„Top 10” [RECENZJA]

W 1999 roku na przestrzeni zaledwie pięciu miesięcy Alan Moore wprowadził na rynek aż cztery nowe serie komiksowe: „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów”, „Prometheę”, „Toma Stronga” oraz „Top 10”. Do niedawna w całości polskim czytelnikom znana była tylko pierwsza z wymienionych. Teraz dołączyło do niej „Top 10”, które ponad 10 lat po swoim debiucie na polskim rynku doczekało się wreszcie solidnego, a co najważniejszego pełnego wydania.

Akcja serii „Top 10” rozgrywa się w olbrzymim mieście Neopolis zamieszkanym przez metaludzi. Porządku w tym zdominowanym przez supermoce świecie pilnuje lokalna policja, której funkcjonariusze urzędują w Dziesiątym Komisariacie pieszczotliwie nazywanym Top 10. Choć ich metody działania są wyjątkowe, to wyzwania jakim muszą stawiać czoła w codziennej pracy są podobne do tych, z którymi borykają się ich koledzy i koleżanki z „normalnego” świata.

Akcja komiksowej serii rozpoczyna się wraz z rozpoczęciem służby przez młodą funkcjonariuszkę Robyn Slinger. Wspólnie z nowopoznanymi policjantami dziewczyna wyrusza na ulice Neopolis, by pilnować prawa i porządku. Na jej drodze staną między innymi nieuchwytny morderca znany jako Waga oraz nieprzyzwoity Mglisty Macacz.

W latach 80. w telewizji (również polskiej) dużą popularnością cieszył się serial „Posterunek przy Hill Street”. Stworzony przez Stevena Bochco i Michaela Kozolla zrewolucjonizował gatunek telewizyjnego kryminału wyznaczając standardy funkcjonujące do dziś. W każdym odcinku serialu bohaterowie prowadzili nie jedną, ale kilka spraw. Niektóre z nich rozwiązywali szybko, innym poświęcano nawet kilka epizodów. Poza policyjną pracą ważną rolę w serialu odgrywało życie osobiste jego bohaterów, a oba elementy przedstawiono w sposób bardzo realistyczny. Wspominam o tej produkcji dlatego, że to właśnie „Posterunek przy Hill Street” posłużył Alanowi Moore’owi jako główne źródło inspiracji podczas pracy nad „Top 10”.

12-zeszytowa historia, składająca się na opisywane wydanie, to wielowątkowa opowieść o codziennej pracy policjantów. Pracy, w której bohaterowie czasami ścigają groźnych morderców, ale najczęściej interweniują w sprawie domowych awantur, zwalczają prostytucję i wdają się w utarczki z drobnymi przestępcami. Po pracy wracają do domów, gdzie stawiają czoła wyzwaniom jakie niesie „zwykłe”, rodzinne życie – szukają miłości, wychowują dzieci, pomagają swoim rodzicom.

Z początku „Top 10” sprawia wrażenie komiksu chaotycznego, a czytelnik może poczuć się przytłoczony nadmiarem zarówno bohaterów jak i dialogów. Szybko jednak okazuje się, że jest to chaos kontrolowany, a z fabularnego gąszczu wyłania się przemyślana intryga. Moore’owi znakomicie udało się oddać nerwówkę i zamieszanie panujące na komisariacie. Bohaterowie często się kłócą, przeklinają i przekrzykują wzajemnie. Niekiedy wręcz odnoszą się do siebie wrogo, ale kiedy sytuacja tego wymaga, potrafią zapomnieć o animozjach i stworzyć sprawnie działającą drużynę.

Imponujący jest rozmach z jakim Alan Moore stworzył komiksowy świat. Neopolis to miejsce, w którym wszystko jest możliwe i nawet najbardziej szalone istoty wydają się w nim w być na miejscu. Tylko tutaj znajdziecie występujące obok siebie kosmiczną gwiazdę porno, psa z mechnicznymi kończynami w hawajskiej koszuli, gigantyczną prostytutkę, byłego aktora filmowego zdolnego zdemolować miasto, a nawet greckich bogów. Komiks ani na chwilę nie przestaje zaskakiwać czytelników. Zaskakiwać, ale i bawić. „Top 10” to bowiem jedno z najzabawniejszych dzieł w dorobku Alana Moore’a. Inteligentne, autoironiczne, wypełnione humorem kryjącym się w dialogach i rysunkach, również na drugim oraz trzecim planie. Album pełen jest ponadto dowcipnych aluzji i komentarzy na temat samych komiksów, komiksowych uniwersów oraz zasad jakie nimi rządzą. Nie chcę tutaj zbyt wiele zdradzać, ale wątek konfliktu pomiędzy ultramyszami i atomowymi kotami jest moim zdaniem najlepszym, najbardziej złośliwym a jednocześnie najcelniejszym podsumowaniem tego na czym tak naprawdę polega i do czego służy „restart” komiksowego uniwersum.

Jednocześnie „Top 10” zaskakują aktualnością. Pod płaszczykiem lekiej komedii Alan Moore rozprawia się bowiem z problemami i bolączkami współczesnego świata: rasizmem, nierównościami społecznymi czy nietolerancją.

Przedstawienie tak olbrzymiego i tętniącego kreatywną energią świata było dla rysowników nie lada wyzwaniem. Gene Ha i Zander Cannon wyszli z niego obronną ręką. Ich nieco przybrudzone, ale bogate w detale grafiki znakomicie wpisują się w konwencję komiksu. Wiarygodnie przedstawiają Neopolis i jego mieszkańców zostawiając jednak miejsce dla wyobraźni odbiorcy.

„Top 10” po raz pierwszy pojawiło się w Polsce ponad dziesięć lat temu. W latach 2003 i 2004 nakładem wydawnictwa Egmont ukazały się dwa tomy serii zbierające siedem z dwunastu zeszytów serii. Nowa edycja to zbiorcze wydanie 12 zeszytów cyklu stanowiących kompletną i zamkniętą opowieść. Dopiero teraz polscy czytelnicy mogą poznać rozwiązanie zagadki kryminalnej i dowiedzieć się jaką tajemnicę skrywała „Waga”.

Dla mnie „Top 10” jest pozycją obowiązkową. Ten komiks podobał mi już kiedy czytałem go ponad dekadę temu, ale dziś podoba mi jeszcze bardziej. Choć od premiery pierwszego zeszytu „Top 10” minęło osiemnaście lat, seria ta znakomicie oparła się próbie czasu. Opowieść o perypetiach policjantów z Neopolis zaskakuje, bawi i zachwyca ekscentrycznymi pomysłami. Co więcej, można do niej wracać wielokrotnie, bo w komiksowych kadrach poukrywanych jest tyle smaczków, że przy każdej kolejnej lekturze będzie w „Top 10” znajdywać coś nowego.

Komiks „Top 10” ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont.