„Hrabstwo Harrow. Niezliczone duchy” Bunn i Crook [RECENZJA]

Nie traktuję komiksowych horrorów poważnie. Lubię je, niektóre nawet bardzo, ale czytając je prawie nigdy się nie boję. Do niedawna żyłem w przekonaniu, że „Locke & Key” jest jedyną serią zdolną wywołać u mnie dreszcz grozy. Potem jednak wpadł mi w ręce pierwszy tom „Hrabstwa Harrow”. I już tak nie uważam.

Akcja komiksowej serii przenosi czytelników do Północnej Karoliny lat 30. ubiegłego wieku. Jej główna bohaterka, Emma, mieszka z ojcem w domu pod lasem kryjącym – jak się niebawem okaże – niejedną tajemnicę. W przededniu swoich 18. urodzin dziewczyna odkrywa przerażającą prawdę o swoim pochodzeniu, a wraz z nią zaczyna dostrzegać magiczny i mroczny świat duchów, zjaw i upiorów. Kiedy jej życie znajduje się w niebezpieczeństwie, pomóc jej mogą tylko ci, o których istnieniu do niedawna w ogóle nie miała pojęcia.

Cullen Bunn, scenarzysta znany polskim czytelnikom z serii „Szósty rewolwer”, przez wielu krytyków uznawany jest za mistrza komiksowego horroru. Opinię tę zawdzięcza w dużym stopniu sukcesowi jaki odniosła seria „Hrabstwo Harrow”, której pierwszy zeszyt, wydany w maju ubiegłego roku, sprzedał się tak dobrze, że trzeba było dodruków by zaspokoić apetyty wszystkich zainteresowanych. W liczącym sobie już kilkanaście odcinków cyklu, Bunn przenosi czytelników do świata dobrze mu znanego i bardzo osobistego. Wychowany na amerykańskiej prowincji dorastał wysłuchując dziesiątek historii o czarownicach, duchach oraz goblinach mieszkających w lesie i stamtąd przyglądającym się ludziom. W „Hrabstwie Harrow” scenarzysta odtworzył – jak przyznaje w wywiadach – swoje wspomnienia z dzieciństwa uzupełniając je o fantastyczną historię, której korzenie tkwią w amerykańskim folklorze. W komiksowych kadrach spotykają się czarownice, duchy zmarłych pochowanych na zapomnianych cmentarzach i demony. Największym atutem serii nie jest jednak jej bestiariusz, ale wyjątkowy, gotycki klimat.

Tytułowe hrabstwo to miejsce pełne tajemnic, grozy i skrywanych przez mieszkańców sekretów. Miejsce, w którym rzeczywiste spotyka się z nierzeczywistym, a wszyscy przyjmują to jako coś normalnego. Cullen Bunn wykreował świat spod znaku „magicznego realizmu”, gdzie pobrzmiewają echa twórczości takich mistrzów jak William Faulkner, John Steinbeck czy Howard Phillips Lovecraft. Choć w pierwszym tomie „Hrabstwa Harrow” wiele się dzieje, akcja komiksu nie pędzi jak szalona. Bunn powoli odsłania kolejne elementy wymyślonej przez siebie fabularnej układanki dając czytelnikom dość czasu na zapoznanie się z bohaterami i tytułowym hrabstwem.

Tym, czym seria w pierwszej kolejności zwraca na siebie uwagę są rysunki Tylera Crooka, amerykańskiego artysty, który z Cullenem Bunnem współpracował już przy wspomnianym wcześniej „Szóstym rewolwerze”. Historię Emmy przedstawił w pełnych rozmachu i bogatych w detale kadrach. Każdy rysunek Crook najpierw szkicuje za pomocą ołówka, później pokrywa go tuszem, a na końcu koloruje akwarelami. Przygotowanie pojedynczej planszy zajmuje mu około dwóch dni pracy (na wideo poniżej możecie zobaczyć ten proces). Połączenie wyrazistej kreski z rozmytymi barwami daje mroczne, a jednocześnie intrygujące kadry przykuwające uwagę czytelnika równie mocno jak pełna niespodzianek fabuła.

Pierwszy tom zbiorczego wydania serii zatytułowany „Niezliczone duchy”, to udane wprowadzenie do nowego cyklu. Jeśli kolejnym zeszytom uda się zachować poziom pierwszych, to „Harrow County” ma szansę stać się jednym z moich ulubionych komiksów. Potencjał cyklu już dostrzegli producenci telewizyjni. Wytwórnia NBC Universal we współpracy z wydawnictwem Dark Horse pracuje właśnie nad serialem na podstawie „Harrow County”. Efekty ich wysiłków nie są jednak jeszcze znane.

Seria „Hrabstwo Harrow” ukazuje się nakładem wydawnictwa Mucha Comics.

.