„Niesłychane losy Ivana Kotowicza: Zamek rybiej dynastii” [RECENZJA]

Ufundowane dzięki internetowej zbiórce „Niesłychane losy Ivana Kotowicza” przebojem wdarły się na nasz rynek zdobywając w 2015 roku nagrodę Komiksusa dla najlepszego polskiego komiksu. Jego kontynuacja na dniach trafi na sklepowe półki.

Pierwszy tom serii opowiadał o przygodach tytułowego Ivana Kotowicza, kota urodzonego na początku XX wieku na rosyjskiej wsi. Wspólna podróż z ojcem staje się dla niego początkiem wielkiej przygody. Wciągnięty w tryby wielkiej historii jest świadkiem krwawej walki o uczynienie z Rosji komunistycznego raju, w czym kluczową rolę odgrywa tajemnicza substancja o nazwie Stalinium.

Akcja „Zamku rybiej dynastii” rozpoczyna się kilka lat po wydarzeniach przedstawionych w tomie pierwszym. Rewolucja komunistyczna wciąż trwa, ale jest w odwrocie. Wystawieni na długotrwałe działanie Stalinium ludzie zmieniają się w żądne krwi potwory, a prawie wszystkie miejscowości, gdzie udało się wprowadzić nowy ład, zostają zniszczone. W celu rozwiązania tego problemu, zostaje stworzony oddział do zadań specjalnych, którego członkami zostają Ivan oraz jego przyjaciel Swinojew.

W przeciwieństwie do części pierwszej, przy której niektórzy recenzenci narzekali na nieśpieszne i rozbudowane wprowadzenie do komiksowego świata, „Zamek rybiej dynastii” od pierwszych stron wciąga czytelników w wir dynamicznych wydarzeń. To rasowy przygodowy komiks akcji, w którym pościgi, strzelaniny i walki z przeciwnikami (niekiedy przypominające starcia z hordami zombie) są na pierwszym miejscu.

W kadrach „Niesłychanych losów Ivana Kotowicza” ponownie spotykają się ludzie i antropomorficzne zwierzęta. Kajetan Kusina sprawnie łączy w scenariuszu rozrywkową fabułę spod znaku „kina nowej przygody” z humorem, horrorem i popkulturowymi cytatami. Te ostatnie obecne są nie tylko w dialogach, ale również, a może przede wszystkim, w rysunkach, w których uważni czytelnicy bez problemu wyłapią nawiązania do „Batmana”, serii „X-Men” czy filmu „Matrix”.

„Zamek rybiej dynastii” czyta się szybko i z zainteresowaniem, ale finał komiksu rozczarowuje. Nie dość, że nie wyjaśnia właściwie żadnej z zagadek stawianych przez fabułę, to jeszcze dokłada do nich masę nowych. I na pewno wielu z Was po dojściu do ostatniej strony komiksu zada sobie pytanie „to już koniec???”. Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że na premierę kolejnego tomu „Niesłychanych losów” przyjdzie nam czekać zapewne rok, jest to sytuacja co najmniej irytująca.

Za stronę graficzną komiksu odpowiada ponownie Michał Ambrzykowski. I po raz kolejny jego rysunki są atutem albumu. Inspirowane twórczością Mike’a Mignoli kadry zwracają na siebie uwagę umiejętnym oddaniem emocji bohaterów, filmową narracją oraz wiernością w odwzorowaniu historycznych oraz architektonicznych realiów.

Drugi tom „Niesłychanych losów Ivana Kotowicza” zdecydowanie zasługuje na uwagę. Finał albumu nie do końca spełnia pokładane w nim nadzieje, ale „Zamek rybiej dynastii” broni się sprawnie poprowadzoną intrygą, ciekawymi bohaterami oraz fantastycznymi rysunkami. Mam nadzieję, że premiera kolejnego tomu już niebawem, bo to ten rozbudził mój apetyt na więcej.

Komiks „Niesłychane losy Ivana Kotowicza: Zamek rybiej dynastii” ukazał się nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu.

.