„Trupie gadki” Adam Murphy [RECENZJA]

W czasach wszechobecnej mody na zombie Adam Murphy udowadnia, że od żywych trupów wiele się można nauczyć, a przy okazji się z nich pośmiać. „Trupie gadki” to komiks idealnie realizujący oświeceniową maksymę „uczyć bawiąc”.

Adam Murphy jest gospodarzem jedynego w swoim rodzaju talk show „Trupie gadki”. Do swojego programu zaprasza zwłoki najsłynniejszych ludzi i przed kamerami zasypuje je gradobiciem pytań. Jego gośćmi są min. Maria Skłodowska-Curie, Nicola Tesla, Joanna D’Arc, Jane Austen, Albert Einstein, Maria Antonia czy Henryk VIII. W rozmowie z prowadzącym zdradzają tajemnice ze swojego życia oraz wyjaśniają narosłe wokół nich niejasności i mity.

Pomysł na jakim oparte są „Trupie gadki” jest banalnie prosty, choć nie oryginalny. Na podobnej idei oparte były niektóre ze skeczy „Latającego cyrku Monty Pythona”. Jednak komiks Murphy’ego nie jest klasyczną komedią absurdu. To przedstawiona w dowcipny i atrakcyjny sposób fantastyczna lekcja historii.

Większość komiksowych odcinków programu „Trupie gadki” zajmuje zaledwie jedną stronę. I to absolutnie wystarcza, żeby przedstawić gościa, przybliżyć jego osobę i osiągnięcia, a następnie „sprzedać” czytelnikom kilka ciekawostek dotyczących jego osoby. Z „Trupich gadek” dowiecie się, że pozostałe po Marii Skłodowskiej-Curie notatki są tak napromieniowane, że samo ich dotknięcie może zabić. Poznacie kulisy wynalezienia masła orzechowego, dowiecie się ilu ludzi wymordowała armia Czyngis Chana oraz w jakich okolicznościach zmarł faraon Tutanchamon. A to zaledwie kilka przykładów z 38 „odcinków” programu jakie znalazły się w pierwszym sezonie „Trupich gadek”.

Dzieło Adama Murphy’ego przedstawiane jest jako komiks dla dzieci. I rzeczywiście, młodsi czytelnicy na pewno z przyjemnością go przeczytają i przy okazji czegoś się nauczą. Docenią go również ich rodzice. Ja, przyznaję, podczas lektury „Trupich gadek” bawiłem się wybornie. I jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do zbyt małych liter w kadrach. Tekstu w komiksie jest sporo, a przy zastosowanej wielkości czcionki zdarzały się fragmenty, które ciężko było przeczytać.

Album ukazał się nakładem wydawnictwa Planeta Komiksów.

.