„Thorgal: Louve. Królowa czarnych elfów” Yann i Surżenko [RECENZJA]

Po rozczarowującym „Skaldzie” seria „Thorgal. Louve” znowu nabrała wiatru w żagle. Jej najnowszy tom „Królowa czarnych elfów” nie rozczaruje weteranów thorgalowego cyklu.

„Thorgal. Louve”, jedna z trzech serii pobocznych cyklu „Thorgal”, poświęcona jest postaci najmłodszej córki głównego bohatera. Mała dziewczynka posiada wyjątkowy dar pozwalający jej na porozumiewania się ze zwierzętami, dzięki któremu potrafi wyjść cało nawet z największej opresji.

W „Królowej czarnych elfów” Louve spotyka Tjahziego, krasnala, który wspólnie z Thorgalem przeżył przygody opisane w albumach „Gwiezdne dziecko” oraz „Strażniczka kluczy”. Do krainy wikingów przybył, by prosić swojego starego przyjaciela o pomoc w walce z czarnymi elfami, których królowa dąży do wywołania wojny z bogami. Pod nieobecność ojca, Louve postanawia pomóc Tjahziemu. Nie wie, że wyruszając w podróż do krainy krasnoludów wpląta się w intrygę, w którą zamieszani są bogowie.

Muszę przyznać, że przez ostatnie lata czytałem „Thorgala” głównie z przyzwyczajenia. Yves Sente, który zastąpił Jeana Van-Hamme’a na stanowisku scenarzysty głównej serii, po obiecujących początkach szybko zaczął gubić się w uniwersum stworzonym przez swojego poprzednika. W kolejnych tomach mnożył wątki i bohaterów, ale nie potrafił ich wymyślić wciągającej intrygi. Krótko mówiąc, seria stała się nudna. W związku z tym od kilku lat Yves Sente nie jest już scenarzystą ani „Thorgala”, ani towarzyszącej mu serii „Kriss de Valnor”.

Drugim scenarzystą związanym z sagą o Aegirssonie jest Yann Le Pennetier odpowiedzialny za kolejne dwa cykle poboczne: „Thorgal. Młodzieńcze lata” oraz „Thorgal. Louve”. I choć w przeszłości miałem mu sporo do zarzucenia, to wydaje się, że francuski artysta złapał wreszcie wiatr w żagle. Napisane przez niego dwa ostatnie tomy „Młodzieńczych” lat są znakomite. Wydana właśnie „Królowa czarnych elfów” również nie rozczarowuje.

W najnowszym tomie serii „Thorgal. Louve” Yann po raz kolejny w swoim scenariuszu umieścił wiele nawiązań do wcześniejszych części cyklu, co z powodzeniem zrobił wcześniej w „Runie” i „Berserkach”. W „Królowej czarnych elfów” powracają starzy znajomi tacy jak Tjahzi, ponętna strażniczka kluczy, bogini Frigg, bóg Vigrid, a nawet – choć tylko w jednym kadrze – Volsung z Nichor, jeden z bohaterów albumu „Trzej starcy z kraju Aran”. Co ważne, wszystkie te postaci Yann sprawnie wplótł w fabułę, a każda dostała w niej do odegrania ważną rolę. Przy takiej ilości bohaterów na dalszy plan, paradoksalnie, zeszła sama Louve ty razem pełniąca rolę bardziej uczestniczki wydarzeń niż ich inicjatorki. Fabuła albumu jest poprowadzona sprawnie i dynamicznie, w komiksowych kadrach dzieje się naprawdę wiele, a „doświadczeni” fani cyklu z przyjemnością będą odczytywać nawiązania do wcześniejszych części.

Jest dobrze, ale nie idealnie. „Królowa czarnych elfów” jest, bowiem, albumem, pozbawionym satysfakcjonującego finału. Yann po raz kolejny postawił na otwarte zakończenie będące jednocześnie wstępem do kolejnej historii. Nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, ale w przypadku cyklu, którego kolejne tomy ukazują się w rocznych odstępach czasu, jest to dla czytelników uciążliwe. Zaczynając lekturę następnej części, nie pamiętają już co wydarzyło się w poprzedniej. Dlatego jestem gorącym zwolennikiem takiego budowania intrygi, by kolejne odsłony serii tworzyły fabularną całość, ale jednocześnie każdy z nich opowiadał zakończoną(do pewnego stopnia) historię.

Już w listopadzie ukaże się „Szkarłatny płomień”, 35. tom „Thorgala” i pierwsza część głównej serii napisana przez nowego scenarzystę Xaviera Dorisona. Mam nadzieję, że wraz z nim do historii przejdą czasy, kiedy cykl stworzony przez Rosińskiego i Van-Hamme’a czytałem z przyzwyczajenia. Co więcej, w następnym. 36. tomie spleść mają się wątki wszystkich thorgalowych serii – głównej i pobocznych, a wtedy kontrolę nad fabularnym rozwojem sagi przejmie sam Dorison. Mam nadzieję, że francuski autor podoła temu zadaniu. „Thorgal” to bowiem znakomity cykl, w którym wciąż drzemie olbrzymi potencjał.

Cykl „Thorgal” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont

.