„Sandman. Uwertura” Gaiman i Williams III [RECENZJA]

Prawie 25 lat po premierze pierwszego zeszytu „Sandmana”, Neil Gaiman powrócił do swojej najsłynniejszej serii. Owocem tej decyzji jest „Sandman. Uwertura”, prequel komiksowego cyklu, a zarazem jeden z najpiękniejszych albumów jakie ukazały się w tym roku.

„Sandman” jest serią, która na stałe zapisała się w historii komiksu. To z jej powodu wydawnictwo DC Comics powołało do życia imprint Vertigo, pod którego szyldem ukazały się m.in. „Kaznodzieja” Gartha Ennisa i Steve’a Dillona, „100 naboi” Briana Azzarello i Eduardo Risso czy „Skalp” Jasona Aaroa i R.M. Guera’y. „Sandman” jest również jedną z pierwszych opowieści obrazkowych, które trafiły na listę bestsellerów dziennika „The New York Times”, a dwukrotny laureat nagrody Pulitzera pisarz Norman Mailer nazwał ją „komiksem dla intelektualistów”.

Bohaterem serii jest Morfeusz, włada snów, który po wielu latach spędzonych w niewoli u ludzkiego maga wraca do swojego królestwa, by ponownie objąć w nim władzę. „Uwertura” opowiada o wydarzeniach poprzedzających jego uwięzienie. O wyjątkowej misji mającej na celu uratowanie ginącego wszechświata. O rodzinnych spotkaniach, trudnych wyborach, poświęceniu oraz potędze jaka wiąże się z byciem jednym z Nieskończonych.

Ojcem sukcesu „Sandmana” jest Neil Gaiman, brytyjski pisarz, laureat nagród Hugo i Nebula, twórca powieści, opowiadań, komiksów oraz scenariuszy filmowych i serialowych. Obdarzony niezwykłą wyobraźnią autor w swoim najsłynniejszym dziele w wyjątkowy sposób połączył ze sobą odległe style i gatunki. W kadrach „Sandmana” płynnie łączą się ze sobą fantasy, dramat obyczajowy, horror, baśnie i filozoficzne rozprawy. Te wszystkie elementy odnajdziemy również w „Uwerturze”.

Choć opisywana słowem „prequel”, najnowsza historia o Sandmanie jest samodzielną opowieścią. Nie brakuje w niej, oczywiście, nawiązań do klasycznej serii. Tom kończy się w miejscu, w którym rozpoczyna się „Sandman”, a w jego kadrach pojawiają sie bohaterowie znani z „podstawki”. Jednak „Uwerturę” można spokojnie przeczytać i docenić bez znajomości wcześniejszych wydawnictw.

Neil Gaiman po raz kolejny udowodnił, że jego wyobraźnia nie zna granic. Historia przedstawiona w „Uwerturze” zachwyca rozmachem. Najnowsza przygoda Sandmana zmusza Morfeusza do podróży na kraniec wszechświata, spotkania ze swoim rodzicami oraz odwiedzenia monumentalnego miasta zamieszkałego przez… gwiazdy. Ponadto w „Uwerturze” po raz pierwszy spotykają się różne aspekty głównego bohatera, czyli różne wcielenia Sandmana, inne dla każdej z żyjących istot we wszechświecie. Komiks nawet na chwilę nie przestaje zaskakiwać. Gaiman z wirtuozerską precyzją wprowadza do gry coraz to nowych bohaterów. W wykreowanej przez niego opowieści nie ma nic przypadkowego. Decyzje jakie podejmuje Morfeusz, spotkania i rozmowy jakie odbywa, wydarzenia, których jest świadkiem – to wszystko czemuś służy i znajduje uzasadnienie w monumentalnym i zaskakującym finale.

Jednak to, co czyni „Uwerturę” dziełem prawdziwie wyjątkowym, są rysunki Jamesa H. Williamsa III. Ten amerykański artysta, trzykrotny laureat nagrody Eisnera, na kartach najnowszego „Sandmana” skutecznie udowadnia, że kadry są w komiksach niepotrzebne, a nawet je ograniczają. Przygody Morfeusza przedstawia w hipnotycznych, fantastycznie pokolorowanych przez Dave’a Stewarta (zdobywcę 9 nagród Eisnera) rysunkach zachwycających mnogością wykorzystanych w nich stylów i technik. W „Uwerturze” znajdziecie wszystko: realizm, czystą kreskę, skomplikowane kolaże, pędzel, ołówek i komputer. Jak na opowieść o Morfeuszu przystało, komiks wizualnie przywodzi na myśl monumentalny, kwestionujący logikę sen, w którym wszystko jest możliwe.

Do „Uwertury” zasiadałem pełen obaw. Bałem się, że powrót do tej klasycznej serii nie jest po tylu latach możliwy. Jednak Neil Gaiman udowodnił, że bardzo się myliłem. „Uwertura” zachwyca zarówno fabularnie jak i graficznie. To komiks, do którego będziecie wracać, bo kryje w sobie bogactwa niemożliwe do odkrycia podczas jednej lektury.

Album ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont.

.