„Mighty Samson” postapokaliptyczny superbohater

Jeśli miałbym wskazać komiksy, które sprawiły, że obrazkowe historie stały się moją pasją, obok „Tytusa, Romka i A’Tomka” na tej liście znalazłby się „Mighty Samson”. Ta zapomniana dziś seria zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, że choć od naszego pierwszego „spotkania” minęło ponad 35 lat, wciąż pamiętam pochodzące z niej kadry i emocje jakie mi towarzyszyły ich oglądaniu. Zapraszam Was na spotkanie z Samsonem, superbohaterem ze świata po nuklearnej zagładzie.

Na zeszyty „Mighty Samsona” natknąłem się na strychu moich dziadków. Leżały na kupie razem z „Magnus. Robot Fighter” oraz „Turok. Son of Stone”. Skąd się tam wzięły? Nie mam pojęcia. Tym bardziej, że nie były po angielsku tylko po szwedzku, a w mojej rodzinie nikt tego języka nie zna. Babcia twierdzi, że dziadek, który pracował jako poligraf w warszawskim Domu Słowa Polskiego, mógł je przynieść z pracy, bowiem drukarnia wykonywała zamówienia również dla klientów zagranicznych. Jednak moja mama uważa, że komiksy przywiózł jej brat marynarz z jednego ze swoich rejsów. Nigdy się już nie dowiem jak było naprawdę. Bardzo się jednak cieszę, że „Mighty Samson” trafił na ten strych, bo mogłem go poznać będąc w wieku, kiedy takie historie docenia się najbardziej.

Akcja serii rozgrywa się w dalekiej przyszłości, kilkaset lat po wojnie nuklearnej, która zniszczyła ludzką cywilizację i dała początek drugiej epoce kamienia. Ziemię zamieszkują zmutowane stwory, dżungle porastają olbrzymie niegdyś metropolie, a wszędzie widać pozostałości po dawnej cywilizacji, z których jednak współcześni ludzie nie potrafią korzystać. W takim świecie żyje tytułowy Samson. Obdarzony nadnaturalną siłą olbrzym, której źródło tkwi (a jakże) w atomowej mutacji, wspólnie z naukowcem Mindorem i jego piękną córką Sharimaine walczą o przetrwanie i lepszą przyszłość dla ludzkości.

« 1 z 4 »

„Mighty Samson” narodził się w 1964 roku w głowach scenarzysty Ottona Bindera i rysownika Franka Thorne’a. Pierwszy z nich to legenda. Twórca postaci Bizarro i Brainiaca przez 12 lat pisał scenariusze „Captain Marvel”, w dużym stopniu tworząc uniwersum tej serii. Z kolei Frank Thorne najbardziej znany jest jako autor komiksów z cyklu „Red Sonja”, ale w swojej karierze rysował również takie serie jak „Flash Gordon” i „The Green Hornet”. Polscy czytelnicy mogą go znać z wydanej u nas przed laty w klubowym obiegu „Ghity z Alizarru”.

„Mighty Samson” ukazywał się w latach 1964-1969 nakładem wydawnictwa Gold Key Comics. Po publikacji 20 zeszytu seria została zawieszona. Powróciła w 1972 roku na fali popularności komiksowych przygód bohaterów serialu „Star Trek”, również wydawanych przez Gold Key Comics. Nowe odcinki nie były już jednak tworzone przez Bindera i Thorne’a, ale przez innych artystów, m.in. przez Jose Delbo i Jacka Abela. Do 1976 roku ukazało się kolejnych 11 zeszytów (z których pierwsze dwa były wznowieniami odcinków #7 i #2). Ostatni zeszyt opatrzony numerem 32 trafił na rynek niespodziewanie w 1982 roku, ale znalazła się w nim historia opublikowana pierwotnie w zeszycie #3 z okładką pochodzącą z zeszytu #4 (!).

Fabularnie „Mighty Samson” jest rozwinięciem pomysłu jaki Otto Binder przedstawił w napisanej wspólnie z bratem Earlem powieści „Lords of Creation” publikowanej w odcinkach na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego wieku w magazynie „Argosy”. Jej bohaterem był niejaki Homer Ellory, który po 3000 lat spędzonych w śpiączce budzi się w roku 5000 odkrywając, że ludzka cywilizacja zamiast ewoluować w stronę ideału cofnęła się w rozwoju do czasów barbarzyńskich. W komiksowej serii spotykamy podobną rzeczywistość. N’Yark, miasto, w którym rozgrywa się większość akcji komiksu, zamieszkałe jest przez plemiona żyjące w większości jak ich prehistoryczni przodkowie codziennie walcząc o przetrwanie nie z groźnymi potworami, ale również członkami wrogich grup.

