„Deadpool: Wyzwanie Draculi” [RECENZJA]

„Hajp” na Deadpoola do niedawna pozostawiał mnie całkowicie obojętnym. Owszem, czytałem przygody najemnika z nawijką, ale lektura każdego kolejnego tomu jedynie potęgowała moje wątpliwości, co do zasadności zachwytów nad tą postacią. Dopiero spotkanie z komiksem „Deadpool: Wyzwanie Draculi” sprawiło, że zmieniłem zdanie.

W najnowszym tomie swoich przygód Deadpool otrzymuje zlecenie od samego Draculi. Władca wampirów chcąc zakończyć trwającą od wieków wojnę pomiędzy krwiopijcami i potworami, postanawia poślubić Shiklę, królową tych drugich. Zadanie jej odnalezienia i sprowadzenia na ceremonię powierza Deadpoolowi. Wygadany najemnik dziarsko zabiera się do pracy, ale wkrótce okazuje się, że plan Draculi nie wszystkim się podoba. Na drodze bohatera pojawiają się liczni wrogowie z nieustraszonym Bladem – łowcą wampirów na czele. Deadpool stawia czoła przeciwnikom, by wkrótce odkryć, że narzeczona Draculi nie jest mu obojętna.

„Wyzwanie Draculi” to już piąty tom przygód najemnika z nawijką napisany przez Briana Posehna i Gerry’ego Duggana, ale pierwszy będący dokładnie tym, czego po tej serii zawsze oczekiwałem. Najnowsza odsłona perypetii Deadpoola to blisko 200 stron wypełnionych dynamiczną i przesadzoną akcją, solidnymi (jak na Marvela) dialogami oraz dziesiątkami naprawdę niezłych i zabawnych pomysłów. Przy okazji, jest to również urocza historia miłosna.

Tak jest. Posehn i Duggan w „Wyzwaniu Draculi” sprawnie pożenili sensacyjną intrygę z romantyczną komedią osiągając znakomity, a co najważniejsze zabawny efekt. Zaimponowała mi sprawność z jaką scenarzyści połączyli w jednej historii wiele różnorodnych postaci. Obok Deadpoola, Shikli, Draculi i Blade’a w komiksowych kadrach spotykają się Minotaur, wilkołak, potwór Frankensteina, Mumia, Marcus – wojowniczy centaur ugryziony przez wilkołaka i połączony z obcym symbiontem (!) a nawet członkowie drużyny Thunderbolts. Każda z nich ma w historii swoją, choćby niewielką, rolę do odegrania, każda jest też bohaterem udanych (najczęściej) żartów. A prawie wszyscy spotykają się w wieńczącej album spektakularnej bitwie na pistolety, miecze, kły i pazury.

„Wyzwanie Draculi” ujmuje swobodą z jaką autorzy podeszli zarówno do postaci jak i całej historii. W najnowszej przygodzie Deadpoola wszystko jest możliwe, a nic nie jest wymuszone. Być może sekret takiego podejścia tkwi w tym, że album narodził się w formie komiksu internetowego, jako część projektu Marvel Infinite Comics. Popularność e-komiksów wciąż rośnie, ale oczkiem w głowie wydawców wciąż pozostają wydania papierowe, co wiąże się z większą kontrolą twórców tych ostatnich. W przypadku historii internetowych autorzy mogą sobie pozwolić na więcej, a efekty tego – czego dowodzi „Wyzwanie Draculi” – bywają znakomite. Warto w tym miejscu wspomnieć, że choć w ramach Marvel Infinite Comics ukazały się opowieści o przygodach Spider-Mana czy Daredevila, tylko „Wyzwanie Draculi” doczekało się później edycji papierowej.

„Deadpool” jest serią bardzo nierówną, w której obok znakomitych historii nie brakuje tytułów przeciętnych czy wręcz słabych. Mimo olbrzymiej popularności najemnika z nawijką nie udało się Marvelowi stworzyć z jego przygód jakościowego cyklu, a premiera każdego kolejnego komiksu z jego udziałem jest wielką niewiadomą. „Wyzwanie Draculi” to pierwsza opowieść o Deadpoolu, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu.

Komiksowa seria „Deadpool” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont.

.