„Doktor Strange. Początki i zakończenia” Straczynski, Barnes i Peterson [RECENZJA]

Choć Doktor Strange liczy sobie już ponad 50 lat i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych w uniwersum Marvela, polscy czytelnicy nie mieli zbyt wielu okazji by zapoznać się z jego komiksowymi przygodami. Dopiero w ramach kolekcji Hachette ukazały się dwa poświęcone mu albumy „Przysięga” oraz „Bezimienna kraina poza czasem”. Teraz dołączył do nich tom zatytułowany „Początki i zakończenia” otwierający jednocześnie nową serię Egmontu poświęconą klasycznym komiksom Marvela.

Stephen Strange jest błyskotliwym studentem medycyny, który po zakończeniu nauki robi błyskawiczną karierę jako chirurg plastyczny. W ciągu zaledwie trzech lat wyrasta na najpopularniejszego i najbogatszego lekarza w swoim fachu. Jednak szczęście nie trwa długo. Podczas wypadku na nartach zostaje poważnie ranny, a jego dłonie uszkodzone w nieodwracalny sposób. Lekarze są zgodni, Strange już nigdy nie weźmie skalpela do ręki. Ten jednak nie zamierza się poddawać. Cały swój majątek przeznacza na konsultacje i badania u coraz to innych specjalistów. Aż wreszcie zostaje z niczym. Wtedy w jego życiu pojawia się tajemniczy mężczyzna z przeszłości, a Strange dowiaduje się, że świat nie wygląda tak, jak mu się do tej pory wydawało.

„Początki i zakończenia” to nowa wersja opowieści o „narodzinach” Strange’a oraz okolicznościach w jaki cyniczny lekarz stał się potężnym magiem. Nowa, bowiem zmieniona w stosunku do oryginalnej, aczkolwiek w duchu prawie, że identyczna. Jednym z jej autorów jest J. Michael Straczynski, artysta wszechstronny mający na swoim koncie seriale („Babilon 5”, „Jeremiah”), filmy fabularne („Oszukana”) oraz wiele znakomitych komików: serię „Rising Stars”, przygody Spider-Mana oraz moją ulubioną miniserię „Plemię cienia”.

W „Początkach i zakończeniach” Straczynski wspólnie ze wspierającą go Samm Barnes nie dokonują żadnej rewolucji. Ich opowieść o narodzinach superbohatera, to klasyczna historia upadku i odrodzenia. Młody i zadufany człowiek odnosi sukces, którego ceną jest utrata ideałów w jakie wierzył w młodości. Zostaje za to okrutnie ukarany. Traci wszystko, ale znajduje w sobie siłę by stanąć na nogi i walczyć o daleko ważniejszą sprawę. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, bowiem kino i literatura znają podobnych historii tysiące. Trzeba jednak przyznać, że Straczynski i Barnes snują swoją opowieść niezwykle sprawnie. Postaci oraz konflikty są dobrze zarysowane, akcja szybko mknie do przodu i nie brakuje w niej fabularnych niespodzianek. Nie jest to arcydzieło, ale bardzo solidna produkcja superbohaterska zgodna z wszelkimi regułami gatunku.

Za stronę graficzną albumu odpowiedzialny jest Brandon Peterson, jeden ze współtwórców „Ery Ultrona”. Jego rysunki, podobnie jak scenariusz, są solidne i typowe dla komiksów spod znaku „trykotów”: realistyczne, dynamiczne i efekciarskie.

„Początki i zakończenia” są pierwszym albumem wydanym w nowej serii Egmontu, w której ukazywać mają się klasyczne historie komiksowe wydawnictwa Marvel. Jeśli spodziewaliście się cyklu analogicznego do DC Deluxe, możecie się poczuć rozczarowani. Album ma mniejszy format i nie ma w nim żadnych dodatków.

.