Wizja Bindera i Thorne’a nie jest specjalnie oryginalna, ale zachwyca swobodą i kreatywnością z jaką autorzy podeszli do tematu. Samson jest postapokaliptycznym superbohaterem, skrzyżowaniem Tarzana z Conanem Barbarzyńcą i Supermanem. Jest nadludzko silny, ale potrafi również biegać z nieprawdopodobną szybkością, wstrzymać oddech pięć razy dłużej niż przeciętny człowiek, no i potrafi dać w mordę jak mało kto. Swoje „supermoce” zawdzięcza radioaktywnej mutacji, która w interpretacji Bindera i Thorne’a jawi się prawie jak magia usprawiedliwiająca nawet najbardziej szalone pomysły. Sześcioramienne małpy z rogami, pająkozaury (gigantyczne pająki z głowami dinozaurów), potężne niedźwiedziolwy i oktozaury (skrzyżowanie dinozaura z ośmiornicą), potwory obdarzone mocą hipnozy albo zamrażania przeciwników, a nawet telepatyczne głazy (!) to zaledwie kilka przykładów z dziesiątków mutantów wymyślonych przez autorów na potrzeby komiksu.

W fabule serii „Mighty Samson” splatają się wszystkie lęki i nadzieje, jakie pół wieku temu budziła energia atomowa. Z jednej strony to potężna moc będąca w stanie zniszczyć świat i zaludnić go najdziwaczniejszymi monstrami. Z drugiej jednak, to źródło niewyczerpanej energii, dzięki któremu kilkaset lat po wielkiej wojnie wciąż funkcjonują niektóre urządzenia zapewniając przetrwanie ocalałym.

„Mighty Samson” jest naiwny, ale jest też serią bardzo dowcipną, tętniącą kreatywną energią i mimo upływu lat wciąż oddziałującą na wyobraźnię. A przynajmniej pierwszych 20 jej zeszytów. Odcinki stworzone już bez udziału Bindera i Thorne’a są znacznie słabsze. Kolejni autorzy dyskontowali już głównie pomysły swoich poprzedników, choć zdarzały im się absurdalnie urocze kreacje jak niewidzialne mrówki czy latające żarłacze.

Kolejną rzeczą, która sprawia, że „Mighty Samson” wciąż zasługuje na uwagę są okładki autorstwa Morrisa Golluba. Ten zapomniany już artysta w swojej karierze pracował przy filmie „Bambi” oraz popularnych serialach „Flinstonowie” i „Smurfy”. Przez lata tworzył również okładki komiksów wydawnictwa Gold Key Comics: „Mighty Samson”, „Turok. Son of Stone” czy „Korak. Son of Tarzan” jak również dla publikowanych przez Dell Comics „Tarzana” i „Księgi dżungli”. Jego malowane plansze do dziś robią niesamowite wrażenie zachwycając realizmem i bogactwem detali.

Wydawnictwo Gold Key Comics zniknęło z rynku w 1984 roku. Kilka lat później oficyna Valiant Comics przejęła prawa do kilku należących do niego postaci: Turoka, Doktora Solara i Magnusa Pogromcy Robotów, którzy na początku lat 90. zostali wykorzystani do stworzenia komiksowego uniwersum Valiant Comics. Niestety, Samsona wśród nich zabrakło. Postapokaliptyczny superbohater na swój powrót musiał poczekać aż do 2010 roku, kiedy zainteresowało się nim wydawnictwo Dark Horse.

W tym roku oficyna zdecydowała się na reaktywację serii. Nowe przygody Samsona powstały pod okiem Jamesa Shootera, byłego redaktora naczelnego Marvela oraz rysownika Paricka Olliffe’a. Niestety, ich dzieło doczekało się zaledwie czterech zeszytów, po których projekt skasowano. Shooter i Olliffe zamienili opowieść o Samsonie w klasyczne i schematyczne heroic fantasy (z tragicznymi dialogami), w którym fakt osadzenia akcji historii w postapokaliptycznym świecie nie miał już żadnego znaczenia.

« 1 z 2 »

W 2010 roku Dark Horse rozpoczęło również publikację zbiorczej edycji serii „Mighty Samson”. Wszystkie zeszyty cyklu zostały po raz pierwszy zebrane w czterech twardookładkowych tomach. Inicjatywa ta nie spotkała się jednak z dużym zainteresowaniem czytelników ze względu na absurdalną cenę. Pojedynczy album wydawca wycenił na blisko 50 dolarów (za 200 stron komiksu)!

„Mighty Samson” dziś pozostaje tytułem znanym tylko nielicznym. A szkoda, bo seria wywarła znaczący wpływ na innych twórców. Inspiracje dziełem Otto Bindera i Franka Thorne’a można bez problemu dostrzec w animowanym serialu „Thundarr the Barbarian” (1980-1982), komiksowej serii „Kamandi: The Last Boy on Earth” (1972-1978), powieści „Świt 2250” Andre Norton a nawet serii gier wideo „Fallout”. Komiks nie oparł się próbie czasu i dziś przeczytanie całej serii wymaga odrobiny samozaparcia, ale wciąż potrafi uwieść karkołomnymi pomysłami podszytymi absurdalnym humorem.

.