„Nasz przyjaciel szatan” [RECENZJA]

„Nasz przyjaciel szatan”, jedyny polski komiks ufundowany na Kickstarterze, opowiada o procesie sądowym, którego inicjatorem i gwiazdą jest władca piekła. Dowcipny, choć niespecjalnie odkrywczy, wyróżnia się znakomitymi rysunkami i powinien spodobać się szerokiemu gronu odbiorców.

Przywołanie szatana przez grupę wyznawców czarnej magii okazuje się brzemienne w skutkach. Kiedy od swych wyznawców władca piekła dowiaduje się, że nie jest dla nich zbyt straszny, popada w depresję. Po krótkim okresie alkoholowego otępienia postanawia wziąć się w garść i zawalczyć o godność i dobre imię… przed sądem. Oskarża Kościół Katolicki o to, że ten swoimi działaniami zszargał mu opinię. Proces, co zrozumiałe, spotyka się z olbrzymim zainteresowaniem mediów.

Historia niefortunnych zmagań władcy piekła z systemem prawnym narodziła się jako pomysł na film. Powstał scenariusz, znalazła się grupa ludzi gotowa przenieść go na ekran, ale − jak to często bywa − zabrakło pieniędzy. Wtedy do projektu dołączyli Michał Murawski oraz Łukasz Lalko. Początkowo mieli jedynie stworzyć grafiki koncepcyjne mające pomóc w zdobyciu finansowania na realizację filmu. Jednak efekty ich pracy okazały się tak dobre, że pomysłodawca projektu Dominik L. Marzec podjął decyzję, by „Naszego przyjaciela szatana” przerobić na komiks. Pomysł został zaprezentowany na Kickstarterze, gdzie przez miesiąc zebrał ponad 10 000 funtów (celem było 4500 funtów).

Idea, na której opiera się „Nasz przyjaciel szatan” przypomina komiks „Bóg we własnej osobie” opowiadający o procesie sądowym, w którym oskarżonym był Pan Wszechrzeczy. Autor albumu, Francuz Marc-Antoine Mathieu wykorzystał ten koncept do stworzenia przewrotnej opowieści o Bogu, ale przede wszystkim o ludziach. Jego dzieło było z jednej strony filozoficznym dyskursem, z drugiej zaś zjadliwą satyrą na ludzką małostkowość, cynizm, wszechobecny konsumpcjonizm i prymitywne media. „Bóg we własnej osobie” bawił, ale przede wszystkim skłaniał czytelników do refleksji.

Dominik L. Marzec, autor scenariusza do „Naszego przyjaciela szatana”, nie miał takich ambicji jak Marc-Antoine Mathieu. Jego komiks jest przede wszystkim rozrywkową opowieścią wypełnioną dynamiczną akcją i humorem. Scenariusz obfituje w wydarzenia, w których nie brakuje buntu samobieżnych odkurzaczy (!), wielkiego mecha, Watykanu w kosmosie, a nawet Adolfa Hitlera. Sporo w nim cytatów z Monty Pythona, zabaw konwencją oraz intertekstualnych żartów, choć nie brakuje też tzw. „sucharów”. Satyrycznie „Nasz przyjaciel szatana” nie zaskakuje niczym nowym. Skojarzenia scenarzysty są oczywiste i przewidywalne: Kościół jest bogaty i pazerny, w piekle można się nieźle zabawić, a Bóg jest niezłym krętaczem. Autorzy albumu nie mieli jednak ambicji tworzenia filozoficznej rozprawy. Ich komiks to czysta, pełna absurdalnych pomysłów rozrywka i jako taki sprawdza się doskonale.

Za rysunki w komiksie odpowiedzialni są Michał Murawski oraz Łukasz Lalko. Warto te nazwiska zapamiętać, bowiem na pewno usłyszymy o nich jeszcze nieraz. Perypetie szatana przedstawili w wyrazistych, wypełnionych żywymi kolorami kadrach. Ich rysunki są dynamiczne, szczegółowe a przy tym niepozbawione satyrycznego zacięcia. I to one w dużej mierze czynią z „Naszego przyjaciela szatana” komiks zapadający w pamięć.

Album „Nasz przyjaciel szatan” ukazał się nakładem wydawnictwa Timof Comics.

.