajemniczych okolicznościach ginie Jeff Keller, as wywiadu i najlepszy człowiek ARC-7, agencji tak tajnej, że opinia publiczna nigdy o niej nie słyszała. Rozpoczyna się zakrojone na szeroką skalę śledztwo, w którego centrum niespodziewanie znajduje się Velvet Templeton – sekretarka naczelnika ARC-7. Nie zwracająca wcześniej na siebie uwagi kobieta staje się celem wyszkolonych agentów. I, nieoczekiwanie, okazuje się trudnym przeciwnikiem. Velvet Templeton skrywa bowiem wiele tajemnic, a jej dokonania sprzed lat mogłoby zawstydzić niejednego doświadczonego szpiega.

Tom drugi serii rozpoczyna się kiedy ścigana przez wszystkich kobieta postanawia przystąpić do kontrataku. Przekonana, że klucz do wyjaśnienia zagadki śmierci Kellera tkwi w przeszłości, decyduje się na ryzykowny krok. Stawiając wszystko na jedną kartę dociera do człowieka, który może znać odpowiedzi na dręczące ją pytania. Spotkanie z nim staje się jednak początkiem kolejnych, jeszcze większych kłopotów.

Velvet Templeton to, najkrócej mówiąc, James Bond w spódnicy. Tytułowa bohaterka serii, podobnie jak agent 007, ma do swojej dyspozycji fantastyczne gadżety (kuloodporny skafander maskujący), jest wysportowana i atrakcyjna (co nie jest bez znaczenia w jej pracy), a kiedy potrzeba, potrafi dać w mordę, również z półobrotu. Brubakerowi udało się w „Velvet” przywrócić blask i fantazję rozrywkowym opowieściom szpiegowskim, których tak bardzo brakuje w ostatnich filmach z bondowskiej serii. „Velvet” to z jednej strony wypełniona akcją sensacyjna historia, pełna niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Z drugiej, jest to hołd złożony klasycznym produkcjom o Jamesie Bondzie uwodzących widzów nie tylko intrygą, ale również elegancją i blichtrem z jakim wszystkim kojarzy się rola agenta 007. Filmom z Danielem Craigiem tego ostatniego brakuje. Bondowska seria od blisko dekady miota się, ze zmiennym szczęściem, między realizmem („Casino Royale”) a „ukłonami” w stronę stylistyki retro („Spectre”). Tymczasem Ed Brubaker w „Velvet” stworzył opowieść w takiej formule, jaka przed laty przyniosła agentowi 007 popularność na całym świecie.

Drugi tom serii jest jeszcze lepszy niż pierwszy. Scenariusz, w którym nie brakuje retrospektyw oraz nienachlanych zabaw z chronologią, nieustannie zaskakuje czytelników. Każdy zeszyt kończy się fantastycznym cliffhangerem, a finał tomu sprawi, że zaczniecie wysyłać do wydawcy błagalne listy, żeby kolejny tom „Velvet” opublikował szybciej niż po sześciu miesiącach.

Od strony graficznej, „Velvet” to prawdziwy majstersztyk. Realistyczne rysunki Steve’a Eptinga znakomicie pokolorowane przez Elizabeth Breitweiser zwracają na siebie uwagę filmowym, dynamicznym kadrowaniem oraz przywiązaniem do szczegółów. Dość powiedzieć, że komiks czyta się z równie dobrze jak się go ogląda.

„Velvet” to jedna z najlepszych sensacyjnych serii komiksowych, jakie możecie kupić za pieniądze. Trzymająca w napięciu i znakomicie narysowana zwyczajnie nie może się nie podobać. Jeśli lubicie filmy o Jamesie Bondzie (szczególnie te z Seanem Connerym i Rogerem Moorem), to jest to tytuł właśnie dla was.

Seria „Velvet” ukazuje się nakładem wydawnictwa Mucha Comics.

.