Sortownia #2: Deadpool się żeni, Lud goblinów, Batman: Anarky, Wojna Robinów [RECENZJA]

Bohaterami drugiego odcinka „Sortowni” są herosi w trykotach. Poniżej rozprawiam się z „Deadpool się żeni”, „Ludem goblinów” (ostatnim tomem „The Superior Spider-Man”), „Wojną Robinów” oraz „Batman – Detective Comics: Anarky”.

DEADPOOL SIĘ ŻENI
Czytając przygody Deadpoola, zawsze zastanawiam się jak to się stało, że najemnik z nawijką stał się jednym z najbardziej lubianych superbohaterów. Ze wszystkich wydanych do tej pory w naszym kraju komiksów poświęconych tej postaci, spodobał mi się tylko „Deadpool: Wyzwanie Drakuli”. Choć – jak się dowiedziałem z komentarzy czytelników – ten akurat nie mógł mi się spodobać, bo fajny był jedynie w oryginalnym wydaniu cyfrowym. Niemniej jednak, to dopiero w nim odkryłem historię na jaką Deadpool zasługuje – dowcipną, pomysłową, umiejętnie łączącą superbohaterską akcję z romantyczną komedią.

„Deadpool się żeni” kontynuuje opowieść rozpoczętą w poprzednim tomie. Niestety, tylko teoretycznie. Zakochany najemnik postanawia ożenić się z królową potworów Shiklą, którą wcześniej uratował przed zakusami Drakuli. Zgodnie z tytułem i rysunkiem na okładce, „Deadpool się żeni” powinien być opowieścią o tej ceremonii. I jest, ale tylko przez chwilę. W rzeczywistości album jest antologią kilkunastu historii, z których dwanaście poświęconych jest innym sercowym perypetiom Deadpoola, a w pozostałych najemnik stawia czoła między innymi Adolfowi Hitlerowi i szalonemu Madcapowi.

Jeśli miałbym opisać „Deadpool się żeni” jednym słowem, powiedziałbym „chaos”. Komiks wypełniony jest wydarzeniami i bohaterami do tego stopnia, że ciężko się w nich odnaleźć. Co gorsza, choć w gronie scenarzystów znaleźli się tak zasłużeni autorzy jak Mark Waid, Joe Kelly czy Jimmy Palmiotti, w albumie zabrakło historii usprawiedliwiających inwestycję w ten tytuł. Można natrafić w nim na ciekawe pomysły fabularne, ale giną one w natłoku przegadanych, przekombinowanych i na siłę dośmieszanych przeciętnych albo wręcz słabych opowieści.

THE SUPERIOR SPIDER-MAN: LUD GOBLINÓW
„The Superior Spider-Man” to jedyna obok „Thora Gromowładnego” seria z cyklu Marvel NOW, którą kolekcjonuję. Oparta na karkołomnym pomyśle polegającym na tym, że Peter Parker i Doktor Octopus zamienili się ciałami, swego czasu wywołała za oceanem sporo zamieszania. Scenariusz „odrzucił” samego Stana Lee, a co więksi fani Pajęczaka posunęli się do tego, że grozili scenarzyście Danowi Slottowi śmiercią.

Przez kilka pierwszych tomów „The Superior Spider-Man” trzymał wysoki poziom. Slott sprawnie rozwijał swoją intrygę pokazując jak Doc Ock przejmował świat Petera Parkera, podejmując decyzje i dokonując czynów, do których prawdziwy Spider-Man nigdy nie byłby zdolny. Z czasem Octopus zmienił front i zaczął walczyć o prawo i porządek na ulicach Nowego Jorku, choć robił to uciekając się do kontrowersyjnych pomysłów i rozwiązań.

Niestety, ta dobrze prowadzona opowieść w pewnym momencie zaczęła się psuć. Komiksowe kadry pękały od natłoku wydarzeń i bohaterów, ale miało się wrażenie, że Dan Slott próbuje fabularnym „zgiełkiem” zatuszować fakt, że skończyły się mu się pomysły. „Lud goblinów”, niestety, ten trend kontynuuje. Komiks jest jednym wielkim superbohaterskim „łubudubu”, które ciężko się czyta. Natłok wątków i „nieoczekiwanych zwrotów akcji” szybko stają się męczące. Do tego stopnia, że dokończenie lektury komiksu za jednym podejściem wymaga sporego samozaparcia. Jednak najsłabszym elementem „Ludu goblinów” jest finał i rozwiązanie „zagadki” zamienionych tożsamości. Oczywiście, jej rezultat był przewidywalny od samego początku, ale sposób w jaki Slott przedstawił ostateczną konfrontację Parkera i Doktora Octopusa jest zwyczajnie rozczarowujący.

