„Red Skin 2: Jacky” [RECENZJA]

Pierwszy tom „Red Skin” Xaviera Dorisona i Terry’ego Dodsona dostarczył mi sporo zabawy. Połączenie oryginalnego pomysłu z humorem i seksowną bohaterką dało niezły efekt, zatem na kontynuację tej historii czekałem z niecierpliwością. Niestety, drugi tom nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań.

Wiera Jelnikowa jest Czerwoną Skórą. Agentką do zadań specjalnych, bojowniczką o sprawę komunizmu i tajną radziecką superbronią w walce ze światowym imperializmem. Jej bezpośrednim przełożonym jest Pierwszy Sekretarz Partii Leonid Breżniew i to na jego polecenie Wiera przyjeżdża do Ameryki by zostać… superbohaterką. Uzbrojona w sierp i młot, odziania w obcisły strój ląduje w samym środku gorącej Kalifornii i konfliktu pomiędzy rosnącą branżą porno a purytańskimi fanatykami dowodzonymi przez niezrównoważoną pastor Jacky Core. Konfliktu, w który zaangażowany jest również brutalny seryjny morderca znany jako Cieśla.

Tom pierwszy kończył się nierozstrzygniętym pojedynkiem pomiędzy Cieślą i Red Skin. Akcja kontynuacji rozpoczyna się więc od dokończenia tej walki, w wyniku której seryjny morderca zostaje uznany za martwego. Mieszkańcy Kalifornii oddychają z ulgą, ale dla Wiery prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają. Na polecenie swoich przełożonych w przeciągu zaledwie dwóch tygodni ma zostać ulubienicą Ameryki i gościem popularnego talk-show Johnny’ego Carsona. Czy jednak da się to pogodzić z karierą asystentki wpływowego producenta filmów dla dorosłych?

Bezpretensjonalnie rozrywkowy pierwszy tom „Red Skin” przekonał mnie do siebie. Opowiedziany z dystansem i humorem ujął mnie dynamiczną akcją, mnogością pomysłów oraz fantastycznymi rysunkami Terry’ego Dodsona posiadającego niebywały talent do kreślenia powabnych kobiecych kształtów. Po kontynuacji serii oczekiwałem tego samego tylko „więcej”, a, niestety, dostałem „mniej”.

W pierwszym tomie akcja gnała na łeb na szyję. Na zaledwie 50 stronach Dorisonowi udało się zmieścić radziecki wywiad, superbohaterkę, branżę porno i seryjnego mordercę. Nawet jeżeli nie wszystkie wydarzenia następowały po sobie w wyniku logicznych konsekwencji a bohaterowie nie byli przesadnie skomplikowani, to czytało się go znakomicie. Tymczasem w tomie drugim akcja radykalnie zwalnia. Niby wciąż dzieje się dużo. Wiera w stroju superbohaterki zaprowadza na porządek na ulicach a w tzw. „międzyczasie” spełnia się zawodowo przy produkcji filmów dla dorosłych, ale „Red Skin 2” ma nieprzyjemny smak odgrzewanego kotleta, w dodatku zrobionego ze starych składników.

Historia tytułowej bohaterki praktycznie nie posuwa się do przodu i kiedy dochodzimy do końca albumu, Wiera znajduje się prawie w tym samym miejscu, co na początku. Fabularnie komiks kręci się w kółko, w dodatku scenariuszowo bazuje na pomysłach znanych już z tomu pierwszego. Nie tego oczekiwałem. Absurdalny koncept na jakim opiera się intryga „Red Skin”, daje olbrzymie możliwości stworzenia wybuchowej, seksownej oraz zabawnej opowieści i nie rozumiem dlaczego Dorison ich nie wykorzystuje. Jest w tym albumie jedna fajna scena, w której Wiera – chcąc poznać tajniki superbohaterskiego „fachu” – odwiedza lokalny sklep komiksowy i wdaje w przezabawną dyskusję z jego pracownikami. Ten jednostronicowy epizod pokazuje czym „Red Skin” mogłoby być, a, niestety, nie jest.

Graficznie seria nie rozczarowuje. Terry Dodson jest rysownikiem, którego nie wszyscy tolerują, ale mnie jego kreska odpowiada. Stworzona przez niego zmysłowa a jednocześnie urocza postać Wiery jest największym atutem „Red Skin”.

Liczyłem na więcej. Historia Czerwonej Skóry nie jest jednak jeszcze zakończona. Mam cichą nadzieję, że „Red Skin 2” to „cisza przed burzą” i kolejny tom serii dorówna pierwszemu.

Seria „Red Skin” ukazuje się nakładem wydawnictwa Scream Comics.

.