„Z biegiem sztuki” Smudja [RECENZJA]

Raz na jakiś czas wpada mi w ręce komiks, który obiektywnie jest udany i właściwie powinien mi się podobać, a mimo to nijak do mnie nie trafia. Czytam go raz, drugi, trzeci i nic. Mimo kolejnych lektur pozostaję – jak to „pięknie” śpiewał zespół Łzy – „zimny jak lód, obojętny jak głaz”. Takim właśnie komiksem jest „Z biegiem sztuki” Ivany i Gradimira Smudjów.

Gradimir Smudja jest autorem znanym już polskim czytelnikom. Ten urodzony w Jugosławii absolwent belgradzkiej Akademii Sztuk Pięknych, niezrównany kopista dzieł francuskich impresjonistów i postimpresjonistów, zadebiutował na naszym rynku doskonałym albumem „Vincent i van Gogh”. Była to wariacja na temat biografii malarza Vincenta van Gogha, z której wynikało, że autorem wszystkich jego dzieł był niesforny kot Vincent, posiadający wybitny talent malarski, a przy okazji niestroniący od alkoholu i kobiet lekkich obyczajów.

W „Vinciecie i van Goghu” Gradimir Smudja w formie dowcipnej, awanturniczej opowieści przybliżał czytelnikom twórczość holenderskiego mistrza, zdradzając tajniki jego warsztatu, artystycznych fascynacji oraz szczodrze dzieląc się ciekawostkami z jego krótkiej, acz burzliwej biografii.

„Z biegiem sztuki” jest duchową kontynuacją tego albumu. Komiks opowiada o przygodach nastolatki Luny i jej kota Vinceta (tego samego) podróżujących przez… historię sztuki. Swoją wyprawę rozpoczynają w grocie w Lascaux (gdzie znajdują się malowidła naskalne datowane na 17 000 – 15 000 lat p.n.e.) a kończą spotkaniem z Pablem Picassem. Po drodze przemierzają różne kraje i epoki przyglądając się pracy takich mistrzów jak van Gogh, El Greco, Leonardo da Vinci, Rembrandt van Rijn, Francisco de Goya czy Katsuhika Hokusai.

„Z biegiem sztuki” to, najkrócej mówiąc, skondensowana i atrakcyjnie przedstawiona historia sztuki. W swojej podróży Luna i Vincent odwiedzają w sumie 30 artystów, a spotkania z nimi stają się okazjami do przybliżenia ich twórczości oraz znaczenia dla rozwoju malarstwa. Każda taka „przygoda” poprzedzona jest krótką notką biograficzną, a sam album pełen ciekawostek oraz niekończących się malarskich cytatów i nawiązań, w których wplataniu w komiksowe kadry Gradimir Smudja jest prawdziwym mistrzem.

Skoro jest tak dobrze, to czemu grymaszę? Ponieważ autorowi nie udało się w zbalansowany sposób połączyć części „podręcznikowej” komiksu z rozrywkową. „Z biegiem sztuki” z całą pewnością jest jednym z najatrakcyjniejszych „bryków” poświęconych historii sztuki, fantastyczne narysowanym i bogatym w przystępnie podane informacje. Jednak ten element dzieła całkowicie zdominował jego warstwę fabularną. Przygody nastolatki i kota podporządkowane są jednemu celowi – mnożeniu spotkań z kolejnymi mistrzami i edukacji na temat ich życia oraz twórczości. Niestety, dzieje się to kosztem wątku przewodniego intrygi oraz samych bohaterów. Luna i Vincent są, scenariuszowo postaciami na tyle wątłymi, że czytelnik nigdy nie przejmuje się ich losem. To z kolei powoduje, że szybko traci nimi zainteresowanie i „odkleja się” od komiksu Tak przynajmniej było w moim przypadku. Natłok historycznych informacji w połączeniu z chaotycznym scenariuszem spowodowały, że „Z biegiem sztuki” zaczęło mnie męczyć. Ostatecznie komiks przeczytałem od deski do deski, ale musiałem go sobie „dozować” i poświęcić mu nie jeden, a kilka wieczorów.

Graficznie, „Z biegiem sztuki” to majstersztyk. Już w „Vincencie i van Goghu” Smudja pokazał, że jest malarzem z krwi i kości, rozumiejącym i czującym dzieła wielkich mistrzów. W opisywanym albumie udowodnił to po raz kolejny. „Z biegiem sztuki” już od pierwszych kadrów uwiedzie was plastycznymi, obłędnie kolorowymi kadrami wypełnionymi niezliczonymi mniej i lub bardziej zauważalnymi nawiązaniami do twórczości malarzy będących bohaterami komiksu.

Bardzo chciałem dać się oczarować dziełu Smudji i jego córki. Po znakomitymi „Vincencie i van Goghu” liczyłem na kolejną przygodę w postmodernistycznym sosie pełną humoru i fantastycznych pomysłów. I niby to dostałem, ale już nie w tak dobrym wykonaniu. „Z biegiem sztuki” zapewnia fantastyczne doznania wizualne, ale chęć przekazania jak największej ilości historycznych informacji odbiła się negatywnie na bohaterach i zabiła awanturniczą nutę, która tak ujęła mnie przy „Vincencie i van Goghu”. Najnowsze dzieło Gradimira Smudji (i córki) to  wybitny podręcznik historii sztuki, ale niedoskonały komiks rozrywkowy.

Album ukazał się nakładem wydawnictwa Timof Comics.

.