„Valerian, tom 5”, Christin i Mezieres [RECENZJA]

W połowie przyszłego roku swoją premierę będzie miała superprodukcja „Valerian i miasto tysiąca planet”, najdroższy film w karierze Luca Bessona. Do tego czasu polscy czytelnicy poznają już całą serię komiksową, na podstawie której obraz powstaje. Piąty tom przygód Valeriana i Laureliny zawiera kolejne trzy części cyklu przez krytyków nazywanego komiksowym prekursorem „Gwiezdnych Wojen”.

Tytułowy Valerian jest pochodzącym z XXVIII wieku agentem, który podróżując w czasie i przestrzeni tropi przestępców próbujących zmienić bieg historii. W licznych przygodach towarzyszy mu piękna i inteligentna Laurelina tworząca z Valerianem duet nie do pokonania.

W opisywanym albumie znalazły się trzy opowieści stworzone w latach 1988-1994. Akcja wszystkich rozgrywa w rzeczywistości, w której ludzie jako gatunek zostali całkowicie wymazani z rzeczywistości (o tym jak do tego doszło, opowiada album wcześniejszy). Jedynymi, albo prawie jedynymi, którym udało się ocaleć są Valerian i Laurelina. Pozbawieni wsparcia agencji bohaterowie zarabiają na życie jako „wolni strzelcy” podejmując się trudnych, a niekiedy również wątpliwych moralnie misji.

W tomie „Na granicach” Valerian i Laurelina prowadzą śledztwo w sprawie serii tajemniczych zamachów terrorystycznych, do jakich dochodzi w różnych rejonach świata. Wszystko wskazuje na to, że ktoś dąży do wywołania globalnej wojny, jednak jej wybuch nie jest na rękę żadnemu z zamieszanych w ataki krajów. Bohaterowie rozpoczynają śledztwo, którego wyniki zaskoczą ich samych.

W albumie „Żywa broń” agenci czasoprzestrzeni trafiają na planetę Blopik, której mieszkańcy od wieków pogrążeni są w bratobójczej wojnie. Wspólnie z trupą przypadkowo spotkanych aktorów Valerian i Laurelina spróbują zmienić ten stan rzeczy.

Akcja zamykającej tom historii „Kręgi władzy” rozgrywa się na Rubanisie, świecie będącym jednocześnie olbrzymim i skorumpowanym miastem. Na prośbę pułkownika Tlocqa, Valerian i Laurelina podejmują się wyjaśnienia zagadki tajemniczego wirusa oraz ustalenia, kto lub co zamieszkuje najwyższy krąg miasta nazywany kręgiem władzy absolutnej.

Wszystkie wymienione powyżej historie łączy jedno. Udowadniają, że formuła komiksu stworzona przez scenarzystę Pierre’a Christina oraz rysownika Jean-Claude’a Mezieresa jest niezwykle pojemna i elastyczna. Przygody Valeriana i Laureliny płynnie łączą w sobie awanturnicze perypetie szpiegowskie spod znaku Jamesa Bonda z futurystycznym dreszczowcem policyjnym oraz absurdalnymi gagami rodem z najlepszych komedii.

Niezmiennie zachwyca także swoboda i oryginalność z jaką Christin i Mezieres kreują w komiksach nowe, fantastyczne światy. Dzięki temu uniwersum Valeriana jest nie tylko fascynujące, ale również niezwykle inspirujące. Przez historyków komiksu cykl Christina i Mézièresa jest często przedstawiany jako prekursor filmowych „Gwiezdnych wojen”. Ta odważna na pierwszy rzut oka teza nabiera rumieńców, kiedy porówna się oba tytuły, a te łączy niewiarygodnie dużo. Statek kosmiczny Valeriana przypomina Sokoła Millenium, w albumie „Kraina bez gwiazd” (1972) Laurelina nosi bikini bardzo podobne do tego, które księżniczka Lea ma na sobie w „Powrocie Jedi” (1983), a w tomie „Cesarstwo Tysiąca Planet” (1971) Valerian zostaje zatopiony w kamiennym bloku podobnie jak później Han Solo w karbonicie w „Imperium kontratakuje” (1980).

W najnowszym tomie mamy tych inspiracji ciąg dalszy. W „Kręgach władzy” bohaterowie trafiają do olbrzymiego, wysokiego na setki pięter miasta po którym poruszają się latającą taksówką. Ta scenografia oraz pojazd do złudzenia przypominają te, które wszyscy znamy z głośnego filmu „Piąty element” Luca Bessona.

Cykl „Valerian” liczy już 22 tomy (ostatni ukazał się w 2013 roku) i od lat pozostaje jedną z najpopularniejszych europejskich serii komiksowych. Zbiorcze wydanie cyklu Christina i Mézièresa to pozycja obowiązkowa w biblioteczce każdego szanującego się miłośnika rysunkowej sztuki.

Seria „Valerian” ukazuje się nakładem wydawnictwa Taurus Media.