„Codzienna walka” Larcenet [RECENZJA]

Sukces pierwszego tomu „Codziennej walki” uczynił z Manu Larceneta gwiazdę francuskiego komiksu. Album uhonorowany w 2004 roku nagrodą dla najlepszego komiksu roku stał się początkiem bestsellerowej serii, która doczekała się już adaptacji teatralnej oraz ekranizacji. „Codzienna walka” to jedno z komiksowych wydarzeń tego roku i premiera, której przegapić nie wolno.

Marco, główny bohater serii, jest młodym fotografem po przejściach. Znerwicowany, od lat szukający pomocy u psychoterapeuty i cierpiący na niespodziewane napady lęku, szuka swojego miejsca w życiu. Przypadkowe spotkanie z Emilie, lekarzem weterynarii, staje się początkiem miłości i nowego rozdziału w życiu Marco.

Inspirowana wydarzeniami z życia Manu Larceneta „Codzienna walka” to, najkrócej ujmując, opowieść o zwyczajnym życiu. Życiu, jakie jest udziałem praktycznie każdego z nas. Historia Marco tak bardzo przemawia do czytelników właśnie dlatego, że w jego losach każdy z nas odnajdzie fragmenty własnego życiorysu. Na przestrzeni kilku lat, które obejmuje akcja „Codziennej walki”, bohater komiksu mierzy się z wyzwaniami jakie niosą ze sobą dorosłość, poważny związek, rodzicielstwo czy utrata najbliższych. To, co czyni te zwykłe wydarzenia niezwykłymi, jest sposób w jaki Manu Larcenet o nich opowiada. Francuski artysta ma niesłychany dar do mówienia o trudnych sprawach w prosty, a jednocześnie niezwykle celny sposób. W jego przemyśleniach na temat rodzicielskiej odpowiedzialności, przemian społeczno-politycznych czy radzenia sobie ze stratą najbliższych czytelnicy bez problemu odnajdą echa własnych rozterek i rozważań.

Choć opowiedziana z perspektywy Marco, „Codzienna walka” nie jest opowieścią tylko o nim. Postać fotografa i jego perypetie, Manu Larcenet umiejętnie wykorzystuje do tego, by pokazać losy dziesiątki różnych bohaterów oraz „codziennej walki” każdego z nich. Ojciec głównego bohatera walczy z postępującą chorobą, matka z trudami wynikającym z konieczności opieki nad nim, a robotnicy upadającej stoczni, dawni koledzy ojca, walczą o pracę i zachowanie resztek godności. Każda z tych postaci kryje w sobie piękną i na tyle głęboką historię, że ta z powodzeniem mogłaby stać się podstawą samodzielnego albumu. Larcenet umiejętnie przedstawia emocje i rozterki towarzyszące bohaterom, a jednocześnie trafnie diagnozuje problemy z jakimi dziś boryka się świat.

Choć od wydania pierwszego tomu „Codziennej walki” minęło ponad 10 lat, aktualność diagnoz stawianych przez Larceneta zaskakuje swoją aktualnością. Na przykładzie grupki stoczniowców pokazuje upadek klasy robotniczej oraz mechanizmy jakie sprawiły, że populizm z politycznego marginesu wyrósł w ciągu ostatnich lat na siłę, z którą trzeba się liczyć. Jest w komiksie znamienna scena, w której Marco dowiaduje się, że Bastounet, jeden z kolegów jego ojca, poparł w okręgowych wyborach faszyzujący Front Narodowy Jean-Marie Le Pena. Zapytany o powód swojej decyzji, szczerze opowiada o swoich kłopotach i strachu przed przyszłością, na koniec dodając, że „pierwszy, który się zjawia i mówi mi, że to się może zmienić, cóż, dostaje mój głos”. Dokładnie taki sposób myślenia sprawił, że wybory w Polsce wygrało PiS, w USA urząd prezydenta objął Donald Trump, a mieszkańcy Wielkiej Brytanii zagłosowali w referendum za Brexitem. Za tymi decyzjami kryją się realne problemy ludzi. Problemy, których politycy przez lata albo nie dostrzegali, albo nie potrafili rozwiązać. Ich głosy są odpowiedzią na tę bezczynność, nawet jeżeli – jak mówi Aleksander Smolar – „uznajemy, że wybory dokonane wskutek tego buntu mas nie stanowią dobrej odpowiedzi”.

Takich momentów, w których będziecie zaskakiwani celnością przemyśleń i spostrzeżeń Manu Larceneta, jest w „Codziennej walce” bardzo dużo. Poważne treści i wnioski kontrastują z dowcipnymi rysunkami. Larcenet, który przez lata specjalizował się w komiksowych humoreskach, w kadrach swoje serii łączy realistyczną scenografię z satyrycznymi, ale bardzo czytelnymi projektami postaci. Ten zabieg dodatkowo podkreśla komediowo-dramatyczny charakter albumu, w którym nawet najtrudniejsze i najbardziej bolesne tematy konsekwentnie przełamywane są ciepłym humorem.

„Codzienna walka” to komiks, którego nie można zapomnieć. Dowcipny, ale potrafiący chwycić za gardło ze wzruszenia. Lekki, a jednocześnie opowiadający o poważnych sprawach. Przede wszystkim, jednak, jest to dzieło, z którego kadrów biją sympatia dla bohaterów oraz zrozumienie dla trudnych decyzji, jakie muszą niekiedy podejmować. Jedna z najlepszych komiksowych premier roku.

„Codzienna walka” ukazała się nakładem Wydawnictwa Komiksowego.

.