„Liga Sprawiedliwości: Wojna Darkseida” [RECENZJA]

„Wojna Darkseida” kończy serię przygód Ligi Sprawiedliwości pisaną przez Geoffa Johnsa i przygotowuje grunt pod „Odrodzenie”, nową erę w historii uniwersum DC.

Wydawało się, że starcie z Syndykatem Zbrodni było największym wyzwaniem z jakim zmierzyć musiała się Liga Sprawiedliwości. Okazuje się jednak, że nie na długo. Kiedy Ziemia staje się polem bitwy pomiędzy Darkseidem a Antymonitorem, losy świata i samych członków Ligi ponownie zostają zagrożone. W konsekwencji walki pomiędzy potężnymi przeciwnikami Superman, Batman, Flash, Shazam, Green Lantern i Lex Luthor stają się Nowymi Bogami. Obdarzeni mocą większą niż kiedykolwiek wcześniej, sami stają się zagrożeniem, które powstrzymać może jedynie Wonder Woman.

Nie jestem wielkim fanem „Ligi Sprawiedliwości” w interpretacji Geoffa Johnsa, który przesadę i tanie efekciarstwo stawia wyżej niż logikę i fabularną konsekwencję. „Wojna Darkseida” jednak mnie zaskoczyła, bowiem ze swoich słabości Geoff Johns uczynił w tym komiksie atut. Dwutomowa opowieść to jedna wielka superbohaterska nawalanka, w której wydarzenia następują po sobie w niesamowitym tempie. Każdy walczy z każdym, przyjaciele stają się wrogami, a supermoce wylewają się z komiksowych kadrów. Na blisko 400 stronach komiksu dzieje się więcej niż innych seriach przez cały rok, a od ilości bohaterów może się zakręcić w głowie.

Ten natłok postaci i wydarzeń sprawia, że „Wojnę Darkseida” czyta się zaskakująco nieźle. Aczkolwiek głównie dlatego, że kondensacją zdarzeń i bohaterów Johns maskuje nielogiczności, których komiksie jest bez liku. Wiele wątków pozostaje nierozwiązanych, inne pojawiają się w scenariuszu bez żadnych konsekwencji, a niektóre sprawiają wrażenie upchniętych na siłę. Analizując fabułę „Wojny Darkseida” na chłodno można się złapać za głowę. Jednak, jak pisałem wcześniej, akcja gna do przodu w takim tempie a bohaterowie przelatują przed oczami tak szybko, że większość czytelników na te fabularne niedociągnięcia nie zwróci uwagi. Tym bardziej, że rysunki Jasona Faboka i Francisa Manapula autentycznie robią wrażenie. W „Wojnie Darkseida” obaj rysownicy dokonują w komiksowych kadrach cudów zarówno w przedstawianiu superbohaterskich pojedynków jak i scenografii.

„Wojna Darkseida” to ostatnie dwa tomy przygód Ligi Sprawiedliwości spod znaku New 52 i jedna z najbardziej spektakularnych superbohaterskich nawalanek jakie kiedykolwiek miały miejsce w uniwersum DC Comics. Narracyjny chaos i niekonsekwencje wynagradzają efektowne rysunki, a całość z pewnością docenią miłośnicy peleryn i masek. Choć prędzej ci młodsi niż starsi.

Seria „Liga Sprawiedliwości” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont.