„Centaurus. Ziemia obiecana” [RECENZJA]

Pierwszy tom „Centaurusa” nieoczekiwanie stał się jednym z największych tegorocznych hitów wydawnictwa Timof Comics. Nowa seria współtworzona przez Leo przypomina nieco jego głośne „Światy Aldebarana”, ale na razie nie zaskakuje niczym nowym.

Kiedy Ziemia przestała nadawać się do życia podjęto ryzykowną decyzję mającą umożliwić przetrwanie ludzkiego gatunku. 9800 wyselekcjonowanych osób wyruszyło na pokładzie olbrzymiego statku kosmicznego do gwiazdozbioru Centaura, gdzie naukowcy odkryli planetę o nazwie Vera, na której istniały warunki pozwalające na założenie kolonii. Podróż trwała 400 lat, a na orbitę „nowej Ziemi” dotarli już dalecy potomkowie pierwszych członków misji. W tym momencie rozpoczyna się akcja serii „Centaurus”. Powierzchnia Very skrywa wiele tajemnic i niespodzianek. Ich poznanie i rozwiązanie jest niezbędne do tego, by można było podjąć decyzję o zasiedleniu planety. To zadanie zostaje powierzone grupie śmiałków, w której znajdują się nieokrzesany osiłek Bram oraz obdarzone wyjątkowymi mocami bliźniaczki June i Joy.

„Centaurus” jest nową serią, która na rynku zadebiutowała wiosną ubiegłego roku i na dzień dzisiejszy liczy dwa tomy. Jej autorami są scenarzyści Luiz Eduardo De Oliveira znany bardziej jako Leo, Rodolphe D. Jacquette, twórca komiksowej adaptacji „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza oraz rysownik Zoran Janjetov odpowiedzialny za stronę graficzną serii „Przed Incalem” i „Technokapłani” napisanych przez Alejandro Jodorowsky’ego. Są to artyści doświadczeni, działający na rynku od lat, a mimo to ich wspólne dzieło niczym szczególnym się nie wyróżnia.

We wstępie wspomniałem o cyklu „Światy Aldebarana”, autorskim przedsięwzięciu Leo doskonale znanym również w Polsce. Przywołałem go dlatego, że „Centaurus” mógłby z powodzeniem być jego spin-offem. Oba tytuły są realistycznymi historiami sci-fi opowiadającymi o eksploracji nowych, nieznanych planet. Przygodowa fabuła jest w nich równie ważna jak wiarygodne i zaskakujące przedstawienie fantastycznych flory i fauny, a działania bohaterów uwikłane są w świat polityki. „Centaurus” do pewnego stopnia powtarza więc schemat wypracowany wcześniej przez Leo. Robi to sprawnie, ale też nie dodaje do niego (przynajmniej na razie) niczego nowego.

Pierwszy tom serii zatytułowany „Ziemia obiecana” wprowadza nas do fantastycznego świata i przedstawia jego bohaterów. Robi to jednak w sposób mało przekonujący. Ani uniwersum „Centaurusa”, ani jego mieszkańcy niczym was nie zaskoczą. Fabuła „Ziemi obiecanej” sprawia wrażenie poskładanej z dziesiątków sprawdzonych w innych dziełach (filmach, książkach, serialach) pomysłów i rozwiązań. W scenariusz wpleciono wątek tajemnicy kryjącej się na powierzchni planety, w tle majaczy się również potencjalny czarny charakter, ale to wszystko nie zmienia faktu, że nie ma na razie w „Centaurusie” nic, co sprawiłoby, żebym chciał sięgnąć po drugi tom serii.

Cykl nie zachwyca również od strony graficznej. Podczas swojej wieloletniej współpracy z Jodorowskym rysownik Zoran Janjetov udowodnił, że doskonale sprawdza się w fantastycznej scenografii. Jego kadry wyróżniają się realizmem i przywiązaniem do detalu, ale – podobnie jak w scenariuszu – nie ma w nich nic, co czyniłoby je zapamiętywalnymi.

Po lekturze pierwszego tomu „Centaurus” zapowiada się na rasowego średniaka. Jedną z wielu przeciętnych serii komiksowych, które przeczytać można, ale nie trzeba. Być może drugi to zmieni i zaskoczy nas dziesiątkami fantastycznych pomysłów, jednak po lekturze „Ziemi obiecanej” mam poważne wątpliwości czy w ogóle zdecyduję się po niego sięgnąć.

Seria „Centaurus” ukazuje się nakładem wydawnictwa Timof Comics.

.