„Ranx” Tamburini i Liberatore [RECENZJA]

Ranx, jeden z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów włoskiego komiksu, doczekał się zbiorczego wydania swoich przygód. Bezkompromisowy, brutalny i szokujący nie oparł się próbie czasu, choć wciąż zasługuje na uwagę.

Akcja serii stworzonej przez scenarzystę Stefano Tamburiniego i rysownika Tanino Liberatore rozgrywa się w futurystycznym świecie, w którym seks, narkotyki i przemoc są na porządku dziennym. Tytułowy Ranx jest pełnym agresji androidem beznadziejnie zakochanym w nieletniej Lubnie. Jego poświęcenie dla dziewczyny staje się przyczyną licznych kłopotów, w których krew leje się szerokimi strugami, a trupy ścielą się gęsto i widowiskowo.

Swoje imię główny bohater zawdzięcza firmie Rank Xerox, producentowi kserokopiarek, z których, jak dowiadujemy się z otwierającej album historii „Korzenie”, został zbudowany. Pierwotnie android nazywał się identycznie jak amerykańska korporacja, ale po protestach z jej strony przemianowano go na RanXerox, a w zagranicznych tłumaczeniach na Ranx.

Zbiorcze wydanie komiksu podzielone jest na 6 części. Wspomniane wcześniej „Korzenie” to zbiór krótkich historii opublikowanych przez Tamburiniego i Liberatore w magazynach „Cannibale” oraz „Frigidaire”. Następne w kolejności „Ranx w Nowym Jorku” (wydany nielegalnie w Polssce w 1994 roku), „Wszystkiego najlepszego, Lubna!”, „Be-Bop Lubny” oraz „I, Me, Mine Incorporated” to pełnoprawne albumy komiksowe stworzone przez obu artystów. Tom zamykają historie stworzone po śmierci Tamburiniego: „Amen” do scenariusza Alaina Chabata oraz krótka nowela „Ach, Robocie” napisana przez Jean-Luca Fromentala.

Czytając „Ranxa” trzeba pamiętać, że jest on dzieckiem swoich czasów. Lata 70. we Włoszech były wyjątkowo burzliwe. Czerwone Brygady terroryzowały kraj, w siłę rosły organizacje neofaszystowskiego, a w 1978 roku zamordowano byłego premiera kraju Aldo Moro. Pogłębiająca się recesja gospodarcza i afery korupcyjne sprawiły, że ulice włoskich miast były miejscem licznych manifestacji oraz brutalnych starć z policją. Echa tych wydarzeń pobrzmiewają w każdym kadrze „oryginalnego” (czyli tworzonego przez Tamburiniego i Liberatore) komiksu. Świat Ranxa to ucieleśnienie anarchii. Na ulicach panuje chaos, zabójstwa w biały dzień nikogo nie dziwią, a narkotyki są wszechobecne. Dominuje bieda, choć nie brakuje bogaczy mogących pozwolić sobie na najbardziej wyszukane i ekscentryczne zachcianki. Wizja ta nie jest dziś już specjalnie oryginalna, ale wciąż szokuje bezkompromisowością, a w szczególności realistycznym i brutalnym scenom przemocy oraz pornograficznym kadrom balansującym na krawędzi legalności (ostrzeżenie „Tylko dla dorosłych” na okładce albumu nie jest bezpodstawne).

Choć w scenariuszach Tamburiniego nie brakuje oryginalnych pomysłów oraz ironicznego humoru, fabularnie „Ranx” jest dziełem nużącym a przeczytanie zbiorczego wydania za jednym podejście jest zwyczajnie trudne. Napisane przez niego przygody androida to nieustający ciąg przemocy i okrucieństwa, który co wrażliwych czytelników może zwyczajnie zniechęcić do dalszej lektury. Tym bardziej, że z nihilistyczną wizją przyszłości w komiksie znacznie lepiej zmierzyli się Frank Miller i Geof Darrow w „Hard Boiled” czy Warren Ellis i Darrick Robertson w znakomitej serii „Transmetropolitan”.

Fabularne braki „Ranxa” z nawiązką rekompensują rysunki Liberatore. Ultrarealistyczne i znakomicie pokolorowane budzą podziw dla umiejętności rysownika, który tworzył je w czasach, kiedy komiksy powstawały bez pomocy komputerowych programów. Legenda głosi, że soczyste kolory seria zawdzięcza temu, że do ich nakładania Libeartore używał nawet szminek.

Intelektualnie „Ranx” dziś nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś. Choć nadal szokuje, to już głównie ultrarealistycznym przedstawieniem przemocy oraz rysunkowej pornografii. Nadal jednak robi wrażenie fantastycznymi rysunkami Tanino Liberatore. Jedyne czego mi brakuje w zbiorczym wydaniu serii, to krytycznego opracowania wyjaśniającego w jakich czasach powstał komiks oraz czym „Ranx” zasłużył na swoje miejsce w historii, dzięki czemu czytelnicy mogliby spojrzeć na dzieło Tamburiniego i Liberatore z szerszej perspektywy.

Album ukazał się nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu.

.