BATMAN – DETECTIVE COMICS: ANARKY
To już ostatni tom serii „Batman – Detective Comics”, którą pod szyldem „Nowe DC Comics” współtworzyli m.in. Tony Daniel, John Layman, Jason Fabok a w ostatnich numerach Brian Buccellato i Francis Manapul, duet odpowiedzialny również za przygody Flasha. „Detective Comics” nigdy nie było serią wybitną. Pomyślana jako zbiór opowieści o kryminalnych zagadkach rozwiązywanych przez Batmana, miała swoje dobre chwile, ale przeważnie nie udawało jej się wzbić ponad poziom solidnego przeciętniaka. I dokładnie takim albumem jest wieńczący cykl tom „Anarky”.

W komiksie znalazły się cztery historie. Otwierający album „Terminal” (scen. Benjamin Percy, rys. John Paul Leon) opowiada o wyścigu z czasem Batmana usiłującego nie dopuścić do wybuchu epidemii, za którą odpowiedzialny jest ekologiczny terrorysta. „Anarky” (scen. Brian Buccellato i Francis Manapul, rys. Francis Manapul) traktuje o starciu Mrocznego Rycerza z przestępcą nazywającym siebie Anarky. Motywy jego działania sięgają wydarzeń z przeszłości, w które wplątany był również Szalony Kapelusznik. Tom zamykają dwie krótkie historie: „Ostateczna rozgrywka” (scen. Brian Buccellato, rys. Roge Antonio i Ronan Cliquet) opowiada o wydarzeniach dziejących się podczas masakry w Gotham rozpętanej przez Jokera (przedstawionej w tomie „Batman. Ostateczna rozgrywka” a finałowy „Koniec przyszłości: Rocznica” (scen. Brian Buccellato, rys. Scott Hepburn, Cliff Richards i Farizio Fiorentino) poświęcony jest wyjątkowej sprawie, w której Mroczny Rycerz został zmuszony do połączenia sił z Riddlerem.

„Anarky” zdecydowanie nie jest najlepszą odsłoną „Detective Comics”. Historie zebrane w albumie są bardzo nierówne, a dwie ostatnie, dodatkowo, sprawiają wrażenie upchniętych na siłę. Najlepszy ze wszystkich jest „Terminal”. Krótka, sprawnie napisana opowieść trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Naiwne fabularnie „Anarky” broni się głównie rysunkami, a „Ostateczna rozgrywka” i „Koniec przyszłości: Rocznica” są praktycznie niezapamiętywalne. Ostatni tom „Detective Comics” niczym nie zaskakuje, a dodatkowo razi logicznymi dziurami w tytułowej historii. Szkoda, bo po udanym „Ikarze” miałem nadzieję, że duet Buccellato-Manapul może jeszcze dla Batmana zrobić wiele dobrego.

WOJNA ROBINÓW
Solidna, choć nierówna, komiksowa produkcja, której akcja rozgrywa się równolegle do wydarzeń przedstawionych w tomie „Batman. Waga superciężka”. Po dramatycznym ataku Jokera na Gotham, nastolatki postanawiają same zadbać o bezpieczeństwo swoje i swoich najbliższych. Zapatrzeni w swojego idola Robina, wychodzą na ulicę, by walczyć ze złem. Spontaniczny ruch społeczny w szybkim czasie ogarnia całe miasto i staje się poważnym wyzwaniem dla policji oraz samego Batmana. Kiedy władze Gotham wydają prawo zakazujące działalności „Robinów”, do akcji wkraczają „prawdziwi” pomocnicy Batmana: Dick Grayson, Jason Todd, Tim Drake i Damian Wayne. Ich działaniom bacznie przyglądają się członkowie Trybunałów Sów.

„Wojna Robinów” jest albumem kompilacyjnym zbierającym zeszyty serii: „Red Hood/Arsenal”, „Grayson”, „Gotham Academy”, „Detective Comics”, „We are Robin”, „Robin: Son of Batman”, „Teen Titans” oraz „Robin War”. Pomysł, na którym została oparta łącząca je intryga jest niezły, ale poziom poszczególnych odcinków bywa dyskusyjny. Jak w przypadku większości tego rodzaju produkcji „Wojna Robinów” męczy mnogością rodzajów stylów i narracji. Pod komiksem podpisało się w sumie siedmiu scenarzystów i aż dwudziestu rysowników. Formalnie album bywa więc chaotyczny, a niektóre zeszyty (jak choćby historie pochodzące z „Gotham Academy” oraz „Teen Titans”) wydają się wręcz nie na miejscu.

Zatwardziali fani Batmana docenią „Wojnę Robinów” jako uzupełnienie historii przedstawionych w innych komiksach z udziałem swojego ulubionego bohatera. Dla pozostałych ten tytuł może okazać się daniem zbyt ciężkostrawnym.

Wszystkie opisane powyżej komiksy ukazały się nakładem wydawnictwa Egmont.