„Chłopaki. Balsam dla duszy” [RECENZJA]

Wydawnictwo Planeta Komiksów co kwartał raczy nas nowym tomem „Chłopaków”, komiksowej serii autorstwa Gartha Ennisa i Daricka Robertsona. Jej trzecia odsłona zatytułowana „Balsam dla duszy” to jeden z najlepszych albumów w cyklu.

O samej serii oraz okolicznościach jej powstania pisałem szerzej w recenzji pierwszego jej tomu. Tym razem tylko krótko przypomnę, że akcja „Chłopaków” rozgrywa się w świecie, w którym superbohaterowie są na porządku dziennym. I są, w większości, totalnymi złamasami, których bardziej od walki ze złem interesują seks, alkohol, używki, a przede wszystkim pieniądze. Na całej planecie życie kilkaset tysięcy superludzi, a ich działania monitorują tytułowe Chłopaki – tajny oddział pod dowództwem niejakiego Rzeźnika.

Na „Balsam dla duszy” składają się dwie historie. Pierwsza, której tom zawdzięcza swój tytuł, koncentruje się na Tycim Hughiem – najmłodszym, jeśli chodzi o staż, członku Chłopaków. Hughie wciąż nie potrafi pogodzić się z faktem, że zabił jednego z superludzi. Kiedy więc dowiaduje się, że ten wstał z grobu i musi go zabić po raz kolejny, bardzo to przeżywa. Pocieszenia szuka w ramionach tajemniczej Annie.

Druga historia zatytułowana „Nie ściemniam wam, żołnierzu” to z kolei rozpisana na kilkadziesiąt lat historia pojawienia się w naszym świecie superludzi oraz skomplikowanych mechanizmów w jakich funkcjonują. To także historia narodzin Chłopaków oraz wydarzeń, które doprowadziły do istniejącego obecnie status quo.

„Balsam dla duszy” to jeden z najlepszych tomów w serii. Pierwsza opowieść nieco się ciągnie, ale nie brakuje w niej typowego dla Ennisa „gruboskórnego” humoru. Poza tym scenarzysta umiejętnie wplata do fabuły wątki poboczne powiązane z postaciami Cycusia Glancusia i Niewiasty, które znajdą rozwinięcie w kolejnych albumach. Druga część tomu „Nie ściemniam wam, żołnierzu” to porywająca opowieść, w której amerykańska historia, branża komiksowa, wielki biznes i superbohaterowie łączą się w całość. To rzecz o potężnych korporacjach, polityce oraz narodzinach supków. To opowieść o głupocie, pogardzie dla ludzkiego życia i wielkich pieniądzach. To także historia powstania Chłopaków, ich pierwszego poważnego starcia z superludźmi i jego odczuwalnych aż do dziś konsekwencji.

Wiem, że piszę bardzo enigmatycznie, ale nie chcę zepsuć Wam przyjemności płynącej z lektury. Świat stworzony przez Ennisa dopiero w tym tomie nabiera barw i głębi, a motywy kierujące bohaterami stają się bardziej zrozumiałe, choć wciąż nie do końca jasne.

Graficznie album trzyma poziom poprzednich tomów. Rysunki Daricka Robertsona bywają nierówne i nie są tak dobre jak w „Transmetropolitan” (serii, za którą cenię go najbardziej), ale wszelkie niedociągnięcia nadrabiają ekspresją i wszechobecnym humorem.

Po nieco zbyt efekciarskim tomie drugim „Balsamem dla duszy” seria Ennisa i Robertsona wraca do poziomu z otwierającego cykl albumu „Jak na imię tej grze”. Trzecia część „Chłopaków” to kolejna dawka solidnych dialogów, czarnego humoru i bezkompromisowej satyry na superbohaterów.