„Spider-Man: Niebieski” [RECENZJA]

Kiedy w 2001 roku Jeph Loeb i Tim Sale przedstawili czytelnikom miniserię „Daredevil. Żółty”, dali początek intrygującemu „kolorowemu” cyklowi poświęconemu początkom karier najsłynniejszych superbohaterów uniwersum Marvela. „Spider-Man. Niebieski”, którego nowe wydanie właśnie się ukazało, jest najlepszą odsłoną tego projektu.

„Spider-Man. Niebieski” to opowieść o młodości Petera Parkera, jego pierwszych krokach w roli zamaskowanego obrońcy sprawiedliwości, a przede wszystkim o jego miłości do tragicznie zmarłej Gwen Stacy.

Na „kolorowy” cykl składają się obecnie cztery miniserie: „Daredevil. Żółty”, „Spider-Man. Niebieski”, „Hulk. Szary” oraz „Kapitan Ameryka. Biały”. Każdy z nich porzedstawiony jest w formie wspomnienia głównego bohatera powracającego do wydarzeń z przeszłości i opowiadającego o nich z perspektywy doświadczonego superbohatera. Ta stylistyka w jednych częściach się sprawdziła, w innych niekoniecznie, ale w przypadku „Spider-Mana. Niebieskiego” działa znakomicie. Między innymi dlatego, że Pajęczak od zawsze był postacią, którego życiu osobistemu twórcy poświęcali prawie tyle samo czasu, ile jego potyczkom z przeciwnikami.

Uśmiercenie w 1973 roku postaci Gwen Stacy było wydarzeniem, które wstrząsnęło ówczesnym komiksowym fandomem. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się bowiem, żeby scenarzyści zdecydowali się na pozbawienie życia tak popularnego bohatera. O wadze tej decyzji niech świadczy fakt, że niektórzy historycy proponują aby rok premiery 121 i 122 numeru serii „The Amazing Spider-Man”, w których opisano tragiczny koniec Gwen Stacy, traktować jako symboliczną datę końca Srebrnej Ery komiksu i początku znacznie mroczniejszej Ery Brązowej.

Związek z Gwen Stacy, a przede wszystkim przeżycie jakim dla Petera Parkera była jej śmierć, stały się jednym z najważniejszych wydarzeń w biografii superbohatera. Przyjacielski Spider-Man z przedmieścia traktujący swoją działalność jak zabawę, stał się od tej pory poważniejszy, a lęk o bezpieczeństwo rodziny i najbliższych nigdy go już nie opuścił. Paradoksalnie, śmierć Gwen Stacy uczyniła go znacznie ciekawszą postacią niż był wcześniej.

Jeph Loeb w scenariuszu „Spider-Mana. Niebieskiego” umiejętnie gra na znaczeniu, ale i nostalgii jakie niosą ze sobą zarówno związek Petera z Gwen Stacy jaki i jej śmierć. Jego komiks to z jednej z strony opowieść miłosna, z drugiej rzecz o wchodzeniu w dorosłość i utracie młodzieńczych złudzeń, znakomicie przedstawiona w subtelnych rysunkach Tima Sale’a.

„Spider-Man. Niebieski” pierwotnie ukazał się w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela wydawnictwa Hachette. Nowa edycja jest praktycznie identyczna (za oba wydawnictwa odpowiedzialna jest Mucha Comics). Poza inna okładką w albumie znajdziemy dodatki specjalne w postaci szkiców Tima Sale’a z komentarzami jego i Jepha Loeba.

Jeśli do tej pory nie mieliście jeszcze do czynienia z „kolorową” serią Jepha Loeba i Tima Sale’a, „Spider-Man. Niebieski” jest doskonałym powodem by się z nią zapoznać. Wzruszająca, nostalgiczna, ale niepozbawiona superbohaterskiej akcji historia jest jedną z najlepszych w komiksowej karierze Pajęczaka. I jedną z najlepszych dorobku Loeba i Sale’a.