„Relax. Antologia opowieści rysunkowych” [RECENZJA]

Premiera antologii opowieści rysunkowych pochodzących z magazynu „Relax” była jednym z najważniejszych wydarzeń tegorocznego MFKiG w Łodzi. Budziła też ogromne oczekiwania. Niestety, jej pierwszy tom pozostawił mnie z lekkim niedosytem.

Choć istniał zaledwie 5 lat i doczekał się tylko 31 numerów, „Relax” do dziś pozostaje najsłynniejszym i najbardziej opiniotwórczym polskim magazynem komiksowym. Na jego łamach publikowali najwięksi mistrzowie: Grzegorz Rosiński, Tadeusz Baranowski, Janusz Christa, Bogusław Polch czy Jerzy Wróblewski. Tam też po raz pierwszy ukazały się po polsku przygody Thorgala, dziś jednego z najpopularniejszych europejskich bohaterów komiksowych.

Nakłady pojedynczych numerów „Relaxu” dochodziły nawet do 300 000 egzemplarzy. Nie zmieniało to faktu, że każdy trzeba było „zdobyć” w kiosku. Pismo było jednak szeroko dostępne i dzięki wsparciu znajomych nie było problemu z przeczytaniem (prawie) wszystkich jego numerów. Dlatego też historie opublikowane na jego łamach są dzisiejszym 40-50 latkom (o ile w młodości interesowali się komiksem) doskonale znane.

W antologii znalazło się 13 opowiadań. Obok dłuższych, kilkuczęściowych jak „Tajemnica kipu” Elżbiety Dobrzyńskiej i Marka Szyszki, „Najdłuższej podróży” Ryszarda Siwanowicza, Andrzeja Sawickiego i Grzegorza Rosińskiego oraz „Czarnej róży” Stefana Weinfelda i Jerzego Wróblewskiego, w albumie dominują krótkie, kilkustronicowe historie. Jest wśród nich znakomite „Spotkanie” Siwanowicza i Bogusława Polcha, przygody Orient Mena Tadeusza Baranowskiego czy słynne „Bajki dla dorosłych” Janusza Christy.

Doceniam ogrom pracy jaki włożono w przygotowanie antologii, zarówno od strony prawnej jak i technicznej. Komiksowe plansze zostały cyfrowo odnowione a kolory poprawione. Każde z opublikowanych w antologii opowiadań wygląda lepiej, niż kiedy 40 lat temu prezentowano je po raz pierwszy na łamach „Relaxu”. Problem w tym, że blisko połowa z nich była i jest dostępna w innych wydaniach. I to jest, moim zdaniem, największa bolączka opisywanej antologii.

Wszystkie historie Janusza Christy zawarte w antologii zostały już przez Egmont opublikowane w albumie „Kajtek, Koko i inni”, tutaj mamy do czynienia jedynie z ich przedrukiem. Podobnie rzecz się ma z „Orient Menem”, którego relaxowe przygody także ukazały się w formie albumowej. „Najdłuższa podróż” została opublikowana w jednym z wydaniu z „Vahanarą” w 1980 roku (ale bez koloru i na żółtym papierze), a „Czarna róża” doczekała się samodzielnej publikacji w 1988 roku. Te dwa ostatnie tytuły można bez problemu kupić już za kilka złotych na serwisach aukcyjnych.

Mam świadomość, że przygotowanie takiej publikacji jak antologia „Relax” jest do pewnego stopnia ruletką, a jej ostateczny kształt efektem wielu wydawniczych kompromisów. I to zapewne z ich powodu w albumie zabrakło znakomitego „Tam, gdzie słońce zachodzi seledynowo” Stefana Weinfleda i Waldemara Andrzejewskiego, fantastycznego „Zamachu” braci Jana i Karola Saudeków albo historii narysowanych przez Szymona Kobylińskiego oraz Witolda Parzydłę, czyli takich, dzięki którym „Relax” przeszedł do historii.

Antologia opatrzona została numerem jeden, a Tomasz Kołodziejczak na konferencji w Łodzi obiecywał, że jeśli album zostanie dobrze przyjęty przez czytelników, to na pewno ukaże się jego kontynuacja. Trzymam kciuki, żeby tak się stało, bo duża część tego co w „Relaksie” było najlepsze, wciąż czeka na przypomnienie.

Lektura tysięcznego albumu komiksowego opublikowanego przez Egmont była dla mnie nostalgiczną podróżą w przeszłość. Okazją do przypomnienia sobie historii, które czytałem jako dziecko, ale które też dobrze pamiętałem, także dzięki innym wydaniom. To, oczywiście, nie zmienia faktu, że antologia „Relax” jest, dla wszystkich osób interesujących się komiksem, tytułem obowiązkowym, nawet jeśli pozbawionym niespodzianek.